"Każdy Kowalski może przygotować taką podróż". Podróżnik przejechał busem całą Alaskę

Karol Lewandowski z Busem przez świat opowiedział nam, ile można zarobić na podróżowaniu.
Karol Lewandowski z Busem przez świat opowiedział nam, ile można zarobić na podróżowaniu. Fot. Busem przez świat
Za każdym razem, kiedy mój Windows wyświetla mi jakiś piękny widoczek, płaczę że nie ma mnie w miejscu ze zdjęcia. Dlatego zazdroszczę takim farciarzom jak nasz rozmówca, którzy odwiedzili jeszcze lepsze rejony świata niż łąka z Windowsa XP. Karol Lewandowski opowiedział nam, jak wygląda praca przy internetowych programach podróżniczych.

Większość najbardziej pokręconych historii zaczęła się od wyjścia na dwór. Karol Lewandowski, prowadzący bloga "Busem przez świat" należy do tych osób, które jak już wyjdą, lubią pozostać na zewnątrz nieco dłużej. Porozmawialiśmy z Karolem o jego wyprawie na Alaskę i do Kanady oraz o tym, czy na podróżowaniu da się zarobić.

Na świecie programy podróżnicze pojawiły się przed "Pieprzem i wanilią" czy wszelakiej maści innymi telewizyjnymi przygodami Polaków w odległych zakątkach światach. Na przestrzeni lat zrobiła się z tego prawdziwa masa materiału. Czy da się jeszcze być na tyle świeżym, by zaprezentować coś nowego, interesującego dla widza?

Po pierwsze trzeba oddzielić programy telewizyjne od programów publikowanych w serwisie YouTube, to jednak zupełnie inna treść. Pomimo tego, że tych materiałów w telewizji jest pełno i niektóre są zrobione w doskonałej jakości, ludzie szukają u podróżników-youtuberów czegoś innego.


Oczywiście można spytać, po co publikować na YouTube serię o podróży po Alasce i Kanadzie i jechać tam z półprofesjonalnym sprzętem, skoro ekipy BBC, Discovery i National Geographic już tam były i zrobiły coś, czego my nie pobijemy.
No właśnie.

Na BBC rzeczywiście zobaczymy piękne widoczki i wszystko będzie zrobione bardzo profesjonalnie, my jednak chcemy dać ludziom coś innego. Chcemy pokazać podróż, którą każdy może sobie zorganizować. Nie pokazujemy czegoś, co jest nieosiągalne dla człowieka, ale wyprawę, która kosztuje dużo mniej, a dodatkowo krok po kroku uczymy widza, jak powinien ją przygotować.

Pokazaliśmy jak przyjechaliśmy na Alaskę i kupiliśmy auto, fani widzieli to, jak wydaliśmy na nie 600 dolarów. Każdy może zobaczyć, jak oszczędzamy na jedzeniu, itd. Myślę, że to przyciąga widzów i dlatego dalej jest zapotrzebowanie na coś takiego.

To jak w każdym obszarze twórczości, widz jest wyczulony na fałsz.

Dokładnie tak. My pokazujemy podróże dla zwykłego Kowalskiego. To, że ta legendarna Alaska wcale nie jest tak bardzo odległa i droga, a każdy, kto marzy o tym, żeby ją zobaczyć, może tam pojechać i przeżyć taką samą przygodę jak my.

Naprawdę?

Jak najbardziej, szczególnie że Alaska to tak naprawdę raj dla ludzi, którzy uwielbiają tanio podróżować. Przede wszystkim wiąże się to z tym, że w Alasce dozwolone jest nocowanie "na dziko". Można znaleźć bardzo wiele takich miejsc.

Jeśli ktoś marzy o wyprawie na Alaskę, to najprawdopodobniej kocha naturę, a moim zdaniem nie ma lepszego sposobu na obcowanie z przyrodą niż spanie pod namiotem. Miejsca noclegowe można znaleźć w niesamowicie ciekawych miejscach. To nie jest tak, że kryjemy się z namiotem w jakichś krzakach i cieszymy, że uda nam się przespać za darmo.

