Tyle warte są zabezpieczenia w aucie. Niektóre można obejść szybciej niż kupisz gazetę

Obejście najprostszych zabezpieczeń to kwestia sekund dla wprawnego złodzieja.
Obejście najprostszych zabezpieczeń to kwestia sekund dla wprawnego złodzieja. Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Co wieczór z niepokojem zerkasz z balkonu, czy twoje auto jeszcze stoi? Jeszcze tak, ale nie znasz dnia ani godziny – i to nawet jeśli stosujesz rozmaite zabezpieczenia. Na rynku nie ma bowiem rozwiązań, które zatrzymają naprawdę zdeterminowanego złodzieja. Co najwyżej mogą go spowolnić – a te fabryczne dają radę na jakieś... kilka, kilkanaście sekund.

W Polsce każdego roku nadal kradnie się tysiące aut. Ta liczba z roku na rok spada wraz z uszczelnieniem granic (auta nie da się już tak łatwo przewieźć za wschodnią granicę, zostaje rozbiór na części), ale kradzież aut nadal jest powszechnym zjawiskiem. Przecież praktycznie każdy z nas zna kogoś, kto rano wyszedł do pracy, ale samochód na parkingu na niego nie czekał.

I niestety uniwersalnych zabezpieczeń nie ma. – Najlepsze zabezpieczenie przed złodziejami to brak auta – śmieje się Adam, syn byłego warszawskiego pasera. Doskonale wie, jak zdecydowana większość zabezpieczeń funkcjonuje.

Wejście do auta to banał
Kradzież auta można podzielić na dwa etapy. Pierwszy to samo wejście do auta, drugi to uruchomienie silnika i odjechanie z miejsca zdarzenia.

Interesujący jest głównie ten drugi punkt. Głównie dlatego, że samo wejście do auta to rzecz banalna. Jeśli już złodziej rezygnuje, to dopiero po wejściu do samochodu. – Tego nawet nie da się zauważyć. Siedzi sobie pan na ławeczce i coś pisze na laptopie. Okazuje się, że w tym czasie sczytuje sygnał z samochodu i po prostu go otwiera – tłumaczy Adam.

Oczywiście metody są inne. – Sprawny złodziej otworzy zamek najzwyklejszym wytrychem, może go też po prostu rozwalić. Wreszcie można zagłuszyć pilota, przez co auto się nie zamknie, kiedy jego właściciel wysiądzie z niego – dodaje.

Przesadzamy? Zamknijcie swoje samochody i zadzwońcie po pogotowie zamkowe. Przyjedzie pan i otworzy samochód w kilka sekund – on to zrobi legalnie, ale zobaczycie na własne oczy jak to działa.

Wreszcie na rynku dostępne są takie narzędzia. Tego nawet nie trzeba komentować:
Tanie zabezpieczenie to żadne zabezpieczenie
Jeśli nie mamy żadnych dodatkowych zabezpieczeń, samo odpalenie auta dla złodzieja to banał. Po prostu wsiada, odpala poprzez komputer i odjeżdża. Zajmuje mu to 15-20 sekund.


Natomiast żeby dodatkowo zabezpieczyć się przed uruchomieniem silnika, stosuje się po prostu blokadę zapłonu. Pomijamy zabezpieczenia, które umożliwiają np. lokalizację samochodu po włamaniu. Samochód już odjechał, to już musztarda po obiedzie.

Nam chodzi o to, żeby samochód w ogóle nie ruszył. Z takim zabezpieczeniem jak blokada zapłonu jest jednak jeden podstawowy problem: Polacy w nowych autach... najczęściej nie zakładają go z uwagi na gwarancję na samochód (wprowadzenie zabezpieczenia tak, żeby nie wykrył go serwis, nie mówiąc o złodzieju, to długa i skomplikowana sprawa), a w starszych robią to "po taniości".

