fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta

Wyborcy płacą partiom dotacje w tysiącach złotych. Liczą, że takie wsparcie to inwestycja w idee, które rozwiążą ich problemy. Po wyborach wielu jednak wstydzi się swoich decyzji.

REKLAMA
Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, przed wyborami wypłacił dotację na rzecz Ruchu Palikota. Co prawda było to tylko "symboliczne" 500 zł, jednak już dziś przyznaje, że partia nie była tego warta.
– Wydawało mi się, że to jest świeża krew na scenie politycznej, że będzie jej się chciało zaangażować w sprawy związane z infrastrukturą drogową, ale się przeliczyłem – powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Malusi przyznał, że jako szef OIGD wysłał do Janusza Palikota dwa pisma, w których przedstawił przepisy i sytuacje wymagające poselskiej interwencji. Na żadne partia jednak nie odpowiedziała.
– Czuję się tą partią, podobnie jak wszystkimi poprzednimi, zawiedziony do tego stopnia, że nie będę uczestniczył w najbliższych wyborach – mówi "Rz".
Jak pisze "Rzeczpospolita", wielu z tych, którzy wpłacili pieniądze na fundusze wyborcze partii, nie chce o tym w ogóle mówić. Tak, jak Maciej Ameljan, wiceprezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, który zasilił PiS kwotą 15 tys. zł. Albo Grzegorz Skawiński, lider zespołu Kombii, który tysiąc złotych przekazał Ruchowi Palikota.
Czytaj więcej w "Rzeczpospolitej"