Brudziński zestawił ich z Kałużą. Opowiadają, jak wygląda życie z łatką politycznego zdrajcy

Joanna Kluzik-Rostkowska i prezes PiS Jarosław Kaczyński w 2009 roku. Rok później posłanka została wyrzucona z PiS.
Joanna Kluzik-Rostkowska i prezes PiS Jarosław Kaczyński w 2009 roku. Rok później posłanka została wyrzucona z PiS. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Minęło już prawie 10 lat, ale do dziś im wypominają, że zdradzili Prawo i Sprawiedliwość, "partię matkę". Niektórzy zestawiają ich z Wojciechem Kałużą i przypinają łatkę zdrajcy. – Jarosław Kaczyński od czasu, kiedy wyrzucił mnie z PiS, nie rozmawia ze mną. Udaje, że mnie nie widzi – przyznaje Joanna Kluzik-Rostkowska z PO. Michał Kamiński z UED-PSL wspomina, że niektórzy koledzy z od czasu odejścia z PiS traktują go jak powietrze, a innym zależy na tym, by na jaw nie wyszły ich towarzyskie kontakty.

Kałuża i inne stołki
Wojciech Kałuża w ostatniej chwili wystawił do wiatru swoją dotychczasową partię – Nowoczesną. Wystawił też 25 tysięcy wyborców, którzy przecież nie głosowali na kandydata Prawa i Sprawiedliwości. Kałuża zmieniając polityczne barwy, wbił nóż w samo serce polityków Koalicji Obywatelskiej. To to przez jego ruch władzę w sejmiku śląskim przejęło Prawo i Sprawiedliwość.
Koledzy z partii opozycyjnych zaczęli nazywać go wprost: zdrajcą, sprzedawczykiem i koniunkturalistą. A to dlatego, że – ich zdaniem – połasił się na stanowisko wicemarszałka województwa śląskiego.
Dziennikarze "Polityki" na Twitterze napisali, że "obecnie należy zwracać się do Wojciecha Kałuży per 'panie wicemarszałku województwa śląskiego'. "Stanowisko otrzymał od PiS w rozliczeniu za sprzedaż 25 tys. głosów wyborczych, które ugrał na konto konkurencji" – wbili mu szpilę.
Ten wpis oburzył szefa MSWiA. Joachim Brudziński wymienił z imienia i nazwiska polityków, którzy zmienili partię. I zapytał, jak należy zwracać się do: Joanny Kluzik-Rostowskiej, Bartosza Arłukowicza, Pawła Zalewskiego, Michała Kamińskiego, Ludwika Dorna, Kazimierza Ujazdowskiego czy Grzegorza Napieralskiego. "Wszyscy oni za przejście ze swoich partii do platformy otrzymali albo ministerialne stołki albo miejsca na listach" – ocenił Brudziński.

Żaden z wymienionych polityków nie zachował się tak jak Wojciech Kałuża, ale wielu z nich do dziś musi walczyć z łatką "politycznego zdrajcy". Kilku odmówiło nam rozmowy. – Nie chcę odwracać uwagi od tego, co zrobił Kałuża – przyznał jeden z nich.

Dwóch byłych posłów PiS opowiedziało nam o tym, jak wyglądała ich dalsza praca po odejściu z partii, w której spędzili kilka dobrych lat, jak zareagowali na nich koledzy.

Inwektywy i obraza prezesa

– Joachim Brudziński nie chce pamiętać, że z PiS-u zostałam wyrzucona. Po kampanii prezydenckiej w 2010 roku Jarosław Kaczyński dokonał politycznego zwrotu w prawo, a swoją centrową kampanię wytłumaczył braniem "proszków". Z "listu do Rosjan" płynnie przeszedł do nastawiania ucha na kolejne spiskowe wersje przyczyn katastrofy snute przez Macierewicza. Nie godziłam się na tę zmianę retoryki, uważałam ją za dewastującą. Mówiłam o tym publicznie – odpowiada szefowi MSWiA Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka PO.

Wcześniej Jarosław Kaczyński złożył jej propozycję objęcia stanowiska wiceprezes partii i otwarcia PiS na centrum. Najpierw ją przyjęła. Szybko jednak okazało się, że Kaczyński zmienił zdanie i o żadnym centrum nie ma mowy. – Powiedziałam wtedy prezesowi wprost, że w takim razie tej propozycji nie przyjmuję. Na moje miejsce wiceprezesem została Beata Szydło – dodaje z rozbawieniem Kluzik-Rostkowska.


To była jej ostatnia rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim. W listopadzie 2010 roku wyrzucono ją z PiS. A ówczesny szef klubu tej partii Mariusz Błaszczak wytykał w mediach, że "działała na szkodę partii". Po odejściu z PiS, Rostkowska na chwilę związała się z nową formacją Polska Jest Najważniejsza, a w czerwcu 2011 roku dołączyła do Platformy Obywatelskiej.

