Jedna z najtańszych opcji, żeby wejść do świata Mercedesów. 5 faktów o nowym sedanie klasy A

Tak się prezentuje nowy Mercedes klasy A w sedanie. Fot. naTemat
Gdy Mercedes ogłosił, że będzie produkował ten model, niektórzy stukali się w głowę. Po co komu sedan klasy A, skoro jest przecież bardzo podobne, i dużo ciekawsze (choć mniej praktyczne) CLA – sportowe coupe od tego samego producenta. Ja, jako fan właśnie tej drugiej opcji, z ciekawością postanowiłem sprawdzić to osobiście. I co? Spore zaskoczenie, bo jest i ładnie, i praktycznie. Oto 5 najmocniejszych obserwacji po tygodniu z tym samochodem.


Do tej pory klasę A znaliście jako niewielkiego hatchbacka. Wraz z nową generacją Mercedes do oferty wprowadza nie tylko „małe” AMG, które kryje się pod nazwą A35, ale także wydłuża samochód.
Tak powstała klasa A w wersji limuzyna, do której na poziomie teorii podchodziłem trochę jak pies do jeża. I to głównie z powodu wspomnianej alternatywy, która jest moim zdaniem ciekawsza. Tymczasem ku mojemu zaskoczeniu okazało się to wyjątkowo interesującym autem. Nawet w tej malutkiej i oszczędnej wersji, jaką jest A180d, czyli najmniejszy z możliwych „dieselków”.

1. Wnętrze wymiata

Nie będę stopniował napięcia i zaczynam od tego, co podobała mi się najbardziej. Nowa klasa A swoim wnętrzem pozamiatała całkowicie. Mercedes ma obecnie jedne z najciekawszych i (co dla mnie jest równie ważne) najładniejszych wnętrz i systemów. Nawet sam nie wiem do końca od czego zacząć...


W oczy od razu rzuca się długi, a właściwie to dwa ekrany połączone w jeden długi wyświetlacz, na którym w ostrej jak żyleta jakości komputer prezentuje nam wszystkie wskaźniki. Nie mamy już małego wyświetlacza na desce rozdzielczej, który wyglądał jak przyczepiony na taśmę tablet. To najwyższej jakości ekran, którym sterujemy za pomocą specjalnego gładzika lub dotykowo (tą prawą część). Animacje są ładne, przejrzyste i nowoczesne, a obsługa intuicyjna.
Środek zyskał w każdym wymiarze. Zdecydowanie czuć jakościowy przeskok i jestem pewien, że każdy, kto wsiądzie, będzie miał tam premium feel. Także trzymając w rękach kierownicę, która wygląda nie tylko dobrze, ale sprawia wrażenie, jakby była z modelu co najmniej półkę wyżej w salonie Mercedesa.
Usłyszałem też sporo narzekań na ksztłat i formę nawiewów, które jak dla mnie osobiście w tej okrągłej formie są... świetne! Nieoczywiste rozwiązanie, do którego co prawda ciężko przyczepić sensownie jakiś uchwyt na telefon, ale praktykę nadrabia designem.
Dodatkowo mercedesowe oświetlenie ambient to klimatyczna perełka rozmieszczona w przemyślany sposób. Możemy dowolnie sterować sobie kolorem (a także pakietami kolorów) i stworzyć takie wnętrze, jakie sobie tylko wymarzymy. Wieczorem wygląda to trochę jak dyskoteka, ale efekt wow gwarantowany. Ku mojemu zaskoczeniu najbardziej przypadł mi do gustu kolor... fioletowy. Wieczorne jeżdżenie w takim klimacie to tu naprawdę przyjemność.
Gdzie jest haczyk? Nie jestem do końca przekonany do sposobu sterowania za pomocą touchpada. Niby wszystko okej, ale dużo bardziej naturalnym ruchem jest kręcenie pokrętłem niż ślizganie się palcem na boki, gdy chcemy coś przełączyć.

2. Miało być dziwnie, jest zaskakująco dobrze

Bałem się, naprawdę bałem się, jak będzie wyglądał sedan klasy A. Czy CLA straci wtedy jakąkolwiek rację bytu? Tak się nie stało. Modele są co prawda podobne gabarytowo i wizualnie, ale są skierowane do osób z zupełnie innymi potrzebami. CLA to opcja dla kogoś, kto szuka sportowego looku, nie ma potrzeby aż tak dużej praktyczności swojego samochodu i chce mieć trochę bardziej drapieżny samochód.
Tymczasem sedan klasy A jest autem bardziej praktycznym, chociażby pod względem ilości miejsca z tyłu (nad głową). Wygląda bardziej zachowawczo, brak mu pazura, ale... jest naprawdę nieźle. Nie jest nudno, tył nie wygląda jak przyczepiony na siłę, ale biały lakier to nie jest najlepszy kolor dla tego auta.
Klasa A w tym wariancie naprawdę nie ma się czego wstydzić i jest ciekawą alternatywą dla nieco trącącego już myszką i nudą Audi A3. Nową generację najłatwiej rozróżnicie po... oczach. To znaczy światłach, które są znacząco inne. Tutaj mamy mniejsze, bardziej „zmrużone” reflektory.

