Robert Biedroń pochodzi z Krosna. Czy miasto jest z niego dumne?
Robert Biedroń pochodzi z Krosna. Czy miasto jest z niego dumne? Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Robert Biedroń pochodzi z Podkarpacia, uważanego za bastion PiS. Pytany, dlaczego wyjechał, odpowiadał: – Chciałem uciec od przemocy w domu i pewnie też od swojej tożsamości, jakoś to wszystko sobie ułożyć. Ale zawsze podkreślał, jak ważne było dla niego Krosno. Ostatnio mówił, że za nim tęsknił, od wspomnienia o nim zaczął swój ostatni spot. W mieście słychać, że chcieliby go na prezydenta.

REKLAMA
"Wychowałem się w skromnej, wielodzietnej rodzinie na ulicy Kolejowej w Krośnie" – od tych słów zaczyna się najnowszy spot Roberta Biedronia. W tym mieście spędził całe dzieciństwo, tu mieszka jego mama, tu wszystko się zaczęło. Tu, w szkole podstawowej, zauważył, że jest "inny".
W 46-tysięcznym mieście na Podkarpaciu, w którym dziś znajdują się biura poselskie dwóch posłów PiS – Stanisława Piotrowicza i Piotra Babinetza.
– Największa tajemnica mojego życia, coś tak wstydliwego, okropnego i niezwykle wstrząsającego. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym o tym komukolwiek powiedzieć. To wszystko spotkało mnie w Krośnie – mówił w jednym z wywiadów.
Niedawno napisał na Facebooku, że jako chłopak z Krosna szczególnie lubi pewną piosenkę Dawida Podsiadło.
"Jak dobrze być w domu"
Urodził się w Rymanowie ("bo w Krośnie sala porodowa była akurat odkaraluszana") i również tu znajduje się dziś biuro posła PiS. W Ustrzykach Dolnych chodził do technikum hotelarskiego.
Potem nieraz powtarzał, że Krosno jedno z najwspanialszych miejsc w jego życiu, i choć jest prezydentem Słupska, to cały czas ma je sercu: – Dla mnie Krosno nadal smakuje z dzieciństwa, bo całe dzieciństwo, do 15. roku życia tu spędziłem.
W lipcu, gdy przyjechał w rodzinne strony promować swoją książkę, omal się nie popłakał. Emocje były tak silne, że przepraszał za to tłumy, które przyszły na spotkanie.
– Jak dobrze być w domu. Tęskniłem. Wracam, do miasta, w którym się wychowywałem, w którym spędziłem najpiękniejsze lata mojej młodości, w którym zostało bardzo wielu moich przyjaciół – mówił.
Portal Krosno24 spytał go, czy nigdy nie pomyślał o powrocie. "Ależ oczywiście, że myślałem, i to wielokrotnie. Zdecydowały kwestie zawodowe" – odpowiedział.
Robert Biedroń
Krosno24.pl

"Nadal mam w Krośnie wielu znajomych, których staram się zresztą odwiedzić, gdy tylko jestem. Odwiedzam też stare śmieci: szkołę podstawową, miejsca, w których się bawiłem i działałem. Bardzo się zmieniły, wydają mi się dzisiaj takie małe, zwłaszcza nasze byłe mieszkanie przy ul. Kolejowej. Byłem w nim ostatnio, obecni lokatorzy poznali mnie jak kręciłem się na podwórku i zaprosili mnie do środka. Nie mogłem uwierzyć, że mogliśmy się na tych trzydziestu metrach kwadratowych pomieścić w sześcioro osób". Czytaj więcej

Chcą Biedronia na prezydenta Krosna
Czy Krosno tęskni za nim? – Nieoficjalnie część mieszkańców chciałaby, żeby został prezydentem miasta. Takie słychać opinie, takie są komentarze – przyznaje Mateusz Głód z portalu KrosnoCity.pl
Podaje nam nawet przekrój wiekowy największych zwolenników Biedronia w Krośnie: – To mieszkańcy w wieku 18-27-32 lata, którzy twierdzą, że u nas brakuje człowieka, który jest w Słupsku. Gdyby Robert Biedroń pojawił się dziś wśród kandydatów na prezydenta miasta, myślę, że byłby mocnym konkurentem dla obecnego prezydenta. A nawet wydaje mi się, że mógłby wygrać.
