Antypolonizm to poważne oskarżenie. Wielu się nim posługuje, ale mało kto wie, co ono oznacza

Czy zachowanie przywódców Izraela to antypolonizm? Eksperci są innego zdania.
Czy zachowanie przywódców Izraela to antypolonizm? Eksperci są innego zdania. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Prawica zarzuca izraelskiemu premierowi antypolonizm za słowa o Polakach, którzy "współpracowali z nazistowskim reżimem w zabijaniu Żydów w ramach Holokaustu". Sęk w tym, że pojęcie antypolonizm istnieje bardziej w sferze publicystyki, niż twardych faktów i często mylone jest z innym zachowaniem społecznym.


Słowa premiera Benjamina Netanjahu obiegły nie tylko Polskę, ale i cały świat. I kiedy w końcu pojawiło się sprostowanie ze strony ambasady Izraela oraz z kancelarii Netanjahu wszelkie tłumaczenia pogrzebały słowa nowego ministra spraw zagranicznych Izraela – Israela Katza.


Izraelski polityk nie tylko potwierdził słuszność pierwotnej "wersji" słów Netanjahu, ale także zacytował wypowiedź byłego premiera Izraela Icchaka Szamira, który mówił, że "Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki". Wielu prawicowych komentatorów nazywa zachowanie izraelskich polityków mianem antypolonizmu. Sebastian Gajewski z Centrum Daszyńskiego na antenie Polskiego Radia 24 powiedział otwarcie, że w Izraelu "antypolonizm jest stale bardzo silny".

Nawet sam szef polskiej dyplomacji minister Jacek Czaputowicz nie pohamował się przed stwierdzeniem, że wypowiedź jego odpowiednika w izraelskim rządzie – Israela Katza – "pobudza antypolonizm".

I niby wszystko powinno się zgadzać, bo definicyjnie antypolonizm to termin określający zbiorowo wszelkie uprzedzenia, dyskryminację, niechęć i postawy wrogości wobec Polaków. Stąd wypowiedzi Katza i Netanjahu można by pod to podciągnąć. Otóż nie do końca, bo jest kilka "ale".


Poważne oskarżenie
Antypolonizm często opiera się na stereotypach etnicznych, prowadzących do zachowań dyskryminacyjnych i odbieranych jako krzywdzące. Posługujący się tym terminem publicyści, politycy i duchowni sięgają po niego najczęściej w kontekście incydentów, znamionujących niechęć do Polaków.

Jednak zdaniem prof. Rafała Chwedoruka, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego nie powinno się używać tego typu terminu w odniesieniu do słów obu izraelskich polityków.

– Wstrzymałbym się z tym, ponieważ w kontekście całej historii XX wieku trudno o cięższe oskarżenie, tym bardziej gdy mowa o Polakach i o Żydach, dwóch narodach, które najbardziej ucierpiały po II wojnie światowej – twierdzi profesor.

Owszem nie da się zmienić historii i konkretnych zdarzeń, które potwierdzają, że niektórzy Polacy współpracowali z nazistami, tak samo jak Francuzi, Holendrzy, Łotysze, Ukraińcy itd. Nie można też zanegować faktu, że naziści stworzyli część swojej machiny zagłady Żydów – obozy koncentracyjne – na terytoriach Polski.

Trzeba powiedzieć szczerze, że twierdzenie, że to "polskie obozy", które czasami pojawia się w zagranicznych mediach, jest przykładem braku wiedzy. Natomiast mówienie, że "Polacy pomagali nazistom w Holokauście" jest po prostu skandaliczne. To jednak nie antypolonizm, a element skutecznej i trudnej kampanii politycznej.

Dr Wojciech Szewko w rozmowie z Jarosławem Karpińskim ocenił, że takie czy inne krzywdzące dla Polaków wypowiedzi Netanjahu nie muszą wynikać z jego przekonań czy poglądów politycznych. Nawiązał też do problemu z edukacją.

– To jest zbyt sprawny polityk. On jest i będzie przymuszany (z powodu kampanii – red.) do takiej retoryki. Problemem nie jest Netanjahu, który jest zakładnikiem swoich wyborców tylko system edukacyjny w Izraelu, to że takie poglądy o Polakach są utrwalane przez media – tłumaczy eksperta ds. Bliskiego Wschodu.

