
Każdy poseł ma prawo do interpelacji skierowanej do konkretnego ministra lub premiera, które dotyczy określonej sprawy. Adresaci takiego zapytania poselskiego mają 21 dni na odpowiedź. Tak przynajmniej mówi Konstytucja, bo realia są zgoła inne. Tomasz Skory z RMF FM ustalił, że niektóre interpelacje są bez odpowiedzi nawet dwa lata.
REKLAMA
Innymi słowy Konstytucja swoje, a ministrowie swoje. Według ustaleń RMF FM najstarsza interpelacja dotyczy nieprawidłowości w produkcji żywności dla niemowląt. Trafiła ona do Ministerstwa zdrowia dokładnie 8 lutego 2017 roku. Po miesiącu resort miał poprosić o przedłużenie terminu odpowiedzi i... do tej pory jej nie przesłał. A minęły już prawie dwa lata.
To właśnie Ministerstwo Zdrowia jest rekordzistą jeśli chodzi o zaległości w interpelacjach. Łącznie resort ministra Szumowskiego nie odpowiedział jeszcze na 236 interpelacji. Na drugim miejscu jest Ministerstwo Kultury z 24 interpelacjami. Łącznie wszystkie ministerstwa zwlekają z 334 odpowiedziami.
Co ciekawe premier, który powinien dawać przykład swoim ministrom, także zalega z pokaźną liczbą interpelacji. Do tej pory nie odpowiedział na 22 zapytania poselskie. Najdłuższe czeka od 281 dni. Jak podaje radio, KPRM sprawnie posługuje się też wybiegiem polegającym na wysłaniu do Sejmu prośby o przedłużenie 21-dniowego terminu na udzielenie odpowiedzi. Przepis Konstytucji takiej procedury nie przewiduje.
Widać natomiast jedno, że kontrola parlamentarna nad rządem nie istnieje, skoro jego członkowie nie mogą otrzymać odpowiedzi na swoje zapytania. Przypomnijmy, że chociażby premier Mateusz Morawiecki, kiedy przejmował urząd po Beacie Szydło, zapowiadał transparentność władzy. Jak widać słowa nie dotrzymał.
źródło: RMF FM
