
Premier Donald Tusk wojował już z hazardem, pedofilią, dopalaczami, kibolami i koncernami farmaceutycznymi. Teraz wypowiada wojnę nepotyzmowi. Czy wycofa się z niej równie szybko, jak za każdym razem?
"Idzie na wojnę, by następnie szybko się z niej wycofać". Tak o premierze Tusku pisze dziś "Rzeczpospolita". Tym razem Tusk chce rozprawić się z nepotyzmem. Pytanie, czy skutecznie, skoro każda poprzednia wojna kończyła się głuchą ciszą lub ustawą napisaną na kolanie.
dr Wojciech Jabłoński
ekspert ds. marketingu politycznego
W 2008 roku, po sprawie 45-letniego mężczyzny, który przez sześć lat więził i gwałcił swoją córkę, premier zapowiedział przyspieszenie prac nad wprowadzeniem kastracji chemicznej pedofilów. Szybko przyjęto ustawę, która jest jednak nieskuteczna: pedofile trafiają do więzień zamiast na zamknięte oddziały szpitali.
Czytaj także: Rządzące partie obsadzają swoimi od lat. Wszędzie, gdzie się da. "Całe królicze rody partyjnych królów życia"
Z podobną wojną mieliśmy do czynienia przy okazji afery hazardowej. Nową ustawę Sejm uchwalił w dwa dni.
"Rzeczpospolita"
Po hazardzie i pedofilach, Tusk wziął się za dopalacze i ACTA. W pierwszym przypadku szybko zamknięto 800 sklepów z dopalaczami, a dziś handlarze tymi środkami dochodzą swoich praw na drodze sądowej i mają szanse na odszkodowania. W drugim, Tusk pokazał, że szybko może zmieniać zdanie. Ze zwolennika ACTA zamienił się w zagorzałego przeciwnika nowych rozwiązań.
Czy z nepotyzmem będzie podobnie?
Więcej w "Rzeczpospolitej"