Nam udało się spać nad pięknymi, dzikimi jeziorkami, w miejscu porównywalnym do okolic Morskiego Oka. Tylko z tą różnicą, że bez tysiąca turystów a jedynie z samochodem i kilkoma namiotami. Mogliśmy rozbić je kilka metrów od brzegu, a po przebudzeniu wyjść z nich i obserwować dzikie łosie, które wyszły zjeść śniadanie.
No tak, ale poza niezapomnianymi widokami, których nie da się uświadczyć w żadnym innym miejscu świata, na Alasce żyją różne groźne, dzikie zwierzęta. Nie wiem, czy każdy Kowalski byłby w stanie poradzić sobie z wielkim Grizzly.

Nawet we wstępie swojej książki o podróży do Ameryki Północnej, staramy się uświadomić czytelnika, że wyprawa na Alaskę zawsze wiąże się z pewnym niebezpieczeństwem i jeżeli nie spełni się kilku podstawowych zasad, może się zdarzyć nieszczęście.

Dobrym przykładem jest Timothy Treadwell znany również jako Grizzly Man, który chciał udowodnić, że te wielkie niedźwiedzie nie atakują człowieka. Zginął wraz ze swoją dziewczyną Amie Huguenard. Grizzly rozszarpały ich, kiedy spali w namiocie.

Zwłaszcza przy podróżach niskobudżetowych ryzyko spotkania dzikich zwierząt jest większe. Śpimy blisko natury, w cienkim namiocie, a te większe i mniejsze leśne stworzenia często podchodzą bardzo blisko. Słyszeliśmy krzątające się po obozowisku wilki, łosie czy niedźwiedzie. Zwierzęta same z siebie atakują jednak bardzo rzadko.

Na pewno nie można zostawiać jedzenia w namiocie, żadnych zapachów potraw, a nawet wypluwać pastę do zębów gdzieś obok miejsca noclegu. Pozostawione po kolacji resztki najlepiej zawiązać w jakimś worku i powiesić na drzewie kilkadziesiąt kilometrów dalej. Turyści niestety nie mogą nosić strzelby, która w przypadku tak dużych zwierząt, byłaby najskuteczniejszą opcją.

My mieliśmy jeszcze "bear spray" - taki silniejszy i większy gaz pieprzowy. Trzeba nim wycelować w pysk niedźwiedzia i psiknąć.

To chyba tylko w teorii może odnieść sukces.

Faktycznie chyba lepiej nie sprawdzać tego w praktyce (śmiech). Producent informuje, że trzeba poczekać aż niedźwiedź zbliży się na odległość 2-5 metrów i dopiero wtedy można prysnąć mu w pysk gazem. To mocno ryzykowne.

Szczerze mówiąc, my spędziliśmy kilkadziesiąt noclegów w miejscach oddalonych o kilkaset kilometrów od najbliższego człowieka. Nigdy nic nam się nie stało. Byliśmy świadomi zagrożenia i dbaliśmy o to, żeby spełniać wszystkie zasady bezpieczeństwa w podróży.
I taka podróż, kiedy cały czas trzeba być czujnym i dbać o bezpieczeństwo, daje w ogóle jakąś przyjemność?

Oczywiście. Wiele też zależy od pory roku. Kiedy zbliża się sezon zimowy, a zwierzęta szykują się do snu i mają napchane brzuchy, nie będą tak często zbliżały się do obozowisk. Natomiast, gdy przychodzi wiosna, a stworzenia budzą się do życia, sytuacja wygląda odwrotnie. Zwierzęta wstają z hibernacji strasznie głodne, dlatego nierzadko widzi się niedźwiedzie grzebiące w śmietnikach blisko osiedli zamieszkałych przez ludzi. Szczerze, nie odważyłbym się w taki okres spać pod namiotem.

