
O tym, że zapisy dotyczące ciszy wyborczej w dobie mediów społecznościowych są archaiczne i doprowadzają do różnych absurdów, przekonują nas kolejne wybory. Nie inaczej wygląda sytuacja przed niedzielnymi wyborami samorządowymi. W ostatnich godzinach z ciszy wyborczej zakpiła sobie choćby posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.
REKLAMA
A zaczęło się od prostego pytania. Posłanka PiS Małgorzata Gosiewska napisała na Twitterze, że w sobotę wybiera się na grzyby, i zapytała, czy ktoś może polecić jej jakieś interesujące miejsce "w szeroko rozumianych okolicach Warszawy". W sukurs przyszła jej właśnie Krystyna Pawłowicz. "Ale o JAKI las i okolice Ci chodzi?” – zapytała.
Podobnych konwersacji będzie na Twitterze bez liku, szczególnie w niedzielę. I nic nie wskazuje na to, by można było temu jakoś zaradzić.
"Polska cisza wyborcza to absurd w skali kosmicznej. Tak ewidentny, że politycy, którzy nic z tym nie robią, tym samym robią idiotów z siebie. Zakazana jest agitacja. Ktoś ją zdefiniował?" – komentował na Twitterze Łukasz Warzecha z tygodnika "Do Rzeczy".
