
Rząd gubi się w tłumaczeniach sprawy ACTA. Broni tę umowę, ale tak nieumiejętnie, że mało kto przekonany zmieni zdanie. Dziś rano znów wypowiadał się minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski. Oprócz rzeczy, których komentować nie warto (zasugerował m.in., że ACTA przeszkadza "walczącym gigantom" - korporacjom), powiedział też kilka słów, które raczej żenowały niż przekonywały do tajemniczego porozumienia.
REKLAMA
W książce "Autostopem przez galaktykę" jest fragment gdzie bohater kłóci się z kosmitami, którzy chcą zburzyć Ziemię, aby poprowadzić międzygalaktyczną autostradę. Na oburzenie kosmici opowiadają spokojnie, że "nie ma co udawać zaskoczonych", bo plany drogi i uchwała o wyburzeniu, była wystawiona w miejscowym punkcie planowania na Alpha Centauri przez pięćdziesiąt ziemskich lat, więc mieliśmy dużo czasu, aby złożyć formalne zażalenie. Gdy bohater mówi, że jeszcze tam nie dotarliśmy, kosmici z irytacją mówią - "Na Niebiosa, ludzkości, to tylko cztery lata świetlne stąd. Wybaczcie, ale jeśli nie interesujecie się lokalnymi sprawami, to wasz problem. Załadować promienie burzące." Tak samo, po raz kolejny, rozmawia z nami nasz ziemski, polski rząd.
Bogdan Zdrojewski dziś w radiu mówił, że przecież sprawa ACTA jest znana od kwietnia (co wielokrotnie zaznaczał). I pewnie była. Ukryta gdzieś w skomplikowanych procedurach i grubych tomach papierów. Między innymi Rada Unii Europejskiej 18 grudnia zeszłego roku pisała krótko o ACTA na 43 stronie komunikatu dotyczącego rolnictwa i rybołóstwa. Można odnieść wrażenie, że lobbystom zależało, aby nikt się nie dowiedział o regulacjach internetu, ale prawdopodobnie po prostu znów zawiódł model konsultacji.
Kolejna rzecz, która może wbrew pozorom martwić, to coś co także podkreśla minister Zdrojewski i inne osoby z Platformy Obywatelskiej. ACTA ma nie zmieniać polskiego prawa. Proste pytanie - po co zatem podpisywać porozumienie? Jeśli ten dokument nie wpływa na rzeczywistość - nie jest potrzebny. Jeśli wpływa poza prawem - jest to niepokojące.
Najbardziej oburzające w wypowiedzi Bogdana Zdrojewskiego było to, co zapewne tylko mu się "wypsnęło". Podkreślał, że jesteśmy szczególnie wyczuleni na wszelkie sprawy dotyczące wolności i praw obywatelskich, ale powinniśmy się zastanowić zanim zaczniemy protestować "bo fajnie jest być w społeczności". Tymi słowami zbanalizował wielki ruch społeczny i pierwszy na taką skalę cyber-protest. A sprawa nie jest trywialna.
Zostaje nam wciąż protestować. Ja wybrałem formę najbardziej łagodną - napisałem maile do wszystkich posłów ze swojego okręgu. Można też podpisywać petycje i wyrażać swoje zdanie na portalach społecznościowych, wyczernić własne strony internetowe, czy wziąć udział w niewirtualnej pikiecie. Niech rządzący nauczą się, że nie robimy tego "bo chcemy być fajni".
Całą rozmowę można nie tylko posłuchać, ale i zobaczyć tutaj.
Całą rozmowę można nie tylko posłuchać, ale i zobaczyć tutaj.
