"Nie przypinam zdjęć zwłok na ścianie". Znany polski profiler obala mity z filmów i seriali

Jan Gołębiowski zapragnął zostać profilerem... po lekturze książki "Czerwony smok". Miał wtedy 14 lat. Teraz jest jednym z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie w Polsce
Jan Gołębiowski zapragnął zostać profilerem... po lekturze książki "Czerwony smok". Miał wtedy 14 lat. Teraz jest jednym z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie w Polsce Fot. Materiały prasowe CBS Reality / kadr z filmu "Czerwony Smok"
Posępni outsiderzy w idealnie skrojonych garniturach, którzy rzucą okiem na miejsce zbrodni, dotkną zwłok i powąchają nóż i już wiedzą, kto zabił. Obraz profilera policyjnego w popkulturze jest mocno wypaczony. Jak wygląda ich praca - i to w Polsce? O tym rozmawiam z najsłynniejszym polskim profilerem Janem Gołębiowskim.


"Milczenie owiec", "Portret zabójcy", "Zabójcze umysły", "Mindhunter", "Fala zbrodni", "Paradoks" - postać profilera to nośny motyw w filmach i serialach. W większości przypadków ekranowe wyobrażenie o tej profesji ma mało wspólnego z rzeczywistością.


CBS Reality w poniedziałek 3 czerwca, pokaże swoją pierwszą polską produkcję, która nieco odczaruje wizerunek policyjnego "medium". "Zawód: profiler" to seria 10 odcinków poświęconych zabójstwom i niejednoznacznym śmierciom w Polsce. – Wszystkie sprawy są prawdziwe. Pracowałem przy nich, więc opowiem o nich z własnych doświadczenia – mówi w rozmowie z naTemat prowadzący Jan Gołębiowski.

Powyżej możecie obejrzeć przedpremierowo pierwszy odcinek serii. A poniżej najsłynniejszy polski profiler przybliża nam realia swojej fascynującej pracy na rodzimym podwórku.

Profiler... to nie zawód


Wbrew tytułowi serialu w Polsce nie ma zawodu profilera. Przynajmniej w oficjalnej klasyfikacji zawodów i specjalności. – Są za to obowiązki profilera, który analizuje przestępstwo i pomaga policjantom znaleźć sprawcę. W policji pracowałem jako psycholog, a obecnie jestem psychologiem biegłym sądowym – tłumaczy Gołębiowski.

Profiler nie jest samotnym wilkiem

Profilerzy w popkulturze przedstawiani są jako łowcy, którzy działają w pojedynkę i sami łapią przestępcę, często przypłacając to zdrowiem psychicznym. Jan Gołębiowski przyznaje, że lubi pracę w grupie. Bez analiz i raportów innych specjalistów trudno byłoby stworzyć pełny profil.

Profiler jest psychologiem, więc skupia się na cechach psychicznych i osobowościowych. Lekarz sądowy np. podaje, że sprawca zadał cios lewą ręką i opisuje przyczynę zgonu, a kryminalistyk zbiera odciski palców oraz analizuje odcisk buta, by wyliczyć szacunkową wagę. Policjanci z kolei szukają powiązań między ofiarą a przestępcą. Potem wszystkie dane są przetwarzane w profil poszukiwanej osoby.

Profiler zajmuje się, a jakże, profilowaniem

Zadaniem profilera jest stworzenie profilu nieznanego sprawcy. Ogólnie mówiąc - chodzi o sporządzenie charakterystyki przestępcy tak, żeby pomogła śledczym wytypować go spośród "tłumu".


W pracy opiera się to na twardych danych, dedukcji, a czasem intuicji wynikającej z doświadczenia. W profilu znajdziemy takie informacje jak m. in. gdzie taka osoba pracuje, mieszka, jak się zachowuje, czy może występować w bazach policyjnych. Przykładowy profil w skrócie prezentuje się tak: sprawcą jest mężczyzna w wieku 30-40 lat, który znał ofiarę z widzenia i był karany za czyny nieobyczajne.

