
"Złapał mnie za włosy, zaczął ściągać spodnie i wyjmować swoje przyrodzenie. Powiedział, żebym mu zrobiła, cytuję: 'loda'" – portal Fakt24.pl przytacza relację kobiety, która twierdzi, że też jest ofiarą napaści seksualnej ze strony Jarosława Bieniuka. Przyznaje, że do zdarzenia miało dojść 3 lata temu, a mówi o tym dopiero teraz, ponieważ pojawiła się sprawa Sylwi Sz. "Poczułam, że muszę pomóc Sylwii, bo ludzie ją zaszczuli" – tłumaczy. Były piłkarz zdecydowanie zaprzecza zarzutom.
Seksafera z udziałem Jarosława Bieniuka wybuchła w połowie kwietnia. Wówczas do mediów dotarła informacja o zatrzymaniu byłego piłkarza. Mówiło się, że zarzuty dotyczyć będą przestępstwa przeciwko wolności seksualnej.
Zarzuty niezwiązane z seksem To się nie potwierdziło. Bieniuk usłyszał zarzuty udzielenia innej osobie środka psychoaktywnego. Żaden z zarzutów nie dotyczył przemocy seksualnej. Były partner Anny Przybylskiej wyszedł na wolność po wpłaceniu 20 tys. zł kaucji, prokuratura orzekła wobec niego dozór policji i zakaz kontaktu ze świadkami. Szybko się okazało, kim jest osoba, która złożyła na niego doniesienie.
Sylwia Sz., modelka i influencerka, w rozmowie z "Faktem" opowiedziała o feralnej nocy w sopockim hotelu. Przyznaje, że nie wszystko z niej pamięta, jest przekonana, że "Jarek dosypał czegoś do drinka". Przyznaje, że wraz z nim zażywała kokainę. Potem miał ją związać i zakleić jej usta.
Bieniuk wydał wówczas oświadczenie, że opisane zdarzenia nie miały miejsca. "Oskarżenia te są nieprawdziwe i formułowane wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści materialnych" – podkreślał.
Napaść w toalecie Teraz portal Fakt24.pl dotarł do kolejnej kobiety, która twierdzi, że padła ofiarą Bieniuka. Do zdarzenia miało dość 3 lata temu w sopockim klubie Ego. Były piłkarz miał tam być ze swoją ówczesną partnerką, Martyną.
Katarzyna (redakcja zmieniła jej imię) była tam ze swoimi znajomymi. Jak twierdzi, Bieniuka miała spotkać w toalecie, gdzie właśnie miał "robić sobie kreskę z jakiegoś narkotyku". Gdy zażył narkotyk, natychmiast się zmienił – relacjonuje kobieta.
"Złapał mnie za włosy, zaczął ściągać spodnie i wyjmować swoje przyrodzenie. Powiedział, żebym mu zrobiła, cytuję: 'loda'. Przestraszyłam się i odepchnęłam go. Już prawie byłam na kolanach. To była chwila, byłam w szoku. Cały czas trzymał mnie za włosy. Powiedziałam: 'Puść mnie, co ty robisz?!'. Wtedy złapał mnie za twarz i próbował mi wepchnąć język w usta. Jakoś się wyrwałam, uderzyłam nogą w drzwi i wyszłam z toalety. Na zewnątrz zobaczyłam jeszcze jego dziewczynę, patrzyła na mnie" – przytacza relację 24-latki portal Fakt24.pl.
Kobieta opisuje, że poczuła się upokorzona. Kiedy znalazła się przed klubem, Bieniuk - jak twierdzi - stał tam ze swoją dziewczyną i szyderczo się do niej uśmiechał. "Nigdy nikomu nie powiedziałam o tym całym zdarzeniu. Chciałam o tym zapomnieć, bo było to dla mnie strasznie upokarzające" – mówi Katarzyna.
Teraz jednak za sprawą seksafery z połowy kwietnia postanowiła opowiedzieć o tym, co miało ją spotkać. "Stwierdziłam, że muszę opowiedzieć o tym, co mnie spotkało, żeby pokazać, że Sylwia nie jest jedyną ofiarą tego człowieka" – tłumaczy.
Pełnomocniczka Jarosława Bieniuka zdecydowanie zaprzecza nowym zarzutom. Zwraca uwagę, że jej klient jest osobą powszechnie znaną. "Często w sprawach, w których jedna ze stron jest osobą medialną, z czasem pojawiają się kolejne rzekome pokrzywdzone na fali popularności tematu" – napisała w oświadczeniu mecenas Olga Jędraszko.
Olga Jędraszko
pełnomocniczka Jarosława Bieniuka
Gdy tylko sprawa wybuchła, Jarosław Bieniuk oświadczył, że jest niewinny, dlatego "niezwłocznie i dobrowolnie" stawił się na posterunku policji. "Od początku wyrażałem i w dalszym ciągu wyrażam swoją pełną gotowość do współpracy z wymiarem sprawiedliwości w celu jak najszybszego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji" – zapewnił.
Były gracz m.in. Lechii Gdańsk stwierdził, że "niesłuszne oskarżenia" formułowane pod jego adresem godzą bezpośrednio w jego dobre imię, jak i "destrukcyjnie" wpływają na dobro i kondycję psychiczną jego dzieci.
źródło: fakt.pl