I dziś niektórzy sympatycy PiS wypominają jej, że zdradziła, a prezes Kaczyński unika jej od ośmiu lat. – Jarosław Kaczyński od czasu, kiedy wyrzucił mnie z PiS, udaje że mnie nie ma. Prawdopodobnie pamięć słonia nie ma szans w konfrontacji z pamięcią prezesa. Szanuję to niekończące się naburmuszenie, choć trochę mnie dziwi – przyznaje.

Z niektórymi politykami PiS posłanka PO utrzymuje dobre, a nawet bardzo dobre relacje. – Chociaż są i tacy, którzy uważają, że absolutnie powinnam była słuchać Jarosława Kaczyńskiego po wsze czasy – mówi.

Kiedy Rostkowska zmieniła polityczne barwy, to w jej skrzynce poselskiej znalazły się obraźliwe wiadomości. – Pisał do mnie pisowski elektorat, który nie akceptował tej zmiany. Nie zachowałam tych listów, ale to był hardcore, padały wyzwiska dużej wagi – wspomina.

W politycznych kuluarach transfery odbierane są nieco inaczej. – Kiedy Jarosław Gowin szykował się do odejścia z PO, to akurat siedział niedaleko mnie w poselskich ławach. Towarzyskie rozmowy były najzwyklejsze pod słońcem, czasem z kąśliwym żartem którejś ze stron, ale absolutnie bez złych emocji – mówi Kluzik.
Joanna Kluzik-Rostkowska
posłanka PO

Pamiętam tytuł jednego z wywiadów, że obchodzę Gowina z lewej strony. I tak faktycznie było. Ja będąc w PiS byłam dużo bardziej liberalna niż Gowin w PO. To nie jest tak, że ja zmieniłam poglądy. To partia zaczęła prowadzić politykę, z którą nie byłam w stanie się identyfikować.


Kluzik podkreśla, że zarówno ona, jak i Gowin opuścili partię pod koniec kadencji i natychmiast zostali poddani weryfikacji wyborców.

– Decyzja Wojciecha Kałuży wzbudziła taką wrogość, bo nie była podyktowana żadnymi racjami, prócz widocznego gołym okiem przyjęcia stanowiska wicemarszałka województwa. Oszukał wyborców, którzy głosowali na niego dosłownie chwilę wcześniej. Oddali głos nie chcąc PiS u władzy, a ich kandydat PiS tę władzę położył na tacy. Gdyby Kałuża przed wyborami uznał, że nie chce mieć nic wspólnego z Nowoczesną i podpisuje się pod polityką PiS nie budziłby dzisiaj takich emocji – uważa Kluzik.

Traktowali mnie jak powietrze

– Porównanie mnie do Kałuży jest kompletnie chybione. Joachim Brudziński doskonale wie, dlaczego odszedłem z PiS. Do dziś zachowałem SMS-y, w których mnie namawiał, żebym przemyślał swoją decyzję. Nie odszedłem dla żadnego stanowiska – odwrotnie – zrzekłem się funkcji przewodniczącego frakcji w Parlamencie Europejskim – mówi Michał Kamiński, który z PiS związany był od początku.

Był ważnym człowiekiem w tej partii, rzecznikiem Jarosława Kaczyńskiego. Z PiS odszedł nagle w 2010 roku. Dwa lata później wydał książkę "Koniec PiS-u”, a po kolejnych dwóch kandydował z list Platformy Obywatelskiej
– Odszedłem z PiS, bo nie było mojej zgody na radykalizację, nie było mojej zgody na praktyki wewnątrz tej partii, także na próby zmuszania mnie do donoszenia na koleżanki i kolegów. I nie odszedłem z PiS do PO, przez blisko cztery lata byłem poza tymi partiami – zaznacza dziś Kamiński.

Ale i tak przez większość kolegów z PiS był traktowany jak powietrze. – Mniejszość mnie czasem atakuje. Raczej robią to bardziej dziennikarze niż politycy. Jest kilku polityków PiS, którzy utrzymują ze mną kontakty towarzyskie, ale nie afiszują się z tym. A ja jestem na tyle lojalny, nie chcąc im szkodzić, też się z tym nie afiszuję – zdradza Kamiński.

Z prezesem Kaczyńskim nie ma kontaktu. – Raz go spotkałem w KPRM Donalda Tuska na spotkaniu polityków poświęconym kryzysowi ukraińskiemu. Powiedziałem mu "dzień dobry", odpowiedział i to wszystko – wspomina.
Michał Kamiński
Klub parlamentarny PSL

Wyborcy bardzo często pytali, dlaczego zmieniłem partię. Teraz to się dzieje już rzadziej, bo minęło blisko 10 lat. Ale dość często to tłumaczyłem. To był inny PiS, ostatnio Jan Lityński w jednym z wywiadów powiedział, że w 2005 roku, on i Tadeusz Mazowiecki głosowali na Lecha Kaczyńskiego.

– Dlatego nie da się porównać tego, co zrobił Kałuża do mojego odejścia z PiS. Myśmy wyszli z partii na skutek jej radykalizacji. A pan Kałuża jest człowiekiem, który przed chwilą głosił program, któremu zaprzeczył dzień po wyborach – podkreśla Kamiński.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...