Amerykański reporter tak bardzo przesadził z dramatyzmem podczas relacji, że naraził się na śmieszność.
Amerykański reporter tak bardzo przesadził z dramatyzmem podczas relacji, że naraził się na śmieszność. Fot. Screen / Twitter

Dziennikarz jednej z amerykańskich stacji telewizyjnych zaliczył na żywo występ, którego nie powstydziliby się komicy z brytyjskiej grupy Monthy Pythona. Tak bardzo walczył z "huraganowym wiatrem" szalejącym od wczoraj w USA, że nie zauważył, iż kamera uchwyciła też spokojnie i bez wysiłku spacerujących "bohaterów drugiego planu".

REKLAMA
Huragan Florence uderzył we wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych już w piątek. W wyniku silnych wiatrów i opadów deszczu zginęło 5 osób, zniszczeniu uległo wiele domów, szereg miejscowości zostało pozbawionych prądu.
Na szczęście atak huraganu nie był tak silny, jak jeszcze kilka dni temu zapowiadali synoptycy. Jednak choć wiatr słabnie, dla reportera jednej z amerykańskich stacji telewizyjnych nie stanowiło to żadnej przeszkody, by przygotować niezwykle dramatyczny reportaż z miejsca dotkniętego śmiercionośnym żywiołem. Patrząc, jak dziennikarz ledwo stoi na nogach szarpany podmuchami wiatru i smagany strumieniami deszczu aż ciarki przechodzą.
Szybko jednak wychodzi na jaw, że dziennikarz trochę przesadził lub też pomylił dziennikarstwo z aktorstwem. W chwili, gdy on zdaje się walczyć o życie, w tle pojawiają się dwie osoby ubrane w krótkie spodenki, które spokojnie idą po ulicy. Tej samej, na której tak dramatyczną "walkę" toczy reporter stacji.
Nagranie to zgromadziło w ciągu doby prawie 400 tys. polubień, internauci zostawili pod filmem blisko 15 tys. komentarzy.