
Niebywałe. Krystyna Pawłowicz przeprosiła na Twitterze dziennikarkę Annę Skiepko za wulgarny komentarz. Jej tłumaczenie wydaje się jednak mocno kuriozalne i pokazuje, że posłanka i tak zostaje przy swoich kontrowersyjnych poglądach.
REKLAMA
Komentarz Pawłowicz dotyczył 79. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Podczas jej obchodów do tłumu skandującego "konstytucja" podeszła pełnomocniczka wojewody dolnośląskiego Dominika Arendt-Wittchen. Spoliczkowała jedną z krzyczących osób mówiąc uprzednio: "Zamknij się, głupia babo". Krystynie Pawłowicz takie zachowanie widocznie się spodobało.
Arendt-Wittchen złożyła rezygnację ze stanowiska, a posłanka PiS zupełnie się z tym nie zgodziła. Wyraziła to poprzez stanowcze słowa. "Bardzo proszę nie przyjmować tej rezygnacji" – napisała na Twitterze do wojewody dolnośląskiego Pawła Hreniaka.
"Każdy, Pan pewnie także, ma chwile, gdy pozostaje już tylko taka – w zasadzie symboliczna – forma niezgody na prostactwo, bezczelność, ciągłą agresję i obrażanie wartości dla kogoś najważniejszych" – dodała.
"A jak ktoś Panią poseł uderzy, bo uzna, że to symboliczna forma niezgody, to co wtedy?" – odpowiedziała wówczas posłance szefowa anteny w Radiu Nadzieja Anna Skiepko.
Spięcie na linii Skiepko-Pawłowicz
Skiepko doczekała się ostrej odpowiedzi Pawłowicz. "Obrzucono mnie plastikowymi butelkami w czasie waszego 'ciamajdanu', ogłuszano kilkoma wuwuzelami (dętymi instrumentami ustnikowymi używanymi przez kibiców piłki nożnej – red.) jednocześnie tuż przy uszach, łgano wielokrotnie. Gdzie byłaś, babo, gdy atakowano Marszałka seniora Morawieckiego. Zamilcz, bezczelna. Wrażliwa się znalazła, córcia rudej" – skomentowała Pawłowicz.
Skiepko doczekała się ostrej odpowiedzi Pawłowicz. "Obrzucono mnie plastikowymi butelkami w czasie waszego 'ciamajdanu', ogłuszano kilkoma wuwuzelami (dętymi instrumentami ustnikowymi używanymi przez kibiców piłki nożnej – red.) jednocześnie tuż przy uszach, łgano wielokrotnie. Gdzie byłaś, babo, gdy atakowano Marszałka seniora Morawieckiego. Zamilcz, bezczelna. Wrażliwa się znalazła, córcia rudej" – skomentowała Pawłowicz.
Następnego dnia jednak się zreflektowała i przeprosiła za swoje słowa. "Właśnie wstałam, przeczytałam swoją wczorajszą odpowiedź na zaczepkę pani Anny Skiepko pod moim apelem do wojewody w sprawie pani, która spoliczkowała rudą. Fakt, moja odpowiedź na pytanie pani Skiepko była zbyt ostra. Panią Annę Skiepko za to przepraszam" – powiadomiła Pawłowicz.
W komentarzu pod wpisem Pawłowicz tłumaczyła, że przeprosiny dotyczącą wyłącznie jej formy wypowiedzi. "Nadal uważam, że wojewoda nie powinien zwalniać z pracy pani, która spoliczkowała" – przekonywała.
Jeden z internautów stwierdził, że przeprosiny Pawłowicz nic nie znaczą. "Te przeprosiny są nic niewarte. Z bardzo prostej przyczyny. To nie pierwsze takie zachowanie i idę o zakład, że nie ostatnie. To jak alkoholik bijący swoją żonę, który za każdym wytrzeźwieniem ją przeprasza. To nie błąd. To postawa. Nie zrozumiała (Pawłowicz – przy. red) również meritum uwagi pani Skiepko".
"Może pora wyłączyć social media na stale? Dobrze to pani zrobi" – zasugerował zaś inny użytkownik Twittera.
Obserwuj nas na Instagramie. Codziennie nowe Instastory! Czytaj więcej