To kiedy wyjechaliście?

Na Alasce i w Kanadzie byliśmy od czerwca do września.

W 2014 "Busem przez świat" otrzymał nagrodę dla Bloga Roku z rąk Martyny Wojciechowskiej. Od początku swoich podróży przejechałeś kosmiczną liczbę krajów świata. Nie chcesz sobie teraz usiąść i odcinać kupony od tego, co już osiągnąłeś?

To wszystko zależy od człowieka i tego, czego szuka w danej podróży. W moim przypadku nie czuję symptomów jakiegoś wypalenia i nie życzę sobie, żeby takie miało w ogóle nastąpić (śmiech). Pomimo, że odwiedziliśmy te 60 państw, cały czas wydaje nam się, jakbyśmy byli na samym początku wędrówki. Zupełnie tak, gdybyśmy jeszcze niczego nie widzieli, nigdzie nie byli.

Nawet bardziej niż obcować z niezwykłą przyrodą, lubimy poznawać nowych ludzi. Dzięki takim spotkaniom możemy doświadczyć innego życia, poznać nowe spojrzenia na świat i zobaczyć osoby, których po prostu nie da się odnaleźć w pozostałych zakątkach świata.

W czasie poprzedniej podróży spotkaliśmy kobietę, która jednocześnie była kierowcą szkolnego autobusu i traperem, rozkładającym w lesie pułapki na rosomaki, wilki i inne dzikie zwierzęta. W Polsce nie mielibyśmy szans na spotkanie takiej osoby.
Zgadzam się. To obserwowanie innych ludzi i doświadczanie ich codzienności to zawsze był dla mnie najistotniejszy element podróżowania.

Po powrocie do Polski od razu inaczej patrzysz na swoje codzienne sprawy. W czasie podróży łatwiej się zdystansować od własnej rutyny.

Można jednak również przegiąć w drugą stronę. Są ludzie, którzy od razu na pierwszy raz rzucają się w podróż dookoła świata. Wyjeżdżają na kilka miesięcy lub nawet lat. Ja bym tak nie mógł. Mówiłem wcześniej o tym wypaleniu i choć do tej pory nie odczułem czegoś takiego, to jednak po paru miesiącach w podróży czuć pewne zmęczenie.

To dlatego, że po pewnym czasie podróż staje się codziennym życiem i przestajemy ją doceniać. Zaczynamy szukać swoistego odpoczynku od odpoczynku – wracamy na kilka miesięcy do Polski, do swoich normalnych żyć. Dystansujemy się od wyprawy, mentalnie przygotowując na kolejną. I dopiero, kiedy wszyscy jesteśmy gotowi, wracamy na szlak.

Przez pierwsze tygodnie pobytu w Australii łapałem za aparat za każdym razem, gdy widziałem kangura. Po czterech miesiącach wkurzałem się już, że wyskakiwał na drogę prosto przed maskę mojego samochodu.

Ile miesięcy w roku spędzacie w podróży?

Od sześciu do ośmiu miesięcy.

Nieźle, tylko w takim razie, w jaki sposób zarabiacie pieniądze?

Na samym starcie, kiedy wyjeżdżaliśmy na dwa, góra trzy miesiące w roku, mieliśmy normalne prace, które po prostu rzucaliśmy przed wyjazdem. Teraz już zawodowo zajmujemy się podróżowaniem. Od kilku lat prowadzimy firmę, utrzymujemy się z bloga, z naszych filmików na YouTube, wydawanych książek, ponieważ teraz mamy również swoje wydawnictwo, gdzie wypuściliśmy już cztery tytuły o naszych wyprawach. Do tego dochodzi sklep internetowy, który działa także pod naszą nieobecność w Polsce.

Zarabiamy również na wystąpieniach podróżniczych, bardzo często jesteśmy zapraszani na różne festiwale, targi czy do bibliotek. Do tych źródeł zarobku dochodzą jeszcze rozmaite zlecenia, kampanie reklamowe i inne projekty. Gdyby to podliczyć, to spokojnie cały rok moglibyśmy przebywać poza granicami kraju.

To ile wychodzisz na czysto w skali miesiąca?

Średnio wychodzi 20-30 tys. zł, ale przez to, że jest to bardzo nieregularna praca, to zdarzają się miesiące gdzie poza sklepem nie zarobimy nic, a w inne, kiedy skumuluje się kilka projektów, zarabiamy nawet 70 tys.
No to naprawdę solidne wynagrodzenie.

Solidne wynagrodzenie za solidnie wykonaną pracę. Wielu osobom wydaje się, że zarabianie na podróżowaniu wygląda tak, że leżysz cały dzień w hamaczku z laptopem, wrzucasz jeden post na instagrama i inkasujesz pięć tysięcy.

No, a nie?

Gdzie tam. Po pierwsze to na takim hamaku niewygodnie się pracuje, bo nie ma gniazdka, a w dodatku słońce świeci w ekran. Po drugie to jest dużo papierkowej roboty i siedzenia przy komputerze. Dodatkowo dochodzi pisanie książek, scenariuszy do filmów, potem montowanie tego wszystkiego. Nasza działalność stała się na tyle duża, że musimy zatrudniać dodatkowych ludzi.

Często pracujemy po kilkanaście godzin dziennie, tylko po to, by w końcu ruszyć w podróż i cieszyć się tylko nią.

Najbardziej niesamowita rzecz, jaka przytrafiła się wam w czasie podróży?

Najciekawsze historie zawsze wiążą się z jakimiś spotkaniami z ludźmi. W czasie ostatniej podróży zatrzymaliśmy się w górach z dala od miasta. Raczej nie spodziewasz się, że w takich okolicznościach spotkasz jakiegokolwiek człowieka. Kiedy jednak rozkładaliśmy namioty nad jeziorkiem, zauważyliśmy opuszczony motel.

Takie motele to relikty przeszłości, przypominające o czasach, kiedy te trasy były częściej wykorzystywane. Przy takich drogach stoi mnóstwo lokali i stacji benzynowych opuszczonych przez swoich właścicieli.

Wzięliśmy latarki i poszliśmy eksplorować motel. W środku spotkaliśmy mieszkającego w nim mężczyznę. Ten człowiek przerobił sobie jeden z pokojów motelowych na mieszkanie. Wstawił do niego nawet piec na drewno, wiadomo przecież, że ich zimy są o wiele cięższe od naszych.

Zagadaliśmy tego pana i po chwili rozmowy zbieraliśmy szczęki z podłogi. Mężczyzna był Polakiem, pochodzącym ze Świdnicy. W dodatku okazało się, że w przeszłości pracował w tej samej fabryce, co mój tato. Pan Waldek mieszkał w taki sposób już od siedmiu lat. Wcześniej mieszkał w Toronto, kiedy jednak przeszedł na emeryturę, okazało się, że ta jest za mała, by utrzymać się w tak wielkim mieście.

Pan Waldek od zawsze lubił kontakt z naturą, dlatego postanowił wybudować sobie domek w lesie. W czasie poszukiwań odpowiedniego miejsca na zbudowanie chatki, natknął się na ten motel. I od tamtej pory w nim mieszka.
Dotychczasowy właściciel motelu nie chciał eksmitować Pana Waldemara?

Pytaliśmy o to Pana Waldemara. Odpowiedział, że początkowo wprowadził się bez niczyjej zgody. Po jakimś czasie zjawił się właściciel, który od czasu do czasu dogląda swojej upadłej inwestycji. Mężczyźni się spotkali, okazało się, że Pan Waldek może zostać. Biznesu już nikt nie zamierza reaktywować.
Więcej opowieści "Busem przez świat" o Alasce można znaleźć w książce "Busem przez świat. Alaska i Kanada"
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...