Strażnicy "nie zauważyli" niebieskiej karty.
Strażnicy "nie zauważyli" niebieskiej karty. Fot. Roman Bosiacki/Agencja Gazeta

Okazuje się, że specjalne oznakowanie samochodu oraz możliwość sprawdzenia uprawnień do parkowania na niebieskich miejscach parkingowych nie jest gwarancją bezproblemowego korzystania z samochodu przez osobę niepełnosprawną. Przekonała się o tym mama jednej z internautek, której stołeczna Straż Miejska odholowała samochód, ponieważ... nie zauważyła oznaczeń.

REKLAMA
"Dziś rano myśleliśmy, że mojej mamie, która ma orzeczenie o niepełnosprawności (po operacji bioder) i samochód z niebieską kartą parkingową, ukradli tenże samochód z miejsca dla niepełnosprawnych pod jej domem. Po całym dniu prób dodzwonienia się na policję (na komendę główną się dodzwoniła, ale nawet nie zapytali o szczegóły, tylko kazali się kontaktować z dzielnicową komendą), wsiadła w komunikację i dowlokła się na komendę" – tak zaczyna się facebookowy wpis córki poszkodowanej niepełnosprawnej opatrzony m.in. hasztagiem #DostepnaWarszawa.
Jak się okazało na miejscu, samochodu nikt nie ukradł, a odholowała go warszawska Straż Miejska, która nie zauważyła i nie sprawdziła, że jest to samochód z niebieską kartą.
"Na pytanie czy samochód zostanie jej odstawiony na miejsce powiedzieli, że nie, że sama (niepełnosprawna) musi sobie po niego pojechać!!! O odszkodowaniu to nawet nie ma mowy, choć mama straciła cały dzień pracy + stres + droga na komendę. Mało tego, policjant poradził jej, żeby się pospieszyła z odbiorem samochodu, bo inaczej zostaną jej doliczone opłaty za parking!!! – dodała.
Inną wersję przedstawia wywołana do tablicy straż miejska. Strażnicy twierdzą, że niebieskiego oznaczenia w samochodzie nie było (przynajmniej w widocznym miejscu). Dołączyli do tego zdjęcie z miejsca interwencji.
logo
Fot. Straż Miejska