"Boję się i zamykam konto". W placówkach banku Czarneckiego najlepiej widać skutek afery z KNF

Na razie w aferze KNF najbardziej pokutuje Leszek Czarnecki i jego banki, z których klienci przez strach i niewiedzę wypłacają pieniądze.
Na razie w aferze KNF najbardziej pokutuje Leszek Czarnecki i jego banki, z których klienci przez strach i niewiedzę wypłacają pieniądze. Fot. naTemat.pl
Gdybym stracił te pieniądze, to nie wiem co by ze mną było – usłyszałem od pana Krzysztofa. On, podobnie jak kilkanaście innych osób, zjawił się w poniedziałek rano w jednej ze stołecznych placówek Getin Noble Banku, żeby zlikwidować swoją lokatę i wypłacić środki. To przez strach, jaki ogarnął klientów banku Leszka Czarneckiego po publikacji jego nagrań z szefem Komisji Nadzoru Finansowego.

W ciągu kilku dni od ujawnienia taśm giełdowy majątek Czarneckiego skurczył się o 135 mln złotych. W dół leciały wszystkie spółki, w których biznesmen ma swoje udziały. Na dwóch pierwszych notowaniach stracił Getin Holding i Getin Noble Bank – po 24 proc., dalej Idea Bank – 17 proc. Przecena dotknęła też Open Finance – 25 proc.

Jednocześnie EuroRating obniżył rating kredytowy nadany Getin Noble Bank o jeden stopień – z B do B-. Agencja podkreśliła, że afera z KNF może mieć negatywny wpływ na dalszą współpracę banku z organem nadzoru, jakim jest KNF. Na razie jednak w Komisji Nadzoru Finansowego trwa "manko" urządzone przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, a sprawa jest już w rękach zaufanych ludzi ministra sprawiedliwości. Sam Czarnecki został wezwany na przesłuchanie do prokuratury.

Strach przed kryzysem
Afera KNF wywołała niepokój nie tylko wśród akcjonariuszy Getin Noble Banku i Idea Banku, ale także u zwykłego Kowalskiego. Z tego powodu po raz pierwszy od czasu ostatniego kryzysu gospodarczego i upadku banku Lehman Brothers zebrał się Komitet Stabilności Finansowej.


W dużym skrócie: po kilku godzinach obrad KSF zapewnił, że polski system bankowy jest stabilny. Gdyby coś się stało, m.in. w bankach Czarneckiego, to pieniądze klientów są bezpieczne, no chyba, że ktoś ma w depozycie więcej niż 100 tys. euro. Ale do tej kwoty wszystko podlega wypłacie z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Postanowiłem sprawdzić, jak zapewnienia państwowych instytucji finansowych, które w świetle ostatnich wydarzeń straciły sporo na reputacji, mają się do rzeczywistości. Udałem się więc w poniedziałek rano do jednej z warszawskich placówek Getin Noble Banku. A tam już na start przywitał mnie tłum – na sali czekało kilkanaście osób, wszystkie w podeszłym wieku.

– Co to za kolejka? Za czym państwo stoją? – rzuciłem w eter. – Panie, kryzys – usłyszałem od kobiety, która stała najbliżej.

"Chcę wypłacić..."
Faktycznie sytuacja w najważniejszych instytucjach nadzorujących finanse w państwie jest dość skomplikowana, ale żeby od razu kryzys? KSF przekonuje mnie, że nie, ale po nastrojach moich współkolejkowiczów nie było tego widać. Większość z nich była wyraźnie przejęta. Przyszli w jednym celu.

"Chcę wypłacić wszystkie moje pieniądze i zamknąć konto", "chciałabym zerwać lokatę i wypłacić wszystkie środki", "boję się i likwiduję lokatę" – mówili, gdy podchodzili do stanowiska obsługi.

