Półtora roku temu wystawili Adamowiczowi "akt zgonu". Ta akcja Wszechpolaków wywołuje dziś jeszcze większe oburzenie

Noc po brutalnym ataku nożownika na prezydenta Gdańska powraca sprawa sprzed półtora roku, gdy Młodzież Wszechpolska wydała "akt zgonu politycznego" Pawła Adamowicza. Jest on dziś wyjątkowo makabrycznym świadectwem zachowania Wszechpolaków, a to przecież nie jedyny brutalny atak na prezydenta.

Aktualizacja z 14.01.2019 z godz. 14.40
Pomimo starań lekarzy i wielogodzinnej walce o życie prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zmarł w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Gdańsku. Czytaj więcej

Happening Młodzieży Wszechpolskiej był odpowiedzią na politykę prowadzoną przez Adamowicza. Narodowcom nie podobały się edukacja seksualna w gdańskich szkołach, uczestnictwo prezydenta w Marszach Równości czy zaproszenie skierowane w stronę uchodźców.
Po wczorajszym ataku na gdańskiej scenie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy do głowy przychodzi podsumowanie tego, co przez lata niektóre środowiska polityczne mówiły o Pawle Adamowiczu. A politycznego błota było naprawdę dużo.

W ciągu wielu lat swojej prezydentury Paweł Adamowicz nazywany był "Niemcem" (tu przodowała Krystyna Pawłowicz), a Jarosław Kaczyński zarzucał, że bronione przez Adamowicza Muzeum II Wojny Światowej ma niepolski program.

Przez niejasności w oświadczeniach majątkowych i ciągnące się przez lata sprawy sądowe prezydent Gdańska był też nazywany złodziejem. Przy okazji miał się opowiadać przeciwko dekomunizacji, a to przez walkę w sądzie o to, by ul. Dąbrowszczaków nie zmieniać na ul. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Według prawicy deprawował też dzieci (edukacja seksualna w szkołach) oraz był homopropagatorem (brał udział w Marszach Równości).

W jego stronę padały też oskarżenia o powiązania z Marcinem P., twórcą Amber Gold, i o obronę mitycznego już "układu" (brał udział w wiecach w obronie sądów i konstytucji). Według narodowców był także "unijną marionetką" po tym, jak wspólnie z innymi prezydentami podpisał dokument ws. migracji, który był dla nich zaproszeniem imigrantów do miasta. To wtedy wystawiono jego "akt zgonu politycznego".


"Nie zrobiliśmy praktycznie nic, by uświadomić sobie, że taki tragiczny scenariusz jest możliwy. I próbować Adamowicza przez tym zagrożeniem uchronić" – tak o ataku na prezydenta Gdańska pisze redaktor naczelny trójmiejskiej "Gazety Wyborczej" Mikołaj Chrzan. I jak widać, polska scena publiczna nie nauczyła się niczego po ataku na Marka Rosiaka sprzed niemal 9 lat.

źródło: wyborcza.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...