Tak reprywatyzowano w dzielnicy, gdzie rządził burmistrz z PiS. Dziś jest członkiem komisji Jakiego

Paweł Lisiecki był burmistrzem Pragi Północ, dziś jest członkiem komisji reprywatyzacyjnej Patryka Jakiego.
Paweł Lisiecki był burmistrzem Pragi Północ, dziś jest członkiem komisji reprywatyzacyjnej Patryka Jakiego. Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
– Ktoś chce grać świętszego od papieża? Sam powinien być świętym do końca – mówi nam radny z warszawskiej Pragi Północ. Burmistrzem w tej dzielnicy był Paweł Lisiecki, obecny poseł PiS i członek Komisji Weryfikacyjnej ds. Reprywatyzacji Patryka Jakiego. Radny zapytał, ile nieruchomości zwrócono w dzielnicy za jego urzędowania, a także jego następcy z PiS. W odpowiedzi przeczytał, że 13. Dlatego sprawa wzbudziła jego wątpliwości.


Przewodniczący Rady Dzielnicy Praga Północ wystąpił z interpelacją, gdyż – jak mówi w rozmowie z naTemat – coś go zaniepokoiło. – Zacząłem analizować sytuację nieruchomości na Pradze. Od początku miałem podejrzenia, że coś tu śmierdzi, że coś jest nie tak. Gdy zadawałem pytania o zwroty, czułem, że mnie zbywano – mówi w rozmowie z naTemat.


Na początku września poprosił o spis nieruchomości w latach 2015-2016. W pierwszym okresie burmistrzem był Paweł Lisiecki, dziś poseł PiS i członek Komisji Weryfikacyjnej ds. Reprywatyzacji Patryka Jakiego. W styczniu 2016 roku na stanowisku burmistrza zastąpił go Wojciech Zabłocki, również z PiS.


I okazało się, że za ich urzędowania w dzielnicy Praga Północ zwrócono 13 nieruchomości. "Przekazano je w ramach tzw. 'reprywatyzacji'” – napisał zastępca burmistrza w odpowiedzi na interpelację. – 13 nieruchomości zwrócono bezrefleksyjnie. I działo się to wtedy, gdy burmistrzem był Paweł Lisiecki. Ktoś chce grać świętszego od papieża? Sam powinien być świętym do końca. Wydaje mi się, że to nie w porządku. Dla mnie to dwuznaczne – reaguje wzburzony radny.
"Nie podpisywałem żadnych decyzji"
Paweł Lisiecki, lat 40, był burmistrzem od 2014 roku. Rok później dostał się do parlamentu i od 2017 roku działa w komisji weryfikacyjnej. Mocno jest zaangażowany w jej prace, widać go w mediach, tak jak w kampanii wyborczej przy Patryku Jakim.


Wie o interpelacji radnego, zapoznał się z nią, ale nie ma sobie nic do zarzucenia. – Ani nie podpisywałem decyzji odnośnie żadnych zwrotów, ani fizycznie nie wydawałem nieruchomości, choć w niektórych dzielnicach mogło tak być, że burmistrzowie tak robili. U nas robiła to dyrektor ZGN-u z upoważnienia prezydenta stołecznego Warszawy. Nie będę odpowiadał na takie zaczepki, zaczekam. Odbieram to jako próbę zdezawuowania mojej osoby. Ktoś próbuje mi przyczepić łatkę, że to ja stałem za reprywatyzacją w dzielnicy – mówi naTemat.
Po rozmowie z nami poseł Lisiecki sprawdził wszystkie nieruchomości, które znalazły się na liście. Na drugi dzień informuje nas, co ustalił. – Kawęczyńska 37 i Targowa 17 są w postępowaniu sprawdzającym, ta pierwsza jest w prokuraturze i sam ją zgłosiłem. Do komisji reprywatyzacyjnej wpłynęły zaś nieruchomości Panieńska 3, Łochowska 12, Inżynierska 5. Strzelecka 26 została zgłoszona anonimowo, ale też się nią zajmiemy. Nie mamy tylko żadnego zgłoszenia w sprawie 11 Listopada – wymienia.

