
Przez jakiś czas, o Beacie Tadli było cicho. Jednak dzięki instagramowemu wpisowi na temat imprezy z okazji imienin ulicy Najświętszej Marii Panny w Legnicy, emocje rozgorzały na nowo. Tym razem na temat pracy w TVP.
REKLAMA
W zeszłą niedzielę w Legnicy odbyła się impreza z okazji imienin ulicy Najświętszej Marii Panny. Wydarzenie poprowadziła pochodząca z tego miasta Beata Tadla, a gwiazdą wieczoru był Robert Janowski, który zagrał koncert ze swoim zespołem.
Po wydarzeniu, na Instagramie dziennikarki pojawiło się jej zdjęcie z byłym prowadzącym "Jaka to melodia?" na scenie i krótkim komentarzem. "Pierwszy koncert Roberta 'na wolności', co sam podkreślał :) To były piękne emocje, tłum szalał, ja płakałam..." – napisała Tadla.
I właśnie wyrażenie "na wolności" wzbudziło kontrowersje wśród internautów.
– Było super, ale po co ta prywata o wolności? Nie ma po co o tym mówić, dzielić Polaków - napisał jeden z użytkowników
– Tyle lat tam Pan siedział bo dostawał kasę więc proszę nie bredzić o wolności bo na siłę nikt tam nie trzymał
Było też o standardach panujących w TVP za czasów rządów koalicji PO-PSL. Beata Tadla poprosiła jednego z zarzucających jej hipokryzję internautów o podanie konkretnego przykładu propagandy z czasów dawnej TVP, który da się porównać do tego, co obecnie dzieje się w TVP.
Pojawił się przykład czasu antenowego przeznaczonego dla Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy. Padły tez oskarżenia o złamanie zasad etyki dziennikarskiej.
"Hipokryzję może Pan zarzucać, gdy znajdzie Pan symetryczne przykłady. A będzie o to trudno, bo dzisiejsza TVP stworzyła kompletnie nową jakość propagandy, właśnie taką, jak definiuje ją jej obecny prezes" – tak zakończyła wymianę zdań Tadla.