
– Tomasz Kryk [trener kadry olimpijskiej – przyp. red.] nauczył nas nie zwracać uwagi na to, na co nie mamy wpływu. Nie będziemy zatem narzekać, gdy dostaniemy ten, czy inny tor. Postaramy się stawić czoła i osiągnąć dobry rezultat – mówiły jednym głosem polskie kajakarki, które dziś wystartowały w wyścigu czwórek na 500 metrów. Niestety, wpływu nie miały też na trzy osady rywali, które finiszowały przed nimi.
REKLAMA
Do medalu zabrakło bardzo niewiele. Mimo czwartego miejsca, dla jednej z zawodniczek dzisiejszy start na pewno był sukcesem. Aneta Konieczna, która na początku maja usłyszała diagnozę "rak", ani przez chwilę nie myślała, że przez to miałaby nie wystąpić w Londynie. Dwa tygodnie później przeszła operację, a potem od razu wróciła do treningów. Nie poddała się, walczyła, robiąc wszystko, aby wystartować w rywalizacji olimpijskiej. Dopięła swego, stanęła do olimpijskiej rywalizacji i dziś może powiedzieć, że wygrała – z własną słabością.
Zobacz też: Aneta Konieczna - w maju dowiedziała się, że ma raka. W sierpniu w Londynie powalczy o medal
Sinusoida wiary
Przed wyścigiem nie wiadomo było, czego możemy się spodziewać po polskiej czwórce. Gdyby ktoś po półfinałowym wyścigu powiedział, że nasze zawodniczki będą walczyły o medal, pewnie zostałby uznany za wariata. Polki popłynęły bardzo słabo, praktycznie od samego początku zajmując ostatnie miejsce. O awans do finału musiały walczyć w repasażach.
Przed wyścigiem nie wiadomo było, czego możemy się spodziewać po polskiej czwórce. Gdyby ktoś po półfinałowym wyścigu powiedział, że nasze zawodniczki będą walczyły o medal, pewnie zostałby uznany za wariata. Polki popłynęły bardzo słabo, praktycznie od samego początku zajmując ostatnie miejsce. O awans do finału musiały walczyć w repasażach.
A w nich nie dość, że wygrały, to jeszcze uzyskanym wynikiem poprawiły dwuletni rekord świata należący do Niemek. Rozbudziły tym nasze nadzieje na medal, stając się wielkimi faworytkami finałowego wyścigu. – Jesteśmy zbudowani tym wynikiem. Naturalnie stawia nas to w roli jednego z faworytów wyścigu. Ale musimy uważać na Niemki i Węgierki, bo to mocne ekipy – mówił naTemat Tomasz Kryk bezpośrednio przed wyścigiem. – Nie jesteśmy zestresowani, mamy luźne pośladki. Powinno być dobrze – dodawał.
Niestety, dziś nie miały już tyle szczęścia. Do medalu zabrakło im niewiele, bo zaledwie 0,2 sekundy. Dłużej, bo od 0,25 do 0,3 sekundy, trwa nawet mrugnięcie okiem. Jeśli zatem ktoś, śledząc dzisiejszą relację, źle wyliczył kolejne mrugnięcia powieką, mógł przegapić to, na którym miejscu dopłynęła polska osada.