
Policjant, który ośmielił się zatrzymać samochód wiozący Kaczyńskiego ulicą pod prąd, w komendzie już nie pracuje. Nie ma dowodów, że oba fakty są ze sobą powiązane, ale to okaże się, gdy władze sprawę wyjaśnią. Krzysztof Brejza postanowił interweniować w sprawie funkcjonariusza. Poseł PO chce wiedzieć, na ile incydent zaważył na złamaniu kariery policjanta.
REKLAMA
Zdarzenie miało miejsce w Bydgoszczy we wrześniu w trakcie kampanii wyborczej. Prezes PiS jechał na konwencję swojej partii. Ostatni odcinek drogi jego auto pokonało drogą jednokierunkową pod prąd.
Bydgoski policjant zatrzymał samochód, którym jechał Jarosław Kaczyński. Z auta wysiadł kierowca Jarosława Kaczyńskiego – zrugał policjanta i zagroził, że ten straci pracę, jeśli nie ustąpi.
Ostatecznie po interwencji z góry samochód Kaczyńskiego został przepuszczony i wjechał na parking, gdzie zaparkował obok rządowych limuzyn. Zdarzenie miało miejsce 30 września. Jak się okazuje, funkcjonariusz już nie pracuje w policji.
W sprawę zaangażował się poseł Krzysztof Brejza. Parlamentarzysta napisał trzy oficjalne pisma: do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego, do Komendanta Głównego Policji Jarosława Szymczyka oraz do premiera Mateusza Morawieckiego. Poseł PO próbuje się dowiedzieć, jaki jest związek pomiędzy opisywanym incydentem i faktem, że policjant zmienił pracę.
Parlamentarzysta PO próbuje też dociec do tego, czy minister i premier dowiedzieli się o całym zdarzeniu wcześniej, zanim media opisały incydent z 30 września z Bydgoszczy. Krzysztof Brejza ma też nadzieję na to, że uda się poznać treść notatki, jeśli policjant taką sporządził na miejscu zdarzenia.