Ogólnie Mateusz Głód ocenia, że około 70 procent krośnian pozytywnie postrzega Roberta Biedronia. Pozostałe 30 procent, jak uważa, nie toleruje jego życia prywatnego i nie chciałaby, żeby osoba homoseksualna uczestniczyła w życiu społecznym tego regionu. Choć miasto, jak słyszę dosłownie z każdej strony, jest bardzo otwarte, liberalne, nowoczesne. Wbrew powszechnej opinii, która ciągnie się razem z całym Podkarpaciem – nie jest to bastion PiS.
– Powiat krośnieński jest mocno prawicowy. Ale nie Krosno. W Radzie Miasta PiS nie ma większości – słyszę. Niektórzy proszą, by wyraźnie to napisać, że Krosno jest inne i PiS-owska łatka wcale im się nie podoba, bo miasto jest tolerancyjne.
– Spotykam się z tą opinią wszędzie, ona jest obraźliwa. Wbrew temu co mówi się w Polsce, Krosno nie jest takim miastem jak inne na Podkarpaciu. Wszyscy przyjmują tu Roberta Biedronia przyjaźnie, cieszą się, że mamy takiego mieszkańca. Nie słyszałem jeszcze  żadnego złego słowa o nim. Na spotkaniu z Robertem Biedroniem w lipcu nie było żadnego uczestnika, który krzyczałby coś przeciwko niemu – mówi nam Gabriel Zajdel, przewodniczący krośnieńskiego SLD.
Sprawdzam w powiecie. – Biedroń ma inne zapatrywania niż ja. Do widzenia – rzuca do telefonu jeden z samorządowców.
"Organizowaliśmy zlot motocyklowy"
Robert Biedroń mocno kiedyś działał w krośnieńskich strukturach SLD. Był przewodniczącym Koła Młodzieżowego Lewicy w Krośnie, (portal KrosnoCity.pl zamieścił niedawno zdjęcie jego legitymacji członkowskiej), do dziś ma otwarte drzwi do siedziby SLD. – Bywa tu, odwiedza mamę. Jak był na wakacjach, wpadł do naszego biura. Ostatnio na wakacjach przyszedł zobaczyć się ze Staszkiem – mówi Gabriel Zajdel.
Staszek to Stanisław Jucha, były wicewojewoda Krośnieński, przez wiele lat radny Miasta Krosna i Województwa Podkarpackiego. Razem z Biedroniem działali w krośnieńskich strukturach SLD. Do dziś pamięta, jak w 2001 roku razem organizowali III-ci Międzynarodowy Zlot Motocyklowy w Lesku.
– Było 600 zgłoszeń, to była duża impreza. Robert Biedroń zasłużył na wyróżnienie za jej organizację, za stronę techniczną, medialną, wszystko się udało. Wcześniej, przez zlotem razem przygotowaliśmy polsko -ukraińsko-słowacki przewodnik turystyczny "Z Leska do Leska. Obwodnica Karpacka", wokół międzynarodowego rezerwatu biosfery "Karpaty Wschodnie obejmujące Bieszczadzki, Ukraiński i Słowacki Park Narodowy" – opowiada naTemat.
Jeździli wtedy razem samochodem, objechali całą trasę i ją i opisali. – Robert siedział za kierownicą, a ja siedziałem z tyłu z zeszytem. Nasz przewodnik wzbudzał potem bardzo duże zainteresowanie. Nawet dawałem wywiad dla ukraińskiej telewizji – wspomina Stanisław Jucha. Dziś uważa, że prawdziwa kariera dopiero przed Biedroniem.
logo
Fot. Screen/biuletyn Rady Powiatowej SLD Krosno
Czy miasto jest dumne
Podczas lipcowej wizyty w rodzinnych stronach Robert Biedroń bardzo się cieszył, że spotkał tylu znajomych – wymieniał, że chodził z nimi do szkoły, spotykał na ulicy, robił u nich zakupy, czy wypożyczał książki w bibliotece. – Spotkałem tu osoby, z którymi marzyłem, że Krosno może wyglądać jeszcze lepiej – wspominał, a ludzie bili mu brawo.
