"Styczniowa rzeź" dzików to największe nieporozumienie tego roku. Fakty mówią co innego

Przez ASF dzik jest i niestety będzie na straconej pozycji. Może się to zmieni, gdy ktoś wynajdzie szczepionkę przeciwko tej chorobie.
Przez ASF dzik jest i niestety będzie na straconej pozycji. Może się to zmieni, gdy ktoś wynajdzie szczepionkę przeciwko tej chorobie. Fot. Adam Wajrak / Agencja Gazeta
Kilka dni temu media obiegła wiadomość, że ministerstwo środowiska planuje masowy odstrzał albo "rzeź" 200 tysięcy dzików. Powstały petycje na rzecz ochrony tych zwierząt, a w większych miastach zorganizowano protesty. Sęk w tym, że liczba dzików do odstrzału dotyczyła rocznego planu, który już został praktycznie wykonany, a dane pokazują, że to i tak był "łagodny" rok.

To jak to w końcu jest: kilkudniowa rzeź, czy też zaplanowany, profilaktyczny odstrzał? Media i obrońcy zwierząt mówią, że do odstrzału w tym miesiącu jest 210 tysięcy dzików, a myśliwi będą strzelali do loch i warchlaków. Z kolei minister środowiska Henryk Kowalczyk zaprzecza tym informacjom.

Zdaniem szefa resortu środowiska przed lufę myśliwych ma trafić 185 tysięcy dzików, a tak naprawdę, to w większość już trafiła, bo te 185 tys. to plan na sezon łowiecki 2018/2019, który w 90 proc. został wykonany. Jego słowa powtórzył na antenie radiowej "Trójki" minister rolnictwa.

– Plan odstrzału dzików wynosi w tym sezonie 185 tysięcy. Warto zaznaczyć, że został wykonany już w 90 procentach. Naukowcy z Instytutu Weterynarii twierdzą, że te dziki trzeba ograniczyć, bo to podstawa w zwalczaniu ASF-u. Takie są też zalecenia Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności. Chodzi tylko o to, żeby ten odstrzał przeprowadzić racjonalnie. Myśliwi wiedzą jak to zrobić – powiedział Jan Krzysztof Ardanowski.


Kto ma rację?
Jeśli chcemy to ustalić, trzeba przyjrzeć się statystykom łowieckim publikowanym co roku przez GUS. Tam czarno na białym przedstawione są zestawienia ile było dzików na początku każdego sezonu łowieckiego oraz ile odstrzelono ich w poprzednim.
Sezon łowiecki rozpoczyna się 1 kwietnia i kończy 31 marca. Z danych zamieszczonych w raporcie GUS wynika, że w ubiegłym okresie łowczym (2017/2018) odstrzelono przeszło 341 tysięcy dzików. To sporo, patrząc na to, co mówi resort środowiska – że plan na obecny sezon to "jedyne" 185 tysięcy.

Nie ma się jednak co dziwić, jeśli spojrzymy na dane dot. liczby dzików w Polsce. Na początku sezonu łowieckiego 2017/2018 szacowano, że było ich przeszło 215 tysięcy. Dodajmy, że w międzyczasie zwierzęta te rozmnażają się, a myśliwi kontrolują ich populację na w miarę stabilnym poziomie. Jednak w wyniku pojawienia się w Polsce ASF polowania zintensyfikowano, stąd te 341 tysięcy odstrzelonych dzików w sezonie 2017/2018.
To z kolei sprawiło, że populacja dzika w naszym kraju zmalała do szacowanych 88 tysięcy. Dlatego ministerstwo zdecydowało się zmniejszyć liczbę dzików "do odstrzału" w obecnym okresie łowieckim.

Walka z wiatrakami
Niestety jednym z głównie praktykowanych w Polsce sposobów walki z afrykańskim pomorem świń jest odstrzał dzików na obszarach między strefą wolną od ASF a strefami gdzie występowały ogniska tej choroby.

Dodatkowo pozostają kwestie profilaktyki ze strony rolników, jak regularne badanie trzody, rozkładanie specjalnych mat ochronnych, zmiana obuwia, mycie rąk i sprzętu rolniczego. To jest najlepszy sposób walki z tą chorobą, ale niestety w Polsce ta kwestia jest pod psem. Ale o tym później. Co do sposobów naukowych, to niestety do tej pory nie opracowano żadnej szczepionki na ASF.