I jeszcze raz podkreśla: – Burmistrz dzielnicy nie ma kompetencji zwrotowych. To są kompetencje zastrzeżone tylko i wyłącznie dla pani prezydent miasta lub osób wydających decyzje z jej upoważnienia. Burmistrz ani Pragi Północ, ani żadnej innej dzielnicy, nie mogą wydawać takich decyzji.

Ale przecież on, jako burmistrz musiał o tych zwrotach wiedzieć. – Nawet jeśli wiedziałem, tak jak w przypadku Kawęczyńskiej 37, to natychmiast skierowałem sprawę do prokuratury – odpowiada.
"Pokłócili się, są na siebie cięci"
Niektórzy jednak odbierają odpowiedź na interpelację nieco inaczej. – Taki szum robią naokoło tej reprywatyzacji, a zapomnieli powiedzieć, że to działo się też za ich czasów – mówi nam jeden z lokalnych polityków.

Tłumaczy, że to wygląda tak, jakby wszystko było zamiatane pod dywan, a wypłynęło dopiero teraz, bo autor interpelacji od kilku miesięcy jest pokłócony z posłem. Paweł Lisiecki, który jednocześnie jest szefem komitetu PiS na Pradze Północ, nie wystawił go na liście w wyborach samorządowych. Tu jednak opinie są skrajnie różne.

– Przewodniczący Rady nie miał wcześniej powodów, by tę listę wyciągać. Pokłócili się, są na siebie cięci i teraz wyciągają na siebie różne haki. Jest dosyć ostro – słyszymy w radzie.

Paweł Lisiecki od razu ma podejrzenie, kto stoi za interpelacją. Podaje nazwiska trzech radnych, którzy niedawno byli w PiS, ale nie ma ich już na listach tej partii. – Domyślam się, kto we mnie bije. A autor interpelacji nie znalazł się na listach PiS, bo uznaliśmy, że nie nie daje gwarancji, że będzie sprawował mandat w sposób właściwy.

Przewodniczący twierdzi jednak, że sam się nie zgłosił, bo miał dość: – Jestem samodzielny, nie interesuje mnie ideologia. Nie zgłosiłem swojej akcesji, bo nie po drodze mi z tymi, którzy znaleźli się na listach PiS. Nie obchodzą mnie partyjne podchody, interesuje mnie, by działać dla samorządu.

Wspomina o tym, jak Lisiecki kiedyś był administratorem nieruchomości w jego firmie, która zajmuje się zarządzaniem nieruchomościami. A potem zaczął robić karierę. – To mój były pracownik – mówi.
"Chcielibyśmy w końcu odbić Pragę"
Tak czy inaczej sytuacja polityczna na Pradze Północ jest ciekawa i w skrócie wygląda tak, że PiS ma tu zdecydowaną większość. Na 23 radnych większość jest z partii Kaczyńskiego lub z nią wspólpracuje, dwójka jest z SLD, a piątka z PO. Nikt nie zwracał uwagi na kwestie zwracanych nieruchomości?

– Niestety, przez 4 lata nie my rządziliśmy, tylko PiS ze swoimi przybudówkami. Niewiele mieliśmy do powiedzenia – mówi naTemat radna PO, Patrycja Sondij. Dodaje, że – jako opozycja – nie byli nawet dopuszczani na czwarte piętro, gdzie urzęduje zarząd dzielnicy: – Gdy my rządziliśmy w poprzednich latach, nie było problemu, by radny z PiS mógł wejść na piętro zarządu. A nam bardzo trudno było wejść poza sekretariat.

Opowiada też, że współpracy w tym czasie nie było żadnej: – Nie układała się kompletnie. Wszystkie interpelacje, które składałam oficjalnie, były traktowane jako drugiej kategorii. Były drobne złośliwości. Chcielibyśmy w końcu odbić Pragę.