– To efekt zakupu na "typowego Polaka". Kupujemy samochody za ostatnie pieniądze, a nie pamiętamy o kolejnych kosztach. Nie zostają pieniądze na opony zimowe, nie robimy serwisu olejowego po zakupie. Podobnie jest z zabezpieczeniam. Chcemy, żeby było jak najtaniej – mówi Adam.

Najprostsze zabezpieczenie – i w zasadzie jedyne, bo zasada działania polegająca na odcięciu zapłonu jest właściwie zawsze taka sama – można kupić na portalach typu AliExpress. Kosztuje około 60 złotych. W sklepie w Polsce wyjdzie trochę drożej, ale jeśli zakładamy je samemu, to jest to całkowity koszt. Jeśli oddamy samochód w celu montażu do warsztatu, to zapłacimy około 200 zł.

To jednak pieniądze wyrzucone w błoto. Dlaczego? Niska cena świadczy o tym, że tania była robocizna. A skoro robocizna była tania, to monter nie przyłożył się do ukrycia zabezpieczenia. Podobnie jest w ASO wielu marek, które montują swoje dodatkowe zabezpieczenia także po najprostszej linii oporu.

Złodziej wie, gdzie szukać
– Za najniższą cenę oferuje się właściwie to samo. Klienci nie biorą tego pod uwagę, że zabezpieczenia zakłada im się na jedno kopyto. Każdy kolejny wyjeżdża z takim samym montażem. A to ułatwia zadanie złodziejom – oni po prostu wiedzą, gdzie szukać, znają te schowki – zauważa Adam.
Adam

Często nawet przekroje i kolory kabli się różnią – te oryginalne od dołożonych. Otwierając miejsce, gdzie może być wiązka, złodziej będzie wiedział, za co się brać. Nieważne, czy komputer pokładowy jest pod pod deską rozdzielczą, fotelem czy w bagażniku. Złodziej wie, gdzie jest komputer odpowiedzialny za zapłon i gdzie najłatwiej było się monterowi wpiąć.



Metody na złamanie blokady zapłonu są dwie – trzeba albo znaleźć ukryty guzik (często dotykowy, niewidoczny, ukryty pod plastikiem, dotyk wyłapuje odpowiedni sensor), albo po prostu znaleźć sterownik i usunąć zabezpieczenie fizycznie. No dobrze, jest jeszcze trzecia metoda, ale o niej za moment.

Złodziej, kiedy wsiada do auta, dokładnie wie, gdzie szukać tego magicznego "pstryczka". – Klasyka to umieszczanie guzika pod gałką dźwigni zmiany biegów, na samym szczycie mieszka. Wystarczy wcisnąć i już można odpalać samochód – co bardzo ułatwia... guzik startu, jeśli mamy bezkluczykowy system. Nawet nie wiecie, jak producenci aut zrobili tym dobrze przestępcom.

– Takich popularnych miejsc jest tylko kilka. Złodziej "wymaca" te miejsca w minutę, dwie. To akurat tyle czasu, żeby wsiąść, przejrzeć Facebooka, odłożyć telefon i ruszyć. Innymi słowy odjedzie zanim ktokolwiek zorientuje się, że coś jest nie tak – twierdzi Adam.

Gdzie najczęściej znajdują się zabezpieczenia? Choćby pod wspomnianą skrzynią biegów. Wystarczy wyczuć guzik i gotowe:
Między wlotami powietrza, pod plastikiem na środku deski rozdzielczej. Często instalowany jest tam guzik niewidoczny, dotykowy. Dlaczego tak? Bo do tego miejsca jest łatwy dostęp przy montażu:
Schowek po lewej stronie kierownicy – w autach, które go mają. – Spotkałem się z autem, z którego cała wiązka dosłownie wypadła, kiedy otworzyłem schowek. Był tam nawet nie tyle guzik, co cała instalacja – twierdzi Adam. Dokładnie tutaj:
Pod wykładziną i plastikiem po lewej stronie fotela kierowcy:
Żeby nie było tak pesymistycznie: zamiast guzika stosuje się jeszcze popularne "pastylki". Osoba, która jej nie ma np. przy kluczach, nie uruchomi auta. System identyfikuje obecność tego małego dodatku i odcina blokadę. Teoretycznie pastylkę można ukraść, ale równie dobrze można ukraść całe klucze, a nie o tu chodzi. Rzecz w tym, że system ma... awaryjny guzik, który przyda się np. w przypadku zgubienia pastylki.