A przecież każdego z nich już na progu witał monitor, na którym puszczany był komunikat banku, że ich depozyty są bezpieczne. Każdy z nich usłyszał to samo od pracownika placówki. Nie, im zależało na jak najszybszej wypłacie pieniędzy i pozbyciu się problemu. Nie wiadomo, czy to przez przezorność, niewiedzę, strach... A może po prostu to poprzedni kryzys i afery finansowe były dla nich cennymi lekcjami.

Jedno jest pewne – żadna informacja do nich nie przemawiała. Nawet wydrukowany komunikat z posiedzenia Komitetu Stabilności Finansowej, którego stosik leżał na jednym ze stolików. Pomimo że był podpisany przez wszystkich świętych – od ministra finansów po prezesa NBP – nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem.
Kiedy sam wziąłem do rąk jeden z egzemplarzy, usłyszałem od siedzącej obok staruszki, żebym "tego nie czytał, bo to kłamstwa". Ale w sumie nie ma się co dziwić. Jak ludzie usłyszeli o aferze KNF, przestali po prostu ufać instytucjom finansowym.

Tysiące wyszły z banku
Wśród tych, którzy odwiedzili Getin Bank, była pani Maria, emerytka z Warszawy. Przyznała, że zaczęła odkładać pieniądze, żeby potem nie obciążać finansowo swoich dzieci. Kiedy dowiedziała się o aferze, w której padła nazwa jej banku, nie czekała, jeszcze tego samego dnia zadzwoniła i poprosiła o przygotowanie jej pieniędzy do wypłaty. I nie tylko ona tak zrobiła.

– Moja sąsiadka także ma tam lokatę i też tak jak ja zadzwoniła, tylko że ona ma już pieniądze, a ja muszę jeszcze poczekać – opowiadała. Nie chciała podać swojego nazwiska, nie zgodziła się na zdjęcie. Boi się, że przez publikację straci pieniądze.

– Trzeba być przezornym, żeby potem nie żałować. Może i nic się nie stanie, ale już nie raz tak nam mówiono i co? A jak było z frankami? Mój syn to ma teraz taki kredyt, że ja nie wiem kiedy go spłaci. I jego też tak załatwił bank. Ja nie będę ryzykowała – stwierdziła.

Pani Maria zlikwidowała lokatę walutową i wypłaciła część środków. O kwotę nawet nie pytam, bo rozmawiamy na ulicy. Ale w banku, nawet w takim tłoku było słychać padające kwoty wypłat innych klientów: 2000 euro, 5000 złotych, 6000 euro jeszcze w depozycie. W ciągu dwóch kwadransów z banku "wypłynęło" lekką ręką kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Oszczędności życia
Przez podobną przezorność do banku przyszedł pan Krzysztof, również emeryt. W rozmowie z nami przyznał, że pieniądze, które miał w Getin Banku, to oszczędności jego życia.

– Gdybym stracił te pieniądze, to nie wiem co by ze mną było. W swoim życiu pracowałem w wielu miejscach i ciężko harowałem na to wszystko. Oni mogą sobie mówić i pisać co chcą, a ja i tak wiem swoje. Coś kombinują, więc ja zabieram moje pieniądze – skwitował.

W kolejce były osoby, które podobnie jak pani Maria czy pan Krzysztof nie wiedziały za dużo na temat afery KNF. Ale byli i tacy, którzy dobrze się w niej orientowali, znali nazwiska, fakty, daty oraz komunikat KSF. Mimo to oni także przyszli wybrać swoje pieniądze. I nie było to kilka osób.
Poszedłem też do innej placówki Getin Banku, żeby sprawdzić, czy "fala wypłat" dotknęła tylko ten punkt, czy tak jest też w innych miejscach. Przez pierwsze pięć minut czekałem w towarzystwie zaledwie pięciu osób. Potem zaczęli się jednak schodzić kolejni ludzie, same starsze osoby. One także wypłacały i likwidowały lokaty. Smutny widok, a jeszcze smutniejsza pointa, którą usłyszałem w rozmowie dwóch kobiet:

– Wie pani co jest w tym wszystkim najgorsze? Że w Polsce już nie wiadomo, czy można komukolwiek ufać.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...