"Kiedyś częściej wyrywano puszki z rąk wolontariuszy". Weteran WOŚP od 21 lat gra z Jurkiem Owsiakiem

Leszek Olejarczyk (z lewej) wraz z rodzicami grają z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy praktycznie od samego początku.
Leszek Olejarczyk (z lewej) wraz z rodzicami grają z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy praktycznie od samego początku. Fot. Facebook / Leszek Olejarczyk
Kiedy Leszek zaczynał swoje granie z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, był 10-letnim chłopcem. Kwestując wraz z mamą na ulicach krakowskiego Kazimierzam zdarzyło mu się przeżyć nieprzyjemne chwile. – Dziś jest inaczej. Nawet przechodnie, przychylni WOŚP, zwracają uwagę na bezpieczeństwo wolontariuszy – zapewnia.


Jak wyglądało kwestowanie 21 lat temu, kiedy zaczynałeś swój wolontariat na rzecz WOŚP?


Leszek Olejarczyk, Menadżer Krakowskiego Międzyszkolnego Sztabu WOŚP: W ten świat wciągnęli mnie moi rodzice, przede wszystkim moja mama. Kiedy zaczynałem, byłem bardzo młodym dzieciakiem – miałem 10 lat. Przez kilka lat chodziłem z puchą po Krakowie, potem moi rodzice założyli sztab i wkręciłem się w robotę organizacyjną.

Po kilku latach praca w sztabie okazała się na tyle wymagająca, że musiałem zrezygnować z kwestowania na ulicy.

Klimat lat 90. w Polsce nie wydaje mi się bezpieczny dla 10-latka biegającego z puszką po Kazimierzu.

Dlatego cały czas towarzyszyli mi moi rodzice. Nawet dzisiaj, kiedy mamy ogromne wsparcie różnych służb porządkowych, nie odważyłbym się puścić na ulicę 12, 13-latków bez opieki starszych wolontariuszy.

Kiedy zaczynałem, to był jakiś siódmy albo ósmy finał, wtedy zdarzało się więcej nieprzyjemnych incydentów z udziałem kwestujących. Musieliśmy się zmagać z większą liczbą przeciwników fundacji niż teraz, nadzór nad dzieckiem zbierającym pieniądze był niezbędny. Dziś nawet zwykli przechodnie, przychylni WOŚP, zwracają uwagę na to, czy z wolontariuszami jest wszystko okej i nic nie zagraża ich bezpieczeństwu.
Pamiętasz jakiś niebezpieczny incydent z początków swojego wolontariatu?

To chyba był nawet mój pierwszy finał w roli kwestującego. Zbieraliśmy z mamą pieniążki na Kazimierzu i przyczepił się do nas jeden z przeciwników fundacji. Chodził za nami blisko godzinę – wyzywał nas i Jurka, miał pretensje do tego, co robimy.

W naszym sztabie uczymy wolontariuszy, by takie osoby zbywać uśmiechem, dziękować za uwagi i przechodzić dalej, co wtedy zrobiliśmy. Ten gość jednak się uwziął i poszedł za nami. Łaził za nami, wyzywał. W końcu jednak chyba mu się znudziło i po prostu się zwinął.


Czy w trakcie twojej pracy w sztabie wolontariusze często zgłaszali różne nieprzyjemne incydenty – kradzież puszek, wyzwiska czy doświadczanie innych rodzajów agresji?

Od jakichś 5-7 lat właściwie nie. Ogólnie w całym kraju zdarza się coraz mniej takich historii. Kilka lat temu rzeczywiście zdarzało się, że ktoś wyrywał puszki z rąk naszych wolontariuszy. Mimo wszystko przez 18 lat pracy naszego sztabu na palcach jednej ręki można policzyć takie zdarzenia. Najważniejsze, że w naszym sztabie nikt nigdy nie ucierpiał fizycznie w takim starciu.

Jak wolontariusz ma się zachować, kiedy ktoś chce go okraść albo zdąży wydrzeć mu puszkę z rąk?

Nie narażać siebie, zdrowie jest najważniejsze. Lepiej nie robić z siebie bohatera, tylko rozstać się z puszką i postarać się zapamiętać jak najwięcej szczegółów z wyglądu sprawcy. Potem zadzwonić na policję i zgłosić sprawę również do swojego sztabu.

Zdarzało się, że sami wolontariusze próbowali nawiać z puszką pełną zebranych pieniędzy?


Każdy wolontariusz i puszka posiadają ten sam numer. Dodatkowo mamy wszystkie dane takich osób. Jeśli ktoś nie rozliczył się do godz. 24, kontaktujemy się z nim, a jeśli nadal jest cisza, kolejnego dnia zgłaszamy sprawę na policję. Oczywiście były takie przypadki, ale często zdarzało się, że wolontariusze po prostu rozliczali się w innym sztabie i po prostu zawodziła komunikacja.
Mówisz, że 5-7 lat temu wolontariusze częściej doświadczali nieprzyjemności ze strony różnych ludzi. Czyli nagonka na Jurka Owsiaka i WOŚP, którą od kilku lat uprawia PiS, nie wpłynęła negatywnie na zbiórkę pieniędzy?