Mówił też o dumie z rodzinnego miasta z powodu protestów pod sądami czy biurem posła PiS Stanisława Piotrowicza, o których głośno było w całej Polsce, również w Słupsku: – Mieszkańcy podchodzą do mnie i mówią: Panie prezydencie, pan musi być dumny z tego Krosna.
Ale czy rodzinne miasto naprawdę jest dumne z Biedronia? – Myślę, że mieszkańcom jest to obojętne. Ludzie bardziej komentują jego działalność samorządową, sposób w jaki działa. Pod tym kątem jest chwalony – ocenia Mateusz Głód.
"Jakby Krosno było biedne"
Mieszkańcy raczej z niczym lokalnie go nie kojarzą. Trudno się dziwić, Biedroń nie jest przecież aktywny na Podkarpaciu. Choć jakiś ślad sprzed kilku lat w sieci pozostał.
Ale jest też sporo krośnian, którzy nie mają pojęcia, że on stąd pochodzi. Sama usłyszałam kilka głosów mocnego zaskoczenia.
A niektórym nie spodobał się kontekst, w jakim Biedroń wspomniał o Krośnie w spocie. O ulicy Kolejowej, na której się wychował, o tym, że takie ulice są w całej Polsce. – Na której nie ma kawiarni, nie ma placu zabaw, takiej, przy której stoją zaniedbane budynki – mówi w spocie.
Jeden z mieszkańców tłumaczy nam, że ulica Kolejowa to nie były najbezpieczniejsze rejony w mieście, ale jest przekonany, że "za Biedronia" plac zabaw tam był.
– Zabrzmiało, jakby to Krosno było takie biedne. Może i jest, ludzie słabo zarabiają, ale jest wspaniałe, piękne. A on, jeśli publicznie mówi o Krośnie, to raczej w kontekście, że tu była bieda i musiał stąd wyjechać. Nie zachęca do odwiedzenia tego regionu. I mi się to nie podoba – ocenia jeden z lokalnych działaczy.
Ma 40 lat i podkreśla, że jest z pokolenia Biedronia. Prosi o anonimowość, bo a nuż Biedroń zostanie prezydentem? – Z tego, co rozmawiam ze znajomymi, to chyba nie są z niego dumni. Worawdzie nie wstydzimy się go, fajnie działa. Przewietrzył urząd w Słupsku, jest otwarty, spotyka się z ludźmi, jeździ na rowerze do pracy. Jego orientacja nie ma żadnego znaczenia. Ale jako Krosno nie mamy się kim chwalić – uważa.
Choć w tym samym spocie Biedroń mówi jednak, że był niedawno w rodzinnym mieście i zauważył ogromny potencjał wśród ludzi. A w 2016 roku mówił, jak bardzo jest z Krosna dumny.
– Imponuje mi to, że Krosno się tak rozwinęło, że tu wróciło życie. Pamiętam ten rynek, on wyglądał inaczej. Nie było tylu ludzi, nie działo się tak wiele. To miasto tętni życiem i to jest fascynujące. Jestem dumnym krośnianinem. Mimo, że jestem prezydentem Słupska, to nadal sercem jestem w Krośnie – powiedział.
Na spotkaniu z Robertem Biedroniem w lipcu gościem specjalnym była jego mama, Helena.
– Krosno ma od wielu lat naprawdę dobrego gospodarza, i mówię to absolutnie szczerze. Prezydent Przytocki (Piotr Przytocki; bezpartyjny, kiedyś związany z PO – przyp. red.) jest świetnym samorządowcem, cieszącym się w środowisku wielkim poważaniem. Wiem, co mówię, bo jako samorządowiec, mam porównanie. Więc nie mogłem i nie chciałem robić mu konkurencji – ocenił go Biedroń w rozmowie z portalem Krosno24.pl.
Ale kto wie, co będzie kiedyś?