Profil pomaga też sporządzić strategię przesłuchania podejrzanego. Dzięki niemu policjant lub sam profiler będzie wiedzieć jak skonstruować pytania i jak podpytywać taką osobę, by wyjawiła pożądane informacje.

W Polsce pracuje ok. 30 psychologów policyjnych w komendach wojewódzkich. To oni najczęściej profilują przestępców. Oprócz nich zajmują się tym również biegli sądowi oraz policjanci pionu kryminalnego.

Wykształcenie psychologiczne to podstawa, ale nie konieczność

Nie istnieje zawód profilera, więc nie ma też dedykowanej szkoły "profilerskiej" (nie mylić z profilowanym). Z drugiej strony, nie ma jednej ścieżki kariery, więc można próbować na różne sposoby.

– W naszych warunkach profilowaniem zajmują się głównie psychologowie. Należałoby zatem ukończyć studia psychologiczne, ale kilku polskich profilerów ukończyło wydział prawa na kierunku kryminologia – przyznaje mój rozmówca. Następnie trzeba wstąpić do policji, a potem starać się o posadę psychologa policyjnego. Można też być zewnętrznym konsultantem.

– W moim przypadku była to wypadkowa szczęścia i uporu. Miałem już podstawową wiedzę psychologiczną i chciałem zacząć to praktykować. Aktywnie zgłaszałem się do różnych komórek policyjnych – wspomina Gołębiowski.

– Kolega ze studiów, który okazał się policjantem, zgłosił się do mnie ze sprawą seryjnego rozbójnika, który napadał na stacje benzynowe. Wiedział, że nie mam doświadczenia praktycznego, ale chciał to skonsultować właśnie z psychologiem. Potem, kiedy przeszedł z pionu kryminalnego do komórki psychologicznej pamiętał o tym i znów mnie poprosił o pomoc. Po kilku konsultacjach z zewnątrz zaproponowano mi etat psychologa policyjnego – dodaje.

Można też iść "drogą akademicką". Zrobić badanie naukowę, napisać pracę lub artykuł i jeździć z nimi na konferencje związane z kryminalistyką. Możliwe, że obecny na sali policjant czy prokurator poprosi nas potem o konsultacje przy nierozwiązanej sprawie.

Test Rorschacha jest faktycznie stosowany

Paradygmatem profilowania jest to, że każdy w swoim działaniu przejawia swoje cechy psychologiczne. To tak zwana "hipoteza projekcyjna". A jedną z nich jest test Rorschacha.

Metoda została skonstruowana w 1921 roku, ale jest nadal przydatna i wykorzystywana - nie tylko w kryminałach. Policjanci i profilerzy również pokazują kartki z plamami atramentu przesłuchiwanym osobom, by poznać cechy osobowości lub zaburzenia psychiczne.

Profiler nie ściga tylko "bestii"

Profilowanie jest wykorzystywane przez policję i prokuraturę przy różnych rodzajach przestępstw. – Połowa moich zleceń dotyczy zabójstwa lub jego usiłowania – przyznaje Gołębiowski.

Profile tworzone są nie tylko mordercom, ale też "zwyczajnym" kryminalistom. Oprócz zabójstw, dotyczą one m. in. nakłaniania do samobójstwa, rozbojów (np. napady na kioski), innej czynności seksualnej (np. molestowanie), stalking, propagowanie pedofilii, stosowanie gróźb (np. wysadzenia budynku), porwania, czy oszustwa internetowe.

W Polsce jest coraz więcej seryjnych gwałcicieli

W naszym kraju nie ma aż tylu seryjnych morderców, co w Stanach Zjednoczonych. Co nie znaczy, że nie ma ich wcale. – W serialu pokazujemy przypadek z Warszawy - miał miejsce dość niedawno, bo cztery lata temu – wyjaśnia.

– W Polsce coraz częściej niż z seryjnymi mordercami, mamy do czynienia z seryjnymi gwałcicielami – dodaje. Mój rozmówca pracuje m. in. nad sprawą związaną z bułgarskimi prostytutkami - doszło do 3 gwałtów i jednego zabójstwa. Najprawdopodobniej wszystkich dokonał ten sam człowiek.

