
Te liczby znalazły się w zaktualizowanym właśnie "Wieloletnim Planie Finansowym Państwa". Dokument obejmuje lata 2018-2021, ale mówi też o perspektywie o wiele dalszej. Świat służby zdrowia wstrząsnęło to, co znalazło się w tabeli nr 8: "Długookresowa stabilność finansów publicznych". W niej bowiem zapisano wydatki państwa aż do 2070 r. na takie cele jak emerytury, edukacja czy właśnie służba zdrowia.
W lutym 2018 r. po wielu miesiącach protestu akcję zakończyli lekarze-rezydenci, którzy domagali się zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do poziomu 6,8 proc. PKB. Rząd przystał na zwiększenie nakładów do 6 proc. Padła dokładna data - poziom ten ma być osiągnięty do 2024 r. Rezydenci uznali to zobowiązanie rządu za konkret i porozumienie zostało podpisane.
Intencja rządu
Ekspert w zakresie opieki zdrowotnej Rafał Janiszewski w rozmowie z naTemat wyjaśnia, że liczby zawarte w opublikowanej właśnie aktualizacji "Wieloletniego Planu Finansowego Państwa" należy odczytywać wyłącznie jako pewną intencję rządu.
Rząd, mierząc siły na zamiary, w tym planie finansowym stwierdza, że nie jest w stanie w sposób istotny zwiększyć nakładów na ochronę zdrowia. Z innych decyzji wynika zaś, że rząd poszukuje metody na to, by optymalnie zarządzać tym, co się ma.
To dlaczego zaledwie rok wcześniej rząd zobowiązywał się do zwiększenia tych nakładów do 6 proc. PKB?
Zakładam, że jest to prognoza wynikająca z aktualnej sytuacji. I to mnie nie cieszy. Cieszy mnie, że jest to prognoza, tak zakładam, uczciwa. Gdyby w tej prognozie zapisano jakiś znaczący wzrost, na pewno padłoby pytanie: ciekawe z czego to sfinansują.
– Czyli nic nie wskazuje, że będzie lepiej, a już teraz jest o wiele gorzej niż rok-dwa temu. Kiedy alarmowaliśmy, że ten wadliwy system stwarza zagrożenie dla życia ludzi, wielu oceniało, że przesadnie straszymy. Dziś widać, że nie ma w tym przesady - ludzie umierają na SOR-ach, umierają w kolejkach na onkologii, bo nie otrzymują na czas odpowiedniego leczenia – wskazuje dr Bartosz Fiałek.
A jeśli ta walka nie da efektów? Jeśli faktycznie realne nie ma szans na realny wzrost nakładów na służbę zdrowia? Można podejrzewać, że tak jak teraz - system będzie oparty w znacznej mierze na rezydentach. Ale gdy uzyskają specjalizację, zdaniem doktora Fiałka, wielu z nich wyjedzie.
Jeszcze walczę o to, aby ten system został zreformowany. Nie oczekuję cudów, że to wszystko zmieni się od razu. Ale jeśli nie będę widział perspektyw na zmianę kiedykolwiek, to bardzo możliwe, że wyjadę. Reumatologów brakuje i w Polsce, i na świecie. Ofert pracy mam wiele - Francja, kraje Beneluxu, Skandynawia. Już słyszę te oburzone głosy, że powinienem oddać za studia - nie ma problemu. Tam są tak wysokie zarobki, 220-250 tys. euro rocznie, że w ciągu roku mogę te studia spłacić. Ale nie o to przecież chodzi. W taki sposób Polska będzie tracić kolejnych lekarzy. To nie prowadzi do niczego dobrego.
Rafał Janiszewski nie sądzi jednak, aby brak znaczącego wzrostu nakładów na służbę zdrowia w perspektywie aż 50 lat, spowodował większy niż dotąd odpływ polskich lekarzy za granicę. Jego zdaniem znaczna część lekarzy po prostu zrezygnuje z pracy w placówkach publicznych, ale z Polski nie wyjedzie.
Rafał Janiszewski stawia przy tym tezę, że może rządowi wcale nie chodzi o to, by zwiększać nakłady na służbę zdrowia.
A może to jest po części zamierzone działanie wobec sektora publicznego? Może chodzi o to, by ten sektor zabezpieczał tylko podstawowe aspekty opieki zdrowotnej? Nie bez powodu sieć szpitali nazwano systemem podstawowego zabezpieczenia szpitalnego. Dlaczego tylko "podstawowego", dlaczego nie "kompleksowego"?
Politycy najpewniej doszli do wniosku, że od obywateli nie da się wyciągnąć wyższej składki zdrowotnej. Z drugiej strony nie chcą określić, że za tę aktualną składkę należy się tylko wąski zakres świadczeń. I tu tworzy się ta przestrzeń, którą wypełnia sektor prywatny.