Anna Popek to jedna z ulubionych dziennikarek Jacka Kurskiego. Wypowiedziała się o Klerze w sposób zupełnie inny niż prezes TVP.
Anna Popek to jedna z ulubionych dziennikarek Jacka Kurskiego. Wypowiedziała się o Klerze w sposób zupełnie inny niż prezes TVP. fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta

Film "Kler" podzielił polskie społeczeństwo. Trudno przejść wobec niego obojętnie, bo w sposób jednoznaczny pokazuje księży, wytykając im wszelkie możliwe grzechy. Swoją opinię o produkcji Wojciecha Smarzowskiego wyraziła czołowa prezenterka TVP Anna Popek, która należy do grona ulubionych dziennikarek prezesa narodowej telewizji Jacka Kurskiego.

REKLAMA
"Artysta może robić filmy, widz może je oceniać i interpretować. Jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni, a taki film jak 'Kler' może zdziałać wiele dobrego. Zarówno dla twórcy, widzów jak i bohaterów tego obrazu. Dlatego bez histerii trzeba podchodzić tego filmu" – skomentowała film Wojciecha Smarzowskiego.
Anna Popek nieco zreflektowała się kilka godzin później, wyjaśniając, co miała na myśli, pisząc, że film może zdziałać wiele dobrego.
"Dla twórcy - to jasne - sukces finansowy już chyba jest, a przy takiej rozszalałej reklamie będzie wielki na pewno. Dla widzów, bo będą mogli uruchomić swój zmysł krytyczny wsparty zdrowym rozsądkiem i obserwacją. Dla księży, bo po takiej krytyce na pewno dostaną wyrazy wsparcia" – napisała na Facebooku.
Zupełnie innej wypowiedzi o "Klerze" udzielił prezes TVP Jacek Kurski. Nazwał produkcję Smarzowskiego "szmirą" i "moralną aberracją". Porównał "Kler" do poprzednich głośnych filmów 55-letniego reżysera.
– Telewizja nagrodziła oczywiście film "Wołyń", bo to jest świetny film, pokazujący wreszcie prawdę o ludobójstwie na Polakach popełnionym na Kresach przez Banderowców – powiedział.
– Natomiast nigdy Telewizja Polska nie nagrodzi tandetnej prowokacji, swoistej "Drogówki 2", w której pan Smarzowski poprzebierał policjantów w sutanny, a patologię marginesu rozciągnął i przypisał całej wspólnocie Kościoła – stwierdził Jacek Kurski.