
Mówiła, że ma już dosyć srebra, że chce wreszcie wygrać złoto. Igrzyska olimpijskie to najlepsze miejsce do pierwszego triumfu. Niestety w dzisiejszym wyścigu na 200m Marta Walczykiewicz nie zdobyła medalu. Polka zakończyła wyścig na piątej pozycji.
REKLAMA
Jeszcze wczoraj żałowała, że obejrzała półfinał Piotra Siemionowskiego, w którym faworyzowany Polak zajął dopiero szóste miejsce. Martwiła się, że przed rokiem oboje wygrywali medale mistrzostw świata, a dziś on nie awansował nawet do finału. Podobno z emocji nie podała mu nawet ręki w namiocie. Zapewniła jednak, że w dzisiejszym finale na 200 metrów postara się pomścić swojego kolegę. Jak obiecała, tak robiła, ale niestety nie wystarczyło to na medal.
Walczykiewicz bardzo dobrze rozpoczęła wyścig. Wyrwała na starcie i długo prowadziła w stawce. Przyjemnie ogląda się Polaka, który dyktuje tempo rywalizacji. Niestety drobna Polka nie utrzymała tempa, przegrała z bardziej doświadczonymi, mocniejszymi fizycznie rywalkami. Od połowy trasy traciła jednak prowadzenie i ostatecznie zajęła dopiero piąte miejsce. Wielka szkoda. Z drugiej strony Londyn to dopiero jej pierwsze Igrzyska.
Kajakarstwo jest jej rodzinną tradycją
Jej przygoda z kajakiem rozpoczęła się wiele lat temu, dzięki starszej siostrze. To też dzięki niej dowiedziała się, że jej tata jest... trenerem kajakarstwa. W rozmowie z Bartoszem Gębiczem dla "Przeglądu Sportowego" mówiła, że nigdy nie chwalił się swoim zawodem. Dowiedziała się o tym, dopiero gdy miała dziewięć lat i jej siostra zaczęła pływać.
Wtedy, jak to często w rodzeństwie bywa, także i ona zapragnęła pływać. – Wziął mnie za rękę i zaprowadził na przystań do znajomego. Nie chciano mnie przyjąć, bo w sekcji były starsze dziewczyny. Ja ledwo wystawałam z kajaka i nie potrafiłam pływać. Tata ubłagał jednak kolegę i zaczęłam się bawić – wspominała.
Dzisiaj nie wyobraża sobie życia bez kajaka. Ale nie tylko pływanie sprawia jej ogromną radość. Podobno w czasie jednego treningu na siłowni przerzuca ponad 30 ton. Mówi, że naprawdę lubi takie zajęcia. Że uwielbia poprawiać prywatne rekordy.
– Ta robota na pewno jest katorżnicza, ale dzięki trenerowi Krykowi na pewno nie jest monotonna. Wymyśla nam takie zabawy, że aż chce się żyć. Zwolnij, przyspiesz, zatrzymaj, odcinki po 10 - 15 sekund w rozmytych konfiguracjach i z różną liczbą powtórzeń – powiedziała Walczykiewicz w Przeglądzie.
Zobacz też: Anita Włodarczyk zdobyła srebro dla Kamili
Fioletowo, różowo, czarny fitness klub
Liczyliśmy dziś na to, że tak jak ciężary na treningu, przerzuci wszystkie swoje rywalki. Nie udało się, ale Polka na pewno nie złoży broni. Już wcześniej mówiła, że nie wyobraża sobie nie wystartować w Rio de Janeiro.
A co poza sportem? Chce otworzyć świetnie wyposażony klub fitness. Tłumaczy przy tym, że nie wyobraża sobie pójścia do zwykłej pracy. Nic dziwnego, nawet kajak ma pomalowany w niecodzienne w tej dyscyplinie kolory. – Fiolet, róż, czarny – to moje ulubione kolory. No i gwiazdki obowiązkowo też są – mówiła przed dzisiejszym finałem.
Dziś te kolory nie pomogły, ale w Rio na pewno będzie lepiej.
Współpraca: JAKUB RADOMSKI
