
Czy byliście kiedyś świadkami sytuacji, w której grupka ludzi niespodziewanie zaczyna modlić się do pluszowego dinozaura albo tańczyć rytualny taniec w centrum handlowym? To są właśnie flash moby. W Polsce doczekaliśmy się również flash mobów modowych.
REKLAMA
O pierwszym modowym flash mobie w Polsce usłyszałam rok temu. Dostałam „tajną” informację o miejscu i godzinie spotkania oraz dokładny plan działania. „Prześlijcie to dalej, byle nie do pracowników Złotej Teresy” – napisała jedna z organizatorek akcji. „Modny bieg”, czyli flash mob zorganizowany w warszawskich Złotych Tarasach polegał na bieganiu po sieciówkach w strojach do joggingu. Bloger modowy Faszyn Men, przewodnik całej akcji, podnosił wybrane przez siebie ubrania, a grupa „zakupoholików” zachwycała się produktem, wypowiadając głośne "uuuuuu". Jak pisał na swoim blogu modowym Faszyn Men: „zdrowie plus modowe zadowolenie” to układ idealny, a nowa tradycja biegania po centrach handlowych ma za zadanie zjednoczyć „znawców mody w naszym kraju”. Wszystko oczywiście zostało potraktowane ironicznie i z przekąsem – na tym polegała cała zabawa.
Niektóre firmy wykorzystały fenomen zjawiska do celów komercyjnych. Jest to jednak sprzeczne z ideologią flash mobu, który służyć ma jedynie przyjemności i dobrej zabawie. Mimo tego, w Krakowie zorganizowano niedawno modowy flash mob reklamowy, w który zaangażowali się polscy projektanci z I.Con. Modelki przechadzały się po krakowskim rynku, jak po wybiegu. Przypadkowi przechodnie mieli okazję zobaczyć kolekcję „Be The Change” 2012/2013.
Czy warto organizować flash moby modowe? Jeśli mają one zwiększyć sprzedaż danego produktu i rozreklamować markę, nie ma w tym nic złego. Jeśli służą one zabawie, a czasem również i parodii, tak jak „modny bieg”, nie mam nic przeciwko. Każdy przecież bawi się i kupuje, co chce.