
Były agent CBA w zawiadomieniu do prokuratury dotyczącym niedopełnienia obowiązków przez szefa Biura Ernesta Bejdę ujawnił, że w aferę obyczajową na Podkarpaciu może być zamieszanych więcej polityków PiS – podała Wirtualna Polska. Wcześniej pojawiły się informacje, ze jeden z czołowych polityków PiS z Podkarpacia miał uprawiać w agencji towarzyskiej seks z nieletnią prostytutką z Ukrainy.
W zawiadomieniu były agent CBA Wojciech J. powołuje się na kilka raportów, które składał szefowi Biura w związku z "nieuprawnionym dostępem do jego szafy pancernej podczas jego nieobecności". To z tego sejfu miała zaginąć płyta z nagraniem z agencji towarzyskich na Podkarpaciu.
Na nagraniu jeden z czołowych polityków PiS miał uprawiać seks z nieletnią Ukrainką. Ale według byłego oficera CBA nagrań było więcej. Miały zostać zdeponowane na Ukrainie.
Oto fragment zawiadomienia:
Właśnie w trakcie prowadzonych czynności operacyjnych Wojciech J. miał uzyskać dodatkowe informacje, iż nagrań tego typu jest dużo więcej, a "zarejestrowani na nich są przede wszystkim politycy PiS oraz powiązani z nimi biznesmeni z Podkarpacia".
"Według informacji operacyjnych uzyskanych przez Wojciecha J., Daniel Ś., który poza ochroną agencji towarzyskich miał zajmować się sprowadzaniem prostytutek (głównie z Ukrainy), zabezpieczył kopię wszystkich kompromitujących nagrań i zdeponował w nieznanym miejscu na terenie Ukrainy" – czytamy dalej w zawiadomieniu.
Zawiadomienie ws. przekroczenia uprawnień przez Bejdę złożył prawnik byłego agenta CBA, który twierdzi, że w biurze doszło to tuszowania afery obyczajowej z udziałem polityka PiS z Podkarpacia.
Ponadto Radio Zet dotarło do dokumentów mających potwierdzać, że były agent CBA Wojciech J. miał niestandardowe uprawnienia w biurze, a zadania miał mu wręczać osobiście szef CBA Ernest Bejda. J. mógł żądać od każdej jednostki CBA wszystkich dokumentów, a także ściągać informacje z baz danych CBA i bazy służb specjalnych.
źródło: Wirtualna Polska