"Sam burmistrz nie podejmuje decyzji, ale jest zgrzyt"
Wracając do samych nieruchomości i osoby posła Lisieckiego. Jak to wszystko odbierać? Pod spisem nieruchomości zastępca burmistrza wyjaśnił bowiem, że jego urząd tak naprawdę niewiele miał ze zwrotami wspólnego:
– W odpowiedzi na interpelację użyto pewnego uogólnienia, które – mam wrażenie – miało zatrzeć podział kompetencji między Urząd Miasta a Urząd Dzielnicy. Postępowanie dotyczące zwrotu nieruchomościami prowadziło Biuro Gospodarki Nieruchomościami, a od 2016 roku zajmuje się tym Biuro Spraw Dekretowych. Zgodnie z przepisami to ono wydaje decyzje zwrotowe. Natomiast przejęcie i "przekazanie kluczy” do takiej nieruchomości odbywa się poprzez urząd dzielnicy lub nadzorowany przez niego ZGN – tłumaczy nam Bartosz Milczarczyk, rzecznik UM Warszawa.

Przyznaje, że sam burmistrz nie podejmuje decyzji zwrotowej. – Ale potem fizyczne przekazanie tej nieruchomości realizuje burmistrz razem z Zarządem Gospodarką Nieruchomościami dzielnicy. Nie musi robić tego osobiście, ale wiedzę na ten temat powinien mieć – mówi Milarczyk.

Dlatego, jego zdaniem, można wyczuć pewien zgrzyt, że były burmistrz zasiada w komisji zajmującej się reprywatyzacją. – Hipokryzja polega na tym, że jest jednym z głównych trybunów, którzy mówią o tym, że reprywatyzacja jest zła, a sam, jako burmistrz, brał udział – choćby nie osobiście, ale przez podległych urzędników – w przekazywaniu zwróconych nieruchomości nowym właścicielom. W tym momencie pojawia się pytanie o wiarygodność – ocenia rzecznik.

Zawiadomienia do prokuratury
W Urzędzie Dzielnicy Praga Północ rzecznik broni byłego burmistrza i zapewnia, że nigdy nie było tak, że decyzje w sprawie nieruchomości były zawsze przyjmowane bez zastrzeżeń. Tu jeszcze raz słyszymy, że decyzje dotyczące nieruchomości nie leżą w jego kompetencji.

– Przed wybuchem afery reprywatyzacyjnej dzielnicom trudno było to wszystko zatrzymać. Dopiero od niedawna prokuratura zaczęła inaczej do tego podchodzić. Burmistrz Lisiecki osobiście składał zawiadomienie do prokuratury w sprawie Kawęczyńskiej 37. Pamiętam, że za jego urzędowania, osobiście na jego prośbę jeździłem do Archiwum Państwowego w Milanówku w sprawie nieruchomości przy Wileńskiej. Nie przyjmowaliśmy decyzji zwrotowych bez żadnych zastrzeżeń. Burmistrz Zabłocki, jeśli mamy jakieś wątpliwości, również zawiadamia prokuraturę – mówi naTemat rzecznik Urzędu Dzielnicy Praga Północ Karol Szyszko.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

POLECAMY

FELIETON 0 0Ilu ludzi ma jeszcze zginąć na pasach? Posłowie, przestańcie się bać kierowców!
0 0Kaju Godek, zamilcz. Naprawdę wolałabym nie usłyszeć tych słów o miesiączce
X-lander 0 0Złożysz go jedną ręką. Mamy cenią go za wielofunkcyjne zastosowanie
PSSB 0 0Konsultanci sprzedaży bezpośredniej. Kim są osoby działające w tej rozwijającej się branży?
POLECAMY 0 0Tak Kaczyński traci władzę. Po wyborach dostał dwa potężne ciosy
DADHERO 0 085 procent kierowców w Warszawie chce mnie zabić. I mam tego dosyć!