
20 tysięcy złotych, które z urzędu pracy trafiły do "bezrobotnego" Kacpra Płażyńskiego, bardzo szybko wywołały niemałe kontrowersje. Sam zainteresowany nie widzi w tym problemu i dlatego bez skrupułów wnioskował o pieniądze przeznaczone na dofinansowania do zakładania przedsiębiorstw przez bezrobotnych. – Myślę, że uznał, że mu się te pieniądze po prostu należały – mówi posłanka Agnieszka Pomaska z PO.
REKLAMA
Ponad 70 tysięcy złotych oszczędności, mieszkanie i 450 tysięcy złotych odszkodowania po katastrofie smoleńskiej – takie informacje można znaleźć w ostatnim oświadczeniu majątkowym radnego Kacpra Płażyńskiego. Jak się okazało, to nie wystarczy, aby adwokat z zapasem gotówki był w stanie otworzyć swoją kancelarię adwokacką bez wzięcia 20 tysięcy złotych z programu dla bezrobotnych.
– Myślę, że zgodnie z doktryną PiS-u uznał, że mu się te pieniądze po prostu należały. Choć myślę, że jest to sprzeczne z tym, co mówił premier Morawiecki o braniu 500+, z którego mieliby zrezygnować ludzie zamożni. Myślę, że Kacper Płażyński w tych kryteriach zamożności się mieści – mówi w rozmowie z naTemat szefowa pomorskiej Platformy Obywatelskiej Agnieszka Pomaska.
Posłanka największej partii opozycyjnej zauważa jeszcze jedną stronę całej sprawy, związaną z Energą, w której były kandydat na prezydenta Gdańska pracował. – Zastanawia mnie jeszcze jedno: Przecież Płażyński na potrzeby kampanii wyborczej w tak demonstracyjny sposób odszedł ze Spółki Skarbu Państwa, w której posadę dostał dzięki PiS-owi. Teraz po cichu bierze pieniądze w inny sposób – mówi.
– Ciekawe, skąd będzie miał zlecenia, czy czasami nie będą one ze Spółek Skarbu Państwa
– zastanawia się posłanka i pyta o przyszłość kancelarii adwokackiej, która ma powstać za uzyskane z programu pomocy unijnej dla bezrobotnych.
– zastanawia się posłanka i pyta o przyszłość kancelarii adwokackiej, która ma powstać za uzyskane z programu pomocy unijnej dla bezrobotnych.
Nasza rozmówczyni porównuje, to co zrobił gdański radny, do afery nagrodowej w rządzie Beaty Szydło. – Politycy PiS-u pokazali już niejednokrotnie, że nie mają dość publicznych pieniędzy, że potrafią garściami wyciągać pieniądze gdzie tylko mogą. Myślę, że Kacper Płażyński uznał, ze te pieniądze mu się należały, tak jak należały się nagrody rządowi Beaty Szydło, tak jak należy się dzisiejszym ministrom start po ogromne pieniądze w PE, tak jak należy im się obejmowanie ważnych stanowisk w SSP, nie mając do tego kompetencji – wylicza.
– Myślę, że Kacper Płażyński w ogóle nie rozumie tego, co zrobił. To się niestety wpisuje w politykę, którą obserwujemy od ponad trzech lat – dodaje Agnieszka Pomaska.
Przypomnijmy, w sprawie, którą odkryli dziennikarze "Gazety Wyborczej", wypowiedział się też sam zainteresowany. I mówi wprost: – Te środki należą mi się, jak każdemu innemu – powiedział w rozmowie z reporterem TVN24.
