
Witold Waszczykowski wyznał, że członkowie rządu rozważali pomysł, by obchody stulecia odzyskania niepodległości... przenieść na inny dzień. Chodziło o to, żeby więcej znamienitych gości przyjechało. Część ministrów wystraszyło się jednak opinii publicznej.
REKLAMA
Ubecy w Wigilię dzielili się jajeczkiem, ale... to scena z komedii Stanisława Barei. Niewiele brakowało, żeby taką komedię zaserwowali nam ministrowie rządu Prawa i Sprawiedliwości. Słuchając tego, co wyznał Witold Waszczykowski w związku z obchodami stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości, nie wiadomo, gdzie kończy się real, a zaczyna kiepska komedia.
Były minister spraw zagranicznych wyznał na antenie RMF FM, że pośród ministrów powstał pomysł, by obchody stulecia odzyskania niepodległości przenieść na inny dzień. – Jest to dzień, który jest dla wielu krajów ważny i mamy pewien tłok w obchodach na całym świecie – tłumaczył był szef polskiej dyplomacji.
Jakoś tak się złożyło, że dzień niepodległości obchodzimy tego samego dnia, gdy reszta świata świętuje zakończenie I Wojny Światowej. Faktycznie trudno byłoby spodziewać się wizyty prezydenta Francji, czy kanclerz Niemiec w Warszawie, gdy po polach Elizejskich w Paryżu będzie przechodziła gigantyczna defilada.
Czy to jednak powód, żeby zmieniać datę obchodów święta narodowego? Najwyraźniej większość ministrów uznała, że jednak nie. – Część osób się wystraszyła, że jak nie zrobimy tego 11 listopada, to krytycy będą mówić żeśmy uciekli – twierdzi Waszczykowski.
źródło: RMF FM
