
Przełączając kanały japońskiej telewizyjny możemy natrafić na naszego rodaka - Michała Sińczaka. Polak mieszka tam już od ponad roku i na stałe zagościł w programach rozrywkowych, reklamach i paradokumentach. A te w Kraju Kwitnącej Wiśni są bardzo specyficzne.
Michała odkrył Krzysztof Gonciarz - youtuber, który również mieszka w Japonii. Aktor opowiedział w odcinku, że występuje w tak zwanych saigen drama. To format polegający na rekonstruowaniu wydarzeń. Przypomina polskie paradokumenty, ale wszystko jest podkręcone i bardziej szalone. Dlatego musicie obejrzeć załączone filmiki, bo czegoś takiego w Polsce nie ma.
Japońskie saigen drama ma to do siebie, że zawsze jest bardzo dramatyczne, niezależnie od historii. To może być wszystko, jakaś historia miłosna, akcja ratunkowa, czy atak na Word Trade Center – każda z tych historii musiała się wydarzyć naprawdę, gdzieś na świecie.
Sińczak jest jednym z niewielu Polaków, którzy trafili do japońskiego przemysłu rozrywkowego i regularnie występują w telewizji. W rozpoczęciu kariery przydają się słowiański rysy twarzy.
Była to reklama jakiejś japońskiej firmy. Poszukiwali gościa, który potrafi grać w kosza, więc pomyślałem, że pójdzie gładko. Na planie okazało się, że mam zrobić wsad, a miałem na sobie lakierki oraz garnitur. Był luty, strasznie zimno i sucho. Skóra na rękach popękała mi w wielu miejscach, musieliśmy tamować krwawienie, ale jakoś się udało.
System pracy w Japonii znacznie różni się od tego, który funkcjonuje w Polsce czy innych krajach. Niezależnie od branży.
Japończycy są przesadnie dokładni, nie ma miejsca na spontaniczność, każda czynność jest zaplanowana. Czasami daje to rewelacyjny efekt końcowy, a czasami, gdy wiem, że nieznacząca scena w niskobudżetowej produkcji, która będzie trwała 2 sekundy jest nagrywana przez 8 godzin, jest to męczące.
Tradycyjni Japończycy często nie mówią po angielsku oraz są bardzo nieśmiali. To może skutkować trudnościami w nawiązywaniu kontaktów z obcokrajowcami (a także między sobą). Nie jest to jakiś wielki atut, ale kiedy mówię Japonce na randce, że czasami można mnie zobaczyć w telewizji, to na nią działa.
Fajne jest to, że kiedy idę do sklepu, to mogę spokojnie zostawić plecak i kask na siodełku motocykla, telefon przymocowany do uchwytu, a czasem nawet kluczyki w stacyjce. Nie ma mnie może 5 minut, ale jakby mnie nie było 5 dni, to też by tego nikt nie ruszył.
10 twarzy Michała Sińczaka / Fot. Archiwum prywatne
