
Od premiery kultowego "Misia" Stanisława Barei minęło ponad 30 lat. Nie znaczy to jednak, że absurdy PRL-owskiej rzeczywistości przeminęły z wiatrem, czego dowodem jest subiektywny ranking tych najbardziej zaskakujących.
REKLAMA
1. Ministerstwo Środowiska szkodzi środowisku

Świeży absurd dostarczony przez decydentów Ministerstwa Środowiska. Forsują oni przepisy, które doprowadzą do tego, że akumulatory samochodowe będzie można rozbijać zupełnie bez kontroli. Obecnie można je rozbierać tylko w zakładach wyposażonych w narzędzia do utylizacji szkodliwego kwasu i przetwarzania ołowiu. Po zmianie każdy „sprytny” przedsiębiorca będzie mógł wartościowe części sprzedać, a szkodliwe substancje wylać do rzeki albo zakopać w ziemi. Taka to właśnie specyficzna troska ministerstwa o środowisko.
2. Znak znaka znakiem pogania

Z samych „bareizmów” zaobserwowanych na polskich drogach można byłoby stworzyć podobne TOP 10 (a może TOP 100?). Na porządku dziennym są wykluczające się znaki, drogi donikąd czy koperty dla niepełnosprawnych, do których nie da się wjechać. Co rusz organizowane są zresztą konkursy na największe absurdy drogowe. Zdjęcia tych najbardziej zabawnych i zadziwiających można obejrzeć na profilu „Walcz z absurdami” na Facebooku.
3. Kup bilet za 0 złotych

Absurdy na kolei to w Polsce codzienność. Jednym z nich jest konieczność zakupu biletu za 0 złotych dla dziecka do czwartego roku życia. Chodzi tutaj o to, że maluchy teoretycznie mają 100 proc. zniżki na bilety, ale ich rodzice i tak muszą odstać swoje w kolejce do kasy, by pobrać tzw. „bilet zerowy”. Jeśli tego nie zrobią, będą musieli zapłacić mandat. Bywały już takie przypadki, kiedy ten teoretycznie darmowy przejazd kosztował dzieci i ich opiekunów nawet 150 złotych…
4. W internecie jak w gazecie

Polskie prawo nie zawsze nadąża za rzeczywistością, czego dowodem jest absurdalny przepis, według którego strony internetowe aktualizowane częściej niż raz w roku zalicza się do prasy. Konsekwencją jest wymóg rejestracji takiej strony w sądzie, bo w przeciwnym razie jej prowadzenie jest po prostu nielegalne. W sumie, czemu tu się dziwić, skoro ustawa Prawo prasowe, która przewiduje taki obowiązek, zaczyna się od odwołania do konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej?
5. Na dworcu zdjęcia nie zrobisz

Czy to możliwe, by zakazane było robienie zdjęć na własny użytek na dworcu, a więc w miejscu publicznym? Oficjalnie zakazu nie ma, ale nieoficjalnie - jak najbardziej. I przekonał się o tym już nie jeden turysta. Problem tkwi w regulaminie PKP, który stanowi, że bez zgody fotografować nie wolno. Sokiści podobno tego pilnują.
6. Polak "dba" o Polskę
7. Podatek od pączka i imprezy

Polskie podatki to również lawina absurdów, a na uwagę zasługują szczególnie te dotyczące pracy. Przy okazji ostatniego tłustego czwartku okazało się na przykład, że opodatkowaniu podlega poczęstunek serwowany pracownikom. Tłusty czwartek może więc uszczuplić kieszeń pracodawcy. Jednym z najczęściej wskazywanych przez pracodawców aburdów jest też podatek of firmowej imprezy integracyjnej. Trzeba go odprowadzić niezależnie od tego, ile dany pracownik zjadł i wypił oraz czy w ogóle uczestniczył w spotkaniu.
8. Bareizmy w pracy, w szkole, w urzędzie.... wszędzie!

Zobacz pełną galerię (7)