3. Hej Mercedes, czyli jak i czy to działa?

To jedna z funkcji, którą Mercedes wyciągnął na sztandary podczas promowania nowej klasy A. Sztuczna inteligencja, która rozmawia z kierowcą, rozpoznaje jego głos i dostosowuje się do jego komend. W ciągu tygodniowego testu ciężko było stwierdzić, czy faktycznie tak jest, ale przyznaję, że Mercedes faktycznie z Tobą pogada i pomoże. Na hasło „Hej Mercedes” aktywuje się asystentka głosowa, która czeka na nasze pytania bądź polecenia.
Rozumie je zaskakująca dobrze. Nie było żadnego problemu ze wskazaniem nawigacji, zmiany stacji radiowych, nawiewu czy pytania o pogodę w danej lokalizacji. Jest także sprawdzony żart, gdy na prośbę o opowiedzenie dowcipu, auto odpowiada, że nie może, bo stworzyli je niemiecki inżynierowie. Nie wiem też na ile to żart, a na ile błąd, ale na pytanie o to, kto jest prezydentem jakiegoś kraju dowiadujemy się, że to... Pan Benz.
Przetestowałem także podyktowanie i wysłanie SMS-a. Efekt? 9/10. Wiadomość w większości przypadków została zrozumiana dokładnie i w taki też sposób wysłana. Często tego typu systemy traktowałem jako gadżet któego i tak nie używam, ale przyznaję, że tutaj kilka razy autentycznie skorzystałem z „hejmercedesa” z wygody. I bezpieczeństwa, bo nie musimy wtedy odrywać uwagi od tego, co dzieje się na drodze.

4. A180d, czyli hahaha po co to komu?

Co kto lubi, ale auto z tym zestawem pod maską nie wzbudzi w tobie emocji na drodze. To najskromniejszy ze wszystkich wariantów, które możecie wybrać. 122-konny diesel pod maską Mercedesa, który wygląda całkiem nieźle, nie brzmi imponująco. I imponująco nie jest na drodze, ale po kilku dniach uświadomiłem sobie, że przecież tak naprawdę więcej nie potrzeba. Zwłaszcza jeżeli bardziej niż na osiągach zależy wam na ekonomii jazdy. Auto paliło przez okres testu w jeździe miejskiej zaledwie 6l/100 km, co jest wynikiem więcej niż przyzwoitym. Zasięg pokazywany przez komputer przez jakiś czas rósł, a nie spadał.
Przy większych prędkościach lub chęci przyspieszenia brakuje nieco dynamiki. I nie pomaga tutaj tryb sportowy, który w rzeczywistości niewiele zmienia. Ja osobiście wziąłbym jednostkę mocniejszą, ale gdy wczułem się w skórę osoby, która jeździ głównie po mieście, chce mieć nowoczesne i ładnie wyglądające auto z ekonomicznymi osiągami, to wtedy dużo bardziej mi do takiego wyboru i wcale bym go nie skreślał.

Szczególnie, gdy na co dzień jeżdżę autem palącym dwukrotność tego, co klasa A180d. Jedynym mankamentem jest delikatne opóźnienie po włączeniu silnika, system start-stop (zresztą nie tylko tutaj) jest irytująco ospały w parze z tym silnikiem. Od razu go wyłączałem.

5. No dobra, czyli ile?

To jedna z najtańszych opcji wejścia do świata Mercedesa. Jeśli miałbym wybierać pomiędzy CLA a sedanem klasy A, zdecydowanie wziąłbym tą pierwszą opcję. Natomiast w starciu klasy S sedan kontra hatchback, bez mrugnięcia okiem wybieram tę, którą widzicie na zdjęciach. To ciekawy wybór, który jest kuszącymi drzwiami do wejścia w segment premium.
Jest praktycznie, ładnie, elegancko i jeśli tylko wybierzemy rozsądny silnik, będzie także ekonomiczne. Sedany klasy A zaczynają się od 113 300 złotych za najtańszą wersję bez dodatków. To o 15 700 drożej od hatchbacka. Dla porównania CLA startuje dopiero od 125 300 złotych. Pamiętajcie jednak, że to ceny za „gołe”, najbardziej podstawowe wersje. Ostatecznie będzie drożej. Żeby jednak przekonać się do tego wyboru, wystarczy do niego wsiąść, ustawić kolor ambient puścić sobie muzykę i przejechać się wieczorem. Będziecie oczarowani.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Zrobił aplikację, bo chciał pomóc mamie. Taki hit, że rzucił pracę i założył firmę
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"