
Dla lekarzy rezydentów ten dokument jest niczym policzek. Rok temu podpisywali z rządem porozumienie w dobrej wierze, z nadzieją, że jeszcze nie teraz, ale w dalszej perspektywie sytuacja w służbie zdrowia będzie się poprawiać. Dziś widać jasno, że perspektywy te były ułudą. Z dokumentu jaki opublikowano wynika, że poprawa w publicznej służbie zdrowia nie nastąpi, ani za rok, ani za 5 lat, ani nawet za... 50!
Zobowiązanie poszło do kosza Te liczby znalazły się w zaktualizowanym właśnie "Wieloletnim Planie Finansowym Państwa". Dokument obejmuje lata 2018-2021, ale mówi też o perspektywie o wiele dalszej. Świat służby zdrowia wstrząsnęło to, co znalazło się w tabeli nr 8: "Długookresowa stabilność finansów publicznych". W niej bowiem zapisano wydatki państwa aż do 2070 r. na takie cele jak emerytury, edukacja czy właśnie służba zdrowia.

Dokładnie te same liczby znalazły się rok wcześniej w Tabeli nr 5 "Wieloletniego Planu Finansowego Państwa" - rząd ich nie zmienił w opublikowanej aktualizacji. A przecież powinien.
"My im zaufaliśmy' W lutym 2018 r. po wielu miesiącach protestu akcję zakończyli lekarze-rezydenci, którzy domagali się zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do poziomu 6,8 proc. PKB. Rząd przystał na zwiększenie nakładów do 6 proc. Padła dokładna data - poziom ten ma być osiągnięty do 2024 r. Rezydenci uznali to zobowiązanie rządu za konkret i porozumienie zostało podpisane.
"Priorytetem tego rządu jest ochrona zdrowia" – zarzekał się wówczas minister Łukasz Szumowski.
– Tak wtedy mówił minister Szumowski, tak mówił premier Morawiecki, a my im zaufaliśmy. Nie byliśmy przygotowani do rozgrywki na szczeblu politycznym i po przez to zostaliśmy ograni – mówi w rozmowie z naTemat dr Bartosz Fiałek, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, któremu pozostał jeszcze niecały rok rezydentury w dziedzinie reumatologii.
Dr Fiałek przyznaje, że w lutym 2018 lekarze raczej się nie spodziewali takiego obrotu sprawy, ale to, co się zdarzyło przez ostatni rok, pozbawiło ich jakichkolwiek złudzeń co do intencji rządu. Chodzi o kombinacje z metodologią obliczania relacji nakładów na opiekę zdrowotną do Produktu Krajowego Brutto. Do planowana aktualnych wydatków na ochronę zdrowia na rok 2019 przyjęta została bowiem wartość PKB z roku 2017, czyli sprzed dwóch lat. Intencja rządu Ekspert w zakresie opieki zdrowotnej Rafał Janiszewski w rozmowie z naTemat wyjaśnia, że liczby zawarte w opublikowanej właśnie aktualizacji "Wieloletniego Planu Finansowego Państwa" należy odczytywać wyłącznie jako pewną intencję rządu.
– Dziś nie wiemy, jakie będzie PKB za 10 lat, jaka będzie siła nabywcza pieniądza, ile będzie kosztowała kostka masła i czy ten zapisany wzrost pokryje nam inflację, czy zagwarantuje poprawę, a może będzie tylko próbą wyrównania utraty wartości pieniądza – zwraca uwagę szef Kancelarii Doradczej specjalizującej się w dziedzinie ochrony zdrowia.
Rafał Janiszewski
Ekspert w zakresie opieki zdrowotnej, Kancelaria Doradcza Rafał Janiszewski
Tak czy inaczej określenie, że w 2070 r. wydatki na opiekę zdrowotną będą wynosić jedynie 5,2 proc., odczytywany jest jako znak, że przed polskim systemem zdrowotnym perspektyw nie ma.
Lepiej już było – Czyli nic nie wskazuje, że będzie lepiej, a już teraz jest o wiele gorzej niż rok-dwa temu. Kiedy alarmowaliśmy, że ten wadliwy system stwarza zagrożenie dla życia ludzi, wielu oceniało, że przesadnie straszymy. Dziś widać, że nie ma w tym przesady - ludzie umierają na SOR-ach, umierają w kolejkach na onkologii, bo nie otrzymują na czas odpowiedniego leczenia – wskazuje dr Bartosz Fiałek.

Właśnie dlatego, że przed służbą zdrowia nie widać perspektyw, lekarze planują demonstrację 1 czerwca. Zapowiadają przy tym, że na samej demonstracji nie poprzestaną. Jeszcze przed wyborami parlamentarnymi nie wykluczają kolejnych działań. Przy czym - jak podkreśla dr Bartosz Fiałek - to nie ma nic wspólnego z polityką. Dziś rządzi PiS i to do niego kierowane są postulaty. Ale lekarze nie zapomnieli, w jakim stanie publiczna ochrona zdrowia była i za poprzednich rządów.
Odpływ lekarzy A jeśli ta walka nie da efektów? Jeśli faktycznie realne nie ma szans na realny wzrost nakładów na służbę zdrowia? Można podejrzewać, że tak jak teraz - system będzie oparty w znacznej mierze na rezydentach. Ale gdy uzyskają specjalizację, zdaniem doktora Fiałka, wielu z nich wyjedzie.
Dr Bartosz Fiałek
OZZL Region Kujawsko-Pomorski
Rafał Janiszewski nie sądzi jednak, aby brak znaczącego wzrostu nakładów na służbę zdrowia w perspektywie aż 50 lat, spowodował większy niż dotąd odpływ polskich lekarzy za granicę. Jego zdaniem znaczna część lekarzy po prostu zrezygnuje z pracy w placówkach publicznych, ale z Polski nie wyjedzie.
– Proszę pamiętać, że system ochrony zdrowia w Polsce to nie tylko ten publiczny. Wiele zmian wprowadzanych w sektorze publicznym powoduje wzrost zasobności portfela sektora niepublicznego. Można zatem przewidywać, że nadal wszelkie niedomogi sektora publicznego będą zwiększały szanse tego drugiego – prognozuje ekspert.

Janiszewski zwraca uwagę, że 10 lat temu nikt by w to nie uwierzył, że ludzie będą brać kredyty, aby zrobić operację endoprotezy, a dziś nie jest to wcale takie rzadkie. – Jeszcze nie tak dawno rozmawiałem np. z chirurgami narzekającymi na warunki pracy w ich szpitalu i pytałem: to dlaczego nie założycie własnej kliniki. Oni wtedy mówili, że kto tam przyjdzie, przecież pacjentów na to nie stać. Dziś takie kliniki powstają jak grzyby po deszczu – zauważa.
A może właśnie o to chodzi? Rafał Janiszewski stawia przy tym tezę, że może rządowi wcale nie chodzi o to, by zwiększać nakłady na służbę zdrowia.
RAFAŁ JANISZEWSKI
Ekspert w zakresie opieki zdrowotnej, Kancelaria Doradcza Rafał Janiszewski
Czyli za składkę zdrowotną z roku na rok można liczyć w publicznej służbie zdrowia na coraz mniej i mniej. Tylko który z polityków znajdzie w sobie tyle odwagi, aby tę prawdę wprost przekazać społeczeństwu?