Guzik awaryjny najczęściej umiejscowiony jest pod górną uszczelką przy drzwiach od strony kierowcy. Dokładnie tutaj:
I teraz niespodzianka: znajduje się tam najczęściej zarówno w przypadku "pastylek", jak i guzików. Innymi słowy całe to zabezpieczenie nie jest wiele warte, bo każdy system i tak ma dodatkowy guzik. A to daje złodziejowi dwa razy większą szansę na usunięcie blokady.

Są zresztą tacy "fachowcy", którzy montują ten awaryjny guzik w którymkolwiek schowku. Klienci i tak są zadowoleni. – To tak jak schować kluczyk pod doniczką i... wywiesić kartkę na drzwiach informującą o tym żonę. Każdy tam zajrzy – zauważa Adam.

Jeśli natomiast złodziej nie może znaleźć ani guzika "normalnego", ani awaryjnego, zostaje mu jeszcze po prostu ręczne obejście blokady. Kable są najczęściej ukryte w kolumnie kierownicy – bo znowu, tak jest najprościej. Albo w schowku, tak jak pisałem wyżej. I koło się zamyka.

Wprawny złodziej, jeśli ma przy sobie obcęgi i jest wystarczająco zdeterminowany, obejdzie ręcznie najprościej zamontowaną blokadę w 2-3 minuty. – Plastik z kolumny po prostu oderwie, żeby szybko dostać się do kabli. Kable od zabezpieczenia najczęściej też mają inny kolor i wyróżniają się – tłumaczy Adam.

Porządny montaż powinien zniechęcić
To jak zniechęcić złodzieja? – Gdybym ja miał zabezpieczyć swoje auto, choć uważam to za rzecz niemożliwą do wykonania i po prostu mam auto casco, to zastosowałbym zabezpieczenie podwójne. Np. pastylkę i guzik – przekonuje Adam. Wtedy jest zwyczajnie dwa razy więcej roboty i trzeba dwa razy dłużej szukać zabezpieczeń.

Warto też zapłacić więcej za montaż zabezpieczeń – i to zdecydowanie więcej. – Za taki maks w autach premium uważam 1000-1200 zł. W normalnym aucie myślę, że od 500 zł w górę – mówi Adam.

Co rozumie przez porządny montaż? Guzik na dotyk można umieścić np. na boczku drzwi. – Złodzieje w ogóle tam nie szukają, bo nikomu nie chce się najczęściej ciągnąć okablowania przez peszel. To ten elastyczny plastikowy wąż, przez który idzie wiązka kabli związana np. z elektrycznym opuszczaniem okien. Widać go po otwarciu drzwi w każdym aucie.
Zniechęcony poszukiwaniem guzika złodziej może albo wysiąść z auta, albo zacząć szukać sterownika blokady. Najpierw poszuka go tam, gdzie zawsze – czyli po schowkach oraz pod kolumną kierownicy. – Warto zamontować blokadę na dnie deski rozdzielczej, nawet pod wygłuszeniem. I wykorzystać kable w tym samym kolorze, co fabryczne – tłumaczy.

Nie ma zabezpieczenia niezawodnego
Generalnie każde zabezpieczenie można usunąć w maksymalnie 30 minut. Ale to jest czas, na który raczej 99 proc. złodziei sobie nie pozwoli.

– Warto pamiętać, że jeśli złodziej naprawdę będzie chciał nasze auto, to nic nas nie uchroni. W ostateczności ściągnie lawetę i zerwie je z asfaltu – podsumowuje Adam.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...