Profiler rzadko ogląda świeże zwłoki

Profiler rzadko przyjeżdża na tak zwane "gorące" miejsce zbrodni. W filmach i serialach scena z oględzinami jeszcze ciepłego denata jest wręcz obowiązkowa.

– W swojej kilkunastoletniej karierze byłem tylko dwa razy w miejscu, gdzie jeszcze leżały zwłoki. Częściej pojawiam się po 24 lub 48 godzinach. Mamy też "Archiwum X". Obecnie moja najstarsza sprawa ma 30 lat, oględziny miejsca zdarzenia mają wtedy zupełnie innych charakter – przyznaje rozmówca. Niezwykle pomocne w jego sprawach są też... mapy Google.

Nie wiesza się zdjęć zwłok na ścianie, ale mapy czasem tak

Mieszkanie lub gabinet filmowego profilera zwykle jest "udekorowane" drastycznymi zdjęciami zwłok. W serialu CBS Reality również będzie taka scenografia. To jednak pewne ustępstwo, by uatrakcyjnić program.

– W swojej pracy oczywiście nie wieszam takich zdjęć – przyznaje Gołębiowski. – Jeśli ktoś ma do czynienia z takimi widokami na co dzień, w aktach, to nie ma sensu jeszcze tym epatować na ścianie – dodaje.

Papierowe mapy jeszcze do niedawna były rzeczywiście rozwieszane przez profilerów, ale ustępują elektronicznym mapom Google oraz opcja Street View, które pozwala zdalnie podejrzeć okolicę popełnienie przestępstwa - czy miejsce jest trudno dostępne, gdzie są szlaki komunikacyjne.

Najtrudniejsze są rozmowy z rodziną ofiary

Praca profilera jest w popkulturze ukazywana dwojako: albo sensacyjnie, albo paranormalnie. Tak naprawdę praktyka zbytnio nie różni się od typowej pracy policyjnej (która też jest podkoloryzowana na ekranie). Jest więc dużo siedzenia z nosem w papierach, ale i wyjście w teren.

Etapy profilowania:
- analiza akt i materiałów poglądowych
- oględziny miejsca zdarzenia
- uczestnictwo w czynnościach policyjnych (przesłuchania, wizja lokalna, okazanie)
- wywiady ze świadkami i rodziną ofiary
- konfrontacja z obecnym stanem wiedzy i kazuistyką

Co jest w tym wszystkim najgorsze? – Do zdjęć zwłok można przywyknąć i nie jest to tak obciążające emocjonalnie jak kontakt z rodziną ofiary. Tylko raz w życiu dałem swój prywatny numer telefonu. Przekazałem go babci zabitej ofiary, która nie mogła sobie poradzić ze stratą – przyznaje.

Profil jest zawsze przydatny, ale nie zawsze pokrywa się idealnie ze sprawcą

Profil musi być przede wszystkim pomocny śledczym. – Dla mnie sukcesem jest moment, w którym śledczy lub prokurator mówi, że mój profil się do czegoś przydał. Największy sukces jest wtedy, kiedy przychodzi do mnie drugi raz i zamawia kolejny profil do nowej sprawy. Każdy profil składa się z kilku wersji, które tworzą swoistą mapę do czynności śledczych. Systematyzuje dane. Policjanci nieraz mówili mi, że spojrzenie z zewnątrz, okiem psychologa, rzuciło im nowe światło na sprawę.

Każda sprawa jest inna, a większość profili jest trafna w pewnym stopniu. – Nie miałem jeszcze przypadku, w którym nie trafiłbym w ogóle lub trafił w 100 proc. Czasem dwie wersje z profilu złożone w jedną całość pokrywają się w pełni z przestępcą – tłumaczy Jan Gołębiowski. Jest też wiele niewykrytych spraw, trudno więc ocenić, czy miało się ostatecznie rację.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...