
To był pomysł na miarę XXI wieku. W Polsce od ponad dziesięciu lat funkcjonuje Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które dokonuje analizy zagrożeń w naszym kraju – choćby tych pogodowych. Od jakiegoś czasu RCB rozsyła też wiadomościami tekstowymi alerty o groźnych zjawiskach. Rzecz w tym, że usługa działa trochę tak jakby chciała, tylko nie mogła.
REKLAMA
Najpierw była długa susza, a potem nagle zaczął padać deszcz. I to nie taki przelotny. W ostatnich dniach przed wyborami do europarlamentu opady na południu Polski były tak duże, że lokalnie zaczęły się podtopienia. Sytuacja była na tyle zła, że politycy PiS przerwali kampanię wyborczą i ruszyli na wały.
Wybory już za nami, a południu Polski sytuacja też jest już opanowana, ale wysoka woda ruszyła Wisłą wgłąb kraju. Wraz z wodą przez kolejne regiony wędrują też wiadomości rozsyłane przez RCB.
Sam też taką otrzymałem. "Uwaga! Fala wezbraniowa na Wiśle w woj. mazowieckim – kulminacja we wtorek i środę. Nie zbliżaj się do rzek" – czytam w smsie, którego w poniedziałek dostałem... trzykrotnie w ciągu niespełna dwóch godzin. Taką samą liczbę wiadomości otrzymał mój znajomy.
Informacja o rozesłaniu komunikatu pojawia się też na stronie RCB. "W poniedziałek (27 maja), w związku z falą wezbraniową na Wiśle ALERT RCB otrzymali mieszkańcy zagrożonych powiatów położonych wzdłuż rzeki: garwolińskiego, grójeckiego, piaseczyńskiego, otwockiego, warszawskiego zachodniego, legionowskiego, nowodworskiego, sochaczewskiego, płońskiego, płockiego oraz Warszawy i Płocka. Wg prognoz fala wezbraniowa przekroczy stany alarmowe, a w powiecie otwockim i w Warszawie stan ostrzegawczy" – czytamy.
Ktoś zapyta – w czym problem, że ostrzegają trzy razy. Właściwie w niczym. Gorzej, że kilka osób, które w poniedziałek w tym samym czasie były nawet nie tyle w tym samym mieście, co po prostu obok mnie (w pracy), żadnych wiadomości nie otrzymało. I to chyba problem nie tylko u nas, bo wystarczy zajrzeć do sieci, żeby zobaczyć, że takich osób w Warszawie było więcej:
Powiedzmy, że w Warszawie utopić się w Wiśle jest jednak generalnie ciężko, jeśli się o to człowiek po prostu nie postara. Ale przecież nie zawsze będzie chodziło tylko o podwyższony stan wody, a smsy nie przychodzą. Dlatego takie zjawisko jest niepokojące. Po prostu wiadomości nie docierają do Polaków.
Jak to w ogóle działa?
RCB rozsyła smsy do osób na zagrożonych terenach mniej więcej od roku. Pilotaż systemu ruszył bowiem pod koniec czerwca na bazie porozumienia podpisanego między innymi przez RCB, MSWiA oraz przedstawicieli operatorów. W pełnej formie program wystartował w grudniu zeszłego roku.
RCB rozsyła smsy do osób na zagrożonych terenach mniej więcej od roku. Pilotaż systemu ruszył bowiem pod koniec czerwca na bazie porozumienia podpisanego między innymi przez RCB, MSWiA oraz przedstawicieli operatorów. W pełnej formie program wystartował w grudniu zeszłego roku.
Jak to działa? – Alert RCB powstaje w oparciu o informacje o potencjalnych zagrożeniach. Po analizie i ocenie prawdopodobieństwa wystąpieni zagrożenia, dyrektor RCB podejmuje decyzję o wysłaniu smsów – Alertu RCB. Sama wysyłka jest po stronie operatorów telefonii komórkowej. My jako RCB nie wysyłamy żadnych smsów i nie gromadzimy żadnych danych o użytkownikach telefonów komórkowych – mówi w rozmowie z naTemat Bożena Wysocka z RCB.
Taki sms zawiera informację o rodzaju zagrożenia oraz o czasie, kiedy należy się go spodziewać. Dodatkowo znajdziemy w nim poradę, jak się zachować. "Zabezpiecz rzeczy, które może porwać wiatr", "Nie zbliżaj się do rzek" itp.
Jeśli nie ma smsa, to winny jest operator
Szkoda tylko, że nie do każdego takie informacje docierają. Dlaczego tak się dzieje? – Powody niedostarczenia smsa mogą być różne. Może to być np. chwilowy brak zasięgu, gdy operator tworzy tzw. bazę numerów. Wtedy nasz numer nie zostanie uwzględniony w puli, do których SMS ma zostać wysłany – mówi Wysocka i dodaje: – Może zdarzyć się też tak, że dostaniemy wiadomość z Alertem RCB, gdy będziemy poza terenem zagrożonym. Dzieje się tak, gdy się przemieszczamy i w chwili tworzenia wspomnianej wcześniej bazy przez operatorów byliśmy w obszarze, na który miał zostać wysłany Alert RCB.
Szkoda tylko, że nie do każdego takie informacje docierają. Dlaczego tak się dzieje? – Powody niedostarczenia smsa mogą być różne. Może to być np. chwilowy brak zasięgu, gdy operator tworzy tzw. bazę numerów. Wtedy nasz numer nie zostanie uwzględniony w puli, do których SMS ma zostać wysłany – mówi Wysocka i dodaje: – Może zdarzyć się też tak, że dostaniemy wiadomość z Alertem RