
Według dziennikarzy "Gazety Wyborczej" wycofanie zażalenia do Sądu Najwyższego przez jasielski ZUS nie było autonomiczną decyzją miejscowych urzędników. W podjęciu tej decyzji mieli "pomóc" politycy Prawa i Sprawiedliwości.
REKLAMA
Informacja o wycofaniu przez jasielski oddział Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zażalenia, które rozpoczęło serię pytań prejudycjalnych wysłanych do TSUE przez Sąd Najwyższy, dotarła do mediów w niedzielę. W związku z tą decyzją najważniejszy sąd w Polsce będzie najpewniej musiał wycofać zadane przez siebie pytania w tej sprawie. Jak się jednak okazuje, rezygnacja z zażalenia prawdopodobnie nie była samodzielną decyzją regionalnego ZUS-u.
– Zakład sam nigdy by takiej decyzji nie podjął. Naszym zadaniem jest bowiem dbać o pieniądze publiczne, a tą decyzją działamy wbrew interesom swoim i budżetu państwa – mówi informator "GW" w ZUS. A sprawa, która rozpoczęła zamieszanie z TSUE w roli głównej, dotyczyła fikcyjnego zatrudniania za granicą i tym samym unikania płacenia składek ZUS w Polsce.
Co ciekawe, pismo ZUS cofające zażalenie wpłynęło 25 września. Na 26 września jest datowane pismo Prokuratury Krajowej, która w związku z decyzją ZUS wnosi o umorzenie postępowania oraz uchylenie postanowienia SN o zwróceniu się z pytaniami do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Jednak SN nie zdążył jeszcze rozesłać odpisów pisma Zakładu do uczestników postępowania, czyli w tym przypadku Prokuratury Krajowej. Z informacji "Wyborczej" wynika, że to sam Zakład poinformował prokuraturę o cofnięciu zażalenia.
Zaraz potem PK wniosła o umorzenie postępowania. Odpowiednie pismo podpisała prokurator Henryka Gajda-Kwapień z wydziału sądowego. Z pośpiechu prokuratorzy nie dołączyli nawet odpisów wniosku ZUS, o których uzupełnienie poprosił już SN.
źródło: wyborcza.pl
