Stanął przed sądem, bo kredą napisał "Policja czy PiSlicja?". Wrabec: "Dostali dyspozycję z góry"

Paweł Wrabec został oskarżony o akt wandalizmu.
Paweł Wrabec został oskarżony o akt wandalizmu. Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
"Policja czy PiSlicja?" – napisał kredą Paweł Wrabec z Obywateli RP. Wrocławska policja obwiniła go o zniszczenie chodnika. Wskazała też poszkodowanego: spółdzielnię Metalowiec, choć ta zaznacza, że to nie jej teren. – Pojawia się więc pytanie, dlaczego policja – formalnie nie mając poszkodowanego – mnie wzywa i kieruje tę sprawę do sądu? Dziwię się zresztą, że sąd nie umorzył tego postępowania – mówi nam Wrabec.

W październiku ub.r. jeden z członków Obywateli RP – Włodzimierz Komisarczyk – był przesłuchiwany w komisariacie przy ulicy Grabiszyńskiej we Wrocławiu. Chodziło o udział w jednej z manifestacji. Przed budynkiem towarzyszyli mu inni działacze, m.in. także Paweł Wrabec, jeden z założycieli tego ruchu.
Ten przed gmachem komisariatu zmywalną farbą z kredy napisał: "Policja czy PiS-licja?". W czwartek stanął przed Sądem Rejonowym dla Wrocławia Fabrycznej. Sprawę prowadzi sędzia Agnieszka Wróblewska – Kafka.

Zdziwił się pan, kiedy okazało się, że stanie pan przed sądem za to, że kredą napisał pan "Policja czy PiSlicja?"?


Prawdę powiedziawszy, to się nie zdziwiłem. Liczyłem się z tym, ponieważ znam zachowania polskiej policji w ostatnim czasie. Dla mnie to było prawie pewne.

To policja skierowała tę sprawę do sądu?


Tak. Sytuacja była na tyle kuriozalna. Gdy używałem sprayu, to funkcjonariusze mi nie przeszkadzali, przyglądali się. To świadczy tylko o tym, że dostali dyspozycję z góry. Na jednym z filmików słychać, że policjant musi mnie wylegitymować na polecenie przełożonej.

Po co napisał pan przed wrocławskim komisariatem "Policja czy PiSlicja?"?

Proszę zwrócić uwagę, że jest tam znak zapytania, pokazuje on niejednoznaczność zachowania policji. Chodziło o to, żeby uzmysłowić, co się dzieje, ruszyć sumienie policjantów.

Proszę rozwinąć.

Jestem jednym z założycieli Obywateli RP i doskonale wiem, na co policję stać. W kwietniu zeszłego roku samo moje pojawienie się na Krakowskim Przedmieściu na miesięcznicy smoleńskiej spowodowało, że miałem za sobą pięciu funkcjonariuszy, którzy się ze mną nie rozstawali.


A kiedy rozpoczęła się miesięcznica, to zostałem zatrzymany i przetrzymywany przez policję przez ponad godzinę. Nie mogłem się ruszyć. Jest to więc naginanie i wykorzystywanie prawa.

Przed wrocławskim sądem zrobiłem pewnego rodzaju happening. Z jednej strony chciałem zawstydzić tych policjantów. Za działalność Obywateli RP w Warszawie miałem wizyty wrocławskiej policji w domu. Ta pierwsza wysługuje się funkcjonariuszami z Wrocławia mniej więcej jak listonoszami. Wezwania nie dostarcza mi poczta, tylko policja.

Chcą pana zastraszyć?

Jeśli chodzi o tych wrocławskich policjantów, to na pewno ich wizyty spowodowane są nadgorliwością. Jeśli dzwoni komendant z Warszawy... Natomiast trzeba przyznać, że policjanci zachowują się bardzo różnie.

Bywa tak, że jesteśmy bici, ale tak, żeby nie było śladów. Sam próbowałem kiedyś przejść przez kordon policji, dwóch z nich złapało mnie za rękę, a trzeci pchnął mnie z całej siły twarzą na chodnik.

Nikt tego nie zarejestrował?


Nie, bo nie było kamer i było ciemno. Chodzi o to, że policjanci nadużywają siły i przemocy.

Według policji poszkodowanym przez pana miała być wrocławska spółdzielnia Metalowiec, choć jej pracownicy przyznali, że ten chodnik nie należy do niej. Miasto Wrocław wniosło roszczenia?

Policjanci upierają się, że jeśli ktoś robi coś na terenie publicznym, to dzieje się to ze szkodą dla zarządcy.

To idąc tym tokiem myślenia można by powiedzieć, że dzieci, które przed blokiem rysują kredą kwiaty, działają na szkodę zarządcy budynku.

Tak, można tak to zrozumieć. Dochodzimy do totalnego absurdu, bo jeśli dziecko kredą napisze na ulicy: "Kaczyński jest głupi", to zaraz policjant będzie czuł się w obowiązku…

Policjanci wiedzieli, że napis przed wrocławskim sądem wykonany został zmywalną kredą?

Tak, mówiłem policjantom, że to jest kreda. Zostałem przesłuchany 20 kilometrów od domu, złożyłem tam stosowne oświadczenie. Kiedy byłem w spółdzielni mieszkaniowej, żeby wyjaśnić tę całą sprawę, to okazało się, że oni już o niej wiedzą. I wcześniej odpowiedzieli policji, że to nie jest w ogóle ich teren.

