
"1 wódka, 2 cole, 3 ochroniarzy" – taki komunikat o zakupach Aleksandry Dulkiewicz mogli przeczytać na pasku widzowie "Wiadomości" TVP. Następnie telewizja publiczna pokazała im wykradziony monitoring z Biedronki. Po zaledwie 57 dniach od zamachu na Pawła Adamowicza jego następczyni dostała się w tryby mediów PiS. Okres ochronny się skończył.
Najpierw filmik wyniesiony przez ochroniarza opublikował w piątek na Twitterze dziennikarz serwisu trojmiasto.pl Maciej Naskręt. Po jakimś czasie skasował wpis i przeprosił Aleksandrę Dulkiewicz, ale było już za późno. Nagranie w dziesiątkach kopii już hulało w internecie.
W niedzielę TVP w swoim flagowym serwisie informacyjnym pokazała Dulkiewicz z butelką wódki w dłoni. Tydzień wcześniej kobieta z poparciem 82,22 proc. mieszkańców zdobyła władzę w Gdańsku. Wiele wskazuje na to, że telewizja publiczna zaczęła na niej stosować metody wypróbowane na Pawle Adamowiczu.
Sposób na Adamowicza Polityk zginął w połowie stycznia z rąk zamachowca, który krzyczał, że niewinnie siedział w więzieniu i był torturowany przez PO. Adamowicz przez wiele lat był prominentnym członkiem partii w regionie, a telewizja publiczna poświęcała mu wyjątkowo dużo uwagi. W swoich materiałach "Wiadomości" próbowały go powiązać m.in. z aferą Amber Gold i... propagowaniem nazizmu.
Odrębnym gatunkiem były pościgi pracowników TVP za Pawłem Adamowiczem. Celował w nich zwłaszcza Łukasz Sitek. Prezydent Gdańska skarżył się na to na Facebooku i Twitterze. "Telewizja publiczna nie istnieje, są za to oficerowie polityczni" – pisał Adamowicz we wrześniu 2017 roku publikując filmik z takiego zajścia.
Po tragicznej śmierci Adamowicza prezes TVP Jacek Kurski zapowiedział, że przypisywanie telewizji publicznej odpowiedzialności za zbrodnię będzie miało swój finał w sądzie. Gdański ratusz zlecił natomiast analizę materiałów mediów publicznych – okazało się, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy jego nazwisko pojawiało się w nich blisko 1,6 tys. razy.
Niedopowiedzenie Technicznie rzecz biorąc Aleksandra Dulkiewicz nie była jeszcze prezydentem Gdańska, gdy "Wiadomości" pokazały fragment wykradzionego monitoringu z jej zakupów. Zaprzysiężona została w poniedziałek. Autorzy materiału TVP, Marcin Tulicki i Anna Grochowska, wpletli filmik z Biedronki w rozważania o programie Koalicji Europejskiej przed nadchodzącymi wyborami. W ten sposób "1 wódkę, 2 cole i 3 ochroniarzy" mogła zobaczyć cała Polska. Na koniec zaś mogła usłyszeć, że po opublikowaniu nagrania Maciej Naskręt odchodzi z redakcji trojmiasto.pl.
Słowa o tym, że to z powodu długich rąk Dulkiewicz nie padły, ale niedopowiedzenie wystarczyło, by część prawicowych internautów snuła na Twitterze rozważania o łamaniu wolności słowa w Gdańsku. TVP nie poinformowała, że już w momencie publikacji monitoringu Naskręt był w okresie wypowiedzenia, bo przechodzi do publicznego radia. Podobny manewr zastosował "Tygodnik Solidarność". "Dziennikarz, który ujawnił nagranie z Dulkiewicz kupującą wódkę, odchodzi z pracy" – czytamy w witrynie.
Telewizja Publiczna mijała się także z prawdą mówiąc o trzech ochroniarzach. Jednym z towarzyszących Dulkiewicz mężczyzn był bowiem Michał Wlazło, pracownik gdańskiego ratusza, który był asystentem Pawła Adamowicza. To on był obok szefa w momencie zamachu i razem z nim trafił do szpitala.
Niebezpieczna zabawa "TVP chce poddać prezydent Dulkiewicz tym samym mechanizmom, co niegdyś Pawła Adamowicza. Niebezpieczna to zabawa. Choć widzę, że na razie jeszcze 'kulturalnie', Adamowicza oskarżaliście o promowanie nazizmu. Czy po takiej pracy wracacie do domów i nie macie wyrzutów sumienia?" – zapytał w niedzielę na Twitterze Janusz Schwertner, dziennikarz Onetu.
Tymczasem prawicowy internet w najlepsze huczał o "problemie alkoholowym" nowej prezydent Gdańska i marnotrawieniu przez nią pieniędzy na ochroniarzy. "Świat gdańskiej mafii jest nie do zniesienia" – wpis o takiej treści rozpowszechnia serwis wpolityce.pl. W jaki sposób Dulkiewicz miałaby być z nią powiązana? Tego prawicowy portal nie wyjaśnia. Eksponuje jednak nazwisko polityczki w bardzo negatywnym kontekście. "Dulkiewicz przyłapana na zakupie wódki" - pisze z kolei Salon24.
"Aferę" skomentowała sama zainteresowana. "Od dwóch dni wielu pyta: 'Ola czy to prawda, że kupiłaś 0,5 litra i aż 2 cole?'. Panowie 'redaktorzy' autorzy 'hit newsa' postawili mnie w trudnej sytuacji, bo faktycznie źle to wygląda... Dlatego wyjaśniam: kupiłam krówkę, a cole były małe..." – napisała Aleksandra Dulkiewicz na Facebooku.
Głos w sprawie "zakupów alkoholowych" zabrał nawet prezydent Polski. "Prezydent Aleksandra Dulkiewicz kupowała alkohol w sklepie? A co, jest zakaz robienia takich zakupów? Nie wolno dorosłej osobie kupować alkoholu? Nie wolno Prezydentowi Miasta robić takich zakupów? Nie widzę tu żadnego problemu. To prywatna sprawa, nie urzędowa. Dajcie spokój!" – zaapelował Andrzej Duda na Twitterze. Czy "Wiadomości" TVP wezmą na wstrzymanie? Doświadczenia Pawła Adamowicza uczą, że nagonka dopiero się zaczyna.
