
Ewa Gawor w warszawskim ratuszu odpowiada za bezpieczeństwo i to ona 1 sierpnia zablokowała marsz ONR. Teraz, jak ustalili dziennikarze "Superwizjera" TVN, ma ona usłyszeć zarzuty za wydanie zgody na mecz siatkówki na PGE Narodowym w 2014 roku. Jej zdaniem, to zabieg przedwyborczy i zemsta.
REKLAMA
Sprawa, w której Ewa Gawor ma usłyszeć zarzuty, jest dość stara. Prowadzą ją od 2014 prokuratura i katowicka delegatura CBA. Dotyczy przyjęcia łapówek przez ówczesnego prezesa i wiceprezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Osią jest mecz siatkówki na PGE Narodowym, na którego rozegranie zgodę wydała Gawor.
W śledztwie prokurator stwierdził, że na stadionie praktycznie od momentu oddania go do użytku nie działały systemy przeciwpożarowe, a strażacy kontrolujący Stadion Narodowy mieli rozmawiać o tych usterkach w trakcie spotkań w stołecznym Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, którego dyrektorem jest Gawor. Teraz sprawa jest bliska powrotu na wokandę.
Ewa Gawor w działaniach prokuratury upatruje się celowego działania przed zbliżającymi się wyborami lub politycznej wendety za zablokowanie marszu ONR. Przypomnijmy, że o dyrektor Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego stołecznego ratusza zrobiło się głośno, kiedy 1 sierpnia zablokowała marsz ONR w Warszawie. Ponadto wypominano jej przeszłość i pracę dla gen. Kiszczaka.
Źródło: TVN24