Problem z definicją
Warto też spojrzeć na kwestię szerzej. Zwraca na to uwagę prof. Rafał Pankowski ze stowarzyszenia "Nigdy Więcej", socjolog z Collegium Civitas. Według niego definicja antysemityzmu i nawiązująca do niej, z pozoru tożsama definicja antypolonizmu, nie są na tym samym poziomie.

– Nie słyszałem nigdy, żeby ktoś w Izraelu mówił o jakimś światowym spisku Polaków, którzy chcą przejąć kontrolę nad światem, a tak przecież mówi się o Żydach, więc chociażby tutaj widać, że nie można mówić o zjawisku symetrycznym – stwierdza profesor.

Antysemityzm jego zdaniem jest postawą o wiele szerszą, światopoglądem, który bez reszty angażuje negatywnie nastawioną osobę. Trudno twierdzić, że są gdzieś jakieś grupy Żydów, którymi na co dzien kieruje obsesyjna nienawiść do Polaków i to na nich skupiona jest ich cała uwaga.

– Pojęcie tzw. antypolonizmu wykorzystywane bywa raczej błędnie, jako skrót do określenia po prostu postaw ksenofobicznych, które skierowane są przeciwko Polakom. A to, że uprzedzenia wobec Polaków niestety istnieją, to rzecz wiadoma nie od dzisiaj. Widać je chociażby w USA (w postaci tzw. Polish jokes), Wielkiej Brytanii, Holandii, czy Norwegii. Ale nie nazywałbym ich antypolonizmem czyli ideologią z Polakami w samym centrum, bo taka ksenofobia dotyczy nie tylko Polaków – dodaje nasz rozmówca.

Problem z polityką
Gorzej jak te postawy "anty" są wykorzystywane przez polityków. Widać to nie tylko na przykładzie premiera Izraela, ale także innych krajów. W jednym z wywiadów, którego udzieliła norweskim mediom była minister kultury Norwegii Hadia Tajik padła krytyka dot. używania języka polskiego przez pracowników w norweskich zakładach pracy.

"Język norweski musi być używany w norweskich miejscach pracy. 17-latkowi trudno jest uczyć się zawodu w miejscu, gdzie nie ma z kim zjeść drugiego śniadania i pożartować, bo wszystkie żarty są po polsku" – mówiła polityk.

Podobne zachowania i opinie antypolskie pojawiają się od lat co jakiś czas w Wielkiej Brytanii. Przecież to niechęć do imigrantów zarobkowych z krajów UE, a największą, milionową grupę stanowią wśród nich Polacy, była jednym z argumentów przemawiających za brexitem.

Podtrzymywanie nastrojów antypolskich, było więc zwolennikom odłączenia się od UE na rękę. Wśród nich wybijał sie ich lider, Nigel Farage, który w jednym z wywiadów mówił wprost, że "pracodawcy w Wielkiej Brytanii powinni zatrudniać brytyjskich pracowników zamiast Polaków".

Wielu Brytyjczyków podchwyciło polityczną narrację do tego stopnia, że pomimo brexitu ataki na Polaków nie ustały, a nasiliły się.

– Kiedy studiowałem w latach 90. w Wielkiej Brytanii takich przypadków było o wiele mniej. Po referendum ws. brexitu wrogie zachowania wobec imigrantów, w tym Polaków stały się częstszym zjawiskiem – stwierdza prof. Pankowski. Według niego nie należy jednak łączyć objawów ksenofobii wyłącznie z Polakami.

– Myślę, że gdyby brytyjskiemu nacjonaliście pokazać Polaka, Bułgara i Słowaka, to miałby problem ze stwierdzeniem, który jest który. Tutaj moim zdaniem agresja kierowana jest ogólnie w kierunku imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej – tłumaczy.

Nie ulega jednak wątpliwości, że każdy przejaw ksenofobii należy zdecydowanie potępiać. Problem pojawia się wtedy, gdy do gry wkracza polityka. Wtedy wszystko o wiele bardziej się komplikuje, a efekty tego widać chociażby po ostatniej wizycie premiera Izraela.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Radziecki sprzęt i brak śpiworów. Żołnierz opisuje, co zobaczył w wojsku: "Nie wiedziałem, że jest aż tak źle"
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"