Ale odstrzał dzików, jak wynika ze statystyk, trwał cały czas, jak napisaliśmy wcześniej – ze względów utrzymania populacji na odpowiednim poziomie. Nikt na to jednak nie zwracał zbytnio uwagi, a populacja dzika w Polsce rosła z roku na rok. Widać to chociażby porównując w zestawieniu GUS dane z 2010 roku i 2015. Pomimo rosnącej liczby odstrzelonych osobników było ich coraz więcej.

W sezonie 2015/2016 zlikwidowano rekordowe 342 tysiące dzików, czyli prawie dwa razy tyle ile wynosi plan z obecnego okresu łowieckiego. I to nie znaczy, że strzelanie do tych zwierząt jest dobre tylko, że dzików było za dużo, a od 2014 roku w Polsce szalało ASF.

Straty
Oczywiście może nam się nie podobać, że tyle zwierząt ginie z powodu ASF, ale rozprzestrzenienie się tej choroby to też śmierć zarażonych świń hodowlanych. W 2017 roku zutylizowano przez ASF prawie 9 tysięcy świń.

Walka z tą chorobą w Polsce przypomina trochę walkę z wiatrakami – w przypadku braku szczepionki trzeba chronić tę strefę buforową. Ale trzeba też wspomnieć, że od września nie odnotowano w naszym kraju na razie ani jednego przypadku zachorowania na afrykański pomór świń.

Wiele pretensji obrońcy dzików mają do rolników i myśliwych, bo to ludzie są głównymi roznosicielami ASF. To oni nie stosują odpowiednich środków zapobiegawczych i higienicznych, żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa i pojawianiu się go w gospodarstwach. Skontrolował to nawet NIK. Wyszło, że w 74 proc. gospodarstw są nieprawidłowości dot. profilaktyki i bioasekuracji. Skoro higiena leży, a nie ma nowych ognisk ASF, to niestety potwierdza "mroczną" tezę, że odstrzał dzików w naszym kraju działa. Nie wiadomo tylko do kiedy.

Strzelanie do loch
Najbardziej kontrowersyjną sprawą jest strzelanie do loch w ciąży. Niestety strzelanie do nich generalnie jest najbardziej efektywnym sposobem redukcji populacji dzika i poniekąd walki z ASF wewnątrz stada. Ale lochy mają teraz młode po jesiennym i zimowym okresie godowym, więc wizja strzelania do nich oburzyła opinię publiczną. I słusznie.

Na szczęście i tej informacji zaprzeczono. Sami myśliwi zbuntowali się przeciwko strzelaniu do ciężarnych loch. Odpowiednią deklarację na ten temat ogłosił Polski Związek Łowiecki. Potem na łamach mediów o zakazie strzelania do loch w ciąży powiedział szef resortu środowiska Henryk Kowalczyk.

Rozdmuchany temat
Redukcja populacji dzików to w sumie sprawa, która powraca co roku. O eliminacji gatunku pisała w lutym ubiegłego roku "Gazeta Wyborcza". A jednak dziki są w Polsce nadal i tak naprawdę ani myśliwi, ani eksperci nie są w stanie dokładnie określić ile ich jest. Minister rolnictwa wspomina nawet o milionie sztuk. Nie wiadomo więc dlaczego na początku 2019 roku pojawił się temat likwidacji dzików w Polsce.

Jedno natomiast jest pewne – inne kraje, w których nie ma jeszcze ASF, takie jak Niemcy, panicznie boją się tej choroby. Na granicy z Belgią, gdzie odkryto ognisko ASF, organizowane są profilaktyczne odstrzały tych zwierząt. Ale to nie wszystko, bo w całych Niemczech organizowane są masowe polowania na dziki. Liczba odstrzelonych sztuk wzrosła o 40 procent w porównaniu do roku ubiegłego i osiągnęła w 2018 roku rekordowe 822 tysiące.
Ale jeśli wydawałoby się wam, że to kuriozum, to musicie wiedzieć o czymś jeszcze. Niemcy w obawie przed ASF, którego ogniska występowały w Polsce, w tym na Pomorzu, wybudowali ponad 51-kilometrowy płot pod napięciem wzdłuż Pomorza Przedniego – landu sąsiadującego z województwem zachodniopomorskim. W razie przemieszczania się dzików z ASF za zachód planują włączyć prąd, a ogrodzenie ma je odstraszyć.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...