Myślę, że trzeba uderzyć do źródła, czyli pamiętnego "Róbta, co chceta", którego oczywiście nie można traktować dosłownie. Te słowa warto rozumieć przez to, że orkiestra nic nikomu nie narzuca. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie i jeżeli ktoś nie chce pomagać, jest negatywnie nastawiony, niech po prostu idzie własną drogą. Życzę mu wszystkiego najlepszego. Ważne, by nam również pozwolił robić to, co uważamy za słuszne.

Poza tym wydaje mi się, że ta nagonka jednak odwróciła się w drugą stronę. Jesteśmy jednak przekornym narodem, potrafiliśmy pokazać malkontentom, że Polacy chcą pomagać jeszcze bardziej, czego dowodem są wspaniałe wyniki ostatnich finałów WOŚP.

Pamiętasz, który z finałów był dla ciebie najtrudniejszy?

Pamiętam jeden rok, kiedy mieliśmy straszny problem z puszkami. Pewnie wszyscy kojarzą, że są one wykonane z tektury, a te 5-6 lat temu trafiła się tak paskudna pogoda, że cały czas lał deszcz ze śniegiem. Przez te warunki puszki po prostu się rozpadały. Wolontariusze przynosili nam rozpadające się puszki w siatkach z Biedronki, tłumacząc się, że nie wiedzieli, co z nimi zrobić.

Nie przygotowaliśmy się na to wcześniej, ratowaliśmy się wszelkimi sposobami – foliowe, przezroczyste siatki, owijanie stretchem. Stworzyliśmy na szybko stanowisko do „reanimacji” puszek, tak żeby przechodnie nie mieli wątpliwości, co do tego, komu wrzucają pieniądze. Do tego wystraszeni wolontariusze, którym monety wypadały na chodnik z rozmokniętych puszek. Było ciężko.
A jak jest z zainteresowaniem ze strony osób, które chcą zostać wolontariuszami? Nie ubywa ich?

Liczba wolontariuszy jest określana w decyzji MSWiA, następnie Fundacja odpowiednio rozdziela ludzi w sztabach. Generalnie w połowie grudnia mamy już pozamykane listy w Krakowie, przed Świętami Bożego Narodzenia niestety musimy odmawiać chętnym.

Wielu macie takich jak ty, zaangażowanych w wolontariat od kilkunastu lat?

Pewnie, mamy bardzo wiele takich osób. Niektórzy z nich przestali kwestować i zajęli się pracą organizacyjną w sztabie. Na moje oko jakieś 20-30 proc. wolontariuszy to twarze, które zdążyliśmy już zapamiętać.

Na czym polega największa trudność w sztabie, jeśli chodzi o organizację finału WOŚP?


Nie mamy budżetu, nie dostajemy pieniędzy na organizację. Opieramy się na tym, co wrzucimy z własnej kieszeni i wsparciu ludzi dobrej woli, czyli pieniądzach od sponsorów.

Bywa trudno, bo jesteśmy wolontariuszami i nikt nie płaci nam za naszą działalność. Ktoś jednak zawsze przywiezie nam coś potrzebnego – pizzeria dostarczy nam kilkanaście placków, żeby wolontariusze mogli coś zjeść; hotele czy restauracje pozwolą im się chwilę ogrzać przy kubku ciepłej herbaty lub kawy.

Sponsorzy zapewniają nam pieniądze na niezbędne artykuły – tonery do drukarek, papier, to wszystko rzeczy, bez których nie moglibyśmy funkcjonować. Tylko w naszym sztabie działa 800 wolontariuszy, więc jest co robić. Dlatego cieszę się, że z roku na rok, przyłącza się do nas coraz więcej ludzi dobrej woli. Kiedyś o wiele więcej wydatków musieliśmy pokrywać z własnych kieszeni.

Będąc dzieciakiem, kwestowałeś wspólnie z mamą. A jaka jest minimalna granica wieku, kiedy samodzielnie puszczacie dziewczynę albo chłopaka na ulicę?

Co roku wydajemy krótki poradnik dla wolontariuszy, jednym z podstawowych punktów jest to, że namawiamy ludzi do zbierania pieniędzy w grupach. Niezależnie od tego, czy ktoś jest niepełnoletni czy dorosły, stojąc samemu w mrocznym zaułku, przyciąga uwagę podejrzanych typów. Najważniejsze jest bezpieczeństwo wolontariuszy.

Nie jest powiedziane, że musi to być grupa wolontariuszy. Ktoś, kto zbiera pieniądze, może chodzić po ulicach w grupie swoich przyjaciół, którym przykładowo nie udało się załapać na listę. Najważniejsze to chcieć pomagać.

Jeżeli chcielibyście wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, Krakowski Międzyszkolny Sztab WOŚP zbiera pieniądze do swojej e-skarbonki.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...