
Misja: uszczuplić budżet holenderskich koncernów
Cel bojkotu jest prosty. Jeśli mieszkańcy 12 państw naszego regionu przestaną kupować wymienione w apelu towary, zubożali holenderscy przedsiębiorcy zdecydują się podjąć interwencję u rządzących w sprawie tamtejszej Polonii. Czy takie założenie nie jest zbyt optymistyczne? Polskim czy rumuńskim konsumentom trudno będzie bowiem uderzyć w holenderskich gigantów. - W skali makroekonomicznej nie ma to żadnego znaczenia. Myśli pan, że ludzie jeśli idą do sklepu, to przejmują się takimi sprawami jak bojkot? Zdecydowana większość podejmuje decyzje na podstawie jakości i ceny - twierdzi Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.
Pytanie, czy zastosowanie metody bojkotu konsumenckiego w stosunkach międzynarodowych nie zaszkodzi samym Polakom, którzy już dziś mają w Holandii spore kłopoty. Europosłanka SLD Joanna Senyszyn w rozmowie z naTemat stwierdza, że właśnie z tego powodu polscy politycy powinni prowadzić delikatne rozmowy dyplomatyczne. - Taki bojkot może jeszcze bardziej uderzyć w Polonię i skutek będzie odwrotny od oczekiwanego - mówi.
Bojkot Lecha: W 2010 roku niedaleko Wawelu, gdzie został pochowany prezydent Lech Kaczyński, zawisł bilboard reklamujący piwo "zimny Lech". Oburzeni internauci zadeklarowali bojkot produktów Kompanii Piwowarskiej. Po protestach Kompania usunęła bilboard, ale jego miejsce wypełniła równie kontrowersyjnym, z napisem "Ożyj i zwyciężaj".
Bojkot Pepsi: W maju 2011 roku na pomysł bojkotu wpadły amerykańskie organizacje pro life. Wszystko dlatego, że spółka PepsiCo współpracowała z firmą używającą komórek abortowanych dzieci do testów i produkcji substancji wzmacniających smak.
Bojkot Nike: Był wynikiem decyzji Polskiego Związku Piłki Nożnej, który nie umieścił godła na koszulkach reprezentacji narodowej. Internauci m.in. na Facebooku nawoływali, by nie kupować towarów firmy Nike, która jest producentem reprezentacyjnych koszulek.
Bojkot BP: W rewanżu za wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej w kwietniu 2010 roku Amerykanie zarządzili bojkot stacji benzynowych koncernu British Petroleum. W efekcie zyski BP spadły o około 40 proc.
Także w szeregach holenderskiej Polonii zdania o bojkocie są podzielone. Jedni twierdzą, że to dobry pomysł i z chęcią rozprowadzają plakaty popierające akcję. Inni woleliby bardziej ostrożnie naciskać na holenderskich polityków. "Szukajmy dyplomatycznych środków porozumienia z Holendrami, a nie walki. Skargi i zażalenia kierujmy do polskiej dyplomacji. Te nasze akcje to jeszcze bardziej napędzą i myślę, że właśnie o to chodzi Holendrom, żeby głupich Polaków sprowokować. Oni mają o nas takie zdanie, że my tylko agresją rozwiązujemy problemy" - pisze na forum holenderskiej Polonii jeden z Polaków.
Saryusz-Wolski nie przyjmuje takich argumentów i deklaruje, że akcja "Bojkotuj Holendra" już działa. Dowody? Powstanie propolskiego portalu w Holandii i "szeroka reakcja" w internecie. - Poprzednie apele i wezwania były kompletne pomijane, a w tej chwili jest bardzo szeroka reakcja w internecie i mediach holenderskich. Wreszcie politycy holenderscy się obudzili. I są głosy, że nasz bojkot jest słuszny - stwierdza europoseł PO.