Więc pytanie, dlaczego policja – formalnie nie mając poszkodowanego – mnie wzywa i kieruje tę sprawę do sądu. Dziwię się zresztą, że sąd nie umorzył tego postępowania.

Dlaczego nie korzysta pan z pomocy prawnika?

Jako Obywatele RP mamy pomoc prawną albo za darmo, albo za symboliczną opłatę. Natomiast w tym przypadku jest mowa o Kodeksie Wykroczeń, we Wrocławiu zapadło już chyba z pięć wyroków, kiedy sądy nas uniewinniały, np. w sprawie, gdy w miejscu publicznym eksplodowały transparenty.

I doszedłem do wniosku, że w tej sprawie jestem w stanie sam siebie wybronić. Napisałem pismo procesowe, pokazałem je adwokatom i powiedzieli, że wszystko jest w porządku. Stwierdziłem, że poproszę prawnika o pomoc, ale wtedy, gdy sprawa trafi do apelacji. Chodzi mi o to, by rozsądnie gospodarować zasobami.

Ma pan poczucie, że jest sprawcą "czynu szkodliwego społecznie"?

Oczywiście, że PiS powie, iż było to szkodliwe społecznie. Teraz tylko pytanie, czy tak samo pomyśli sędzia i prokurator. A jeżeli będą wymieniani sędziowie, będą awansowani tylko tacy, którzy tak uważają, to zapewne uznają, że napis kredą na chodniku jest czynem szkodliwym społecznie. Zarówno ja, jak i moi koledzy z Obywateli RP robimy coś, co można nazwać obywatelskim nieposłuszeństwem.

Co uznajecie za obywatelskie nieposłuszeństwo?

Ono polega na tym, że jesteśmy gotowi ponieść konsekwencje swojego czynu. Generalnie uważam, że nie ma podstaw prawnych, by mnie skazać, ale jeśli sąd tak uzna, to pójdę za to siedzieć. Sens nieposłuszeństwa obywatelskiego jest wielowymiarowy.

Z jednej strony chodzi o presję na władzy, by ustępowała na zasadzie redukcji strat. Czasami dyktaturze bardziej opłaca się ustąpić w jakiejś sprawie, żeby uniknąć protestu, który przynosi spore straty wizerunkowe.

Z drugiej strony, obywatele dzięki nieposłuszeństwu, np. wyrażonym bojkotem niekonstytucyjnych ustaw, są w stanie wywalczyć kawałek wolności. Po prostu realizując posiadane prawa. Tak przecież było z miesięcznicami smoleńskimi.

Podam też inny przykład. Dwa lata temu razem z Pawłem Kasprzakiem stanęliśmy przed Pałacem Prezydenckim z transparentem z hasłem: "Andrzej Duda jest krzywoprzysięzcą".

I to jest oszczerstwo. Prokurator powinien nas właściwie posadzić do więzienia, a sąd – skazać na trzy lata. Napisaliśmy to, co uważamy, a więc jesteśmy gotowi ponieść konsekwencje tego czynu. Zależało nam na tym, to Andrzej Duda nas pozwał.

Czyli chodziło o pewnego rodzaju prowokację?


Gdyby oni nas wtedy zamknęli, to mielibyśmy czterech pierwszych więźniów politycznych w Polsce, czyli ruch protestów by eksplodował.

Miało to ożywić i zachęcić Polaków do wyjścia na ulice i protestowania?

Tak, o to chodziło. Moja osobista motywacja była też taka, że lepiej było wtedy ponieść konsekwencje i przyczynić się w jakiś sposób do tego, żeby PiS się szybko zawalił, niż potem walczyć 20 lat.


W latach 80. był pan opozycjonistą. Teraz też jest pan w opozycji ulicznej. Jakie widzi pan różnice?


Opowiem anegdotę. 3 albo 4 maja 1988 roku razem z Pawłem Kasprzakiem przeskoczyliśmy płot we Wrocławiu, próbując przekonać tamtejszych kierowców do podjęcia strajku solidarnościowego ze Stocznią Gdańską.

Po kilku minutach ktoś wezwał milicję. Byli po 15 minutach. Pawła usiłowali zakuć w kajdany, doszło do szamotaniny, a jeden z funkcjonariuszy sięgnął po kaburę.
Wtedy można było zostać spałowanym albo w najgorszym przypadku dostać kulę.

Na razie – na szczęście – takich historii nie ma. Mnie i moim kolegom łatwiej podjąć tego typu działania, bo doskonale pamiętamy, co było wtedy.

Ma pan inną optykę i doświadczenia niż młodzi ludzie. Ale czy pan się zwyczajnie nie boi stać po drugiej stronie i być częścią opozycji?


Mam dziś 53 lata i przez 25 żyłem w komunie. A z dyktaturą to jest jak ze strzelbą. Jak ktoś ma naładowaną strzelbę, to nastąpi taki dzień, kiedy ta wystrzeli.

Tak samo jest z tymi wszystkimi ustawami Ziobry. Oni uzbroili się po zęby. I każdego dnia mogą ruszyć. Dyktatura polega na tym, że powoli się rozwija: dziś nie wolno nam tego, jutro tamtego. Lepiej powstrzymać tę dyktaturę, zanim ona się rozwinie. A ja jestem za stary, żeby się bać. Tak już mam, że nie umiem stać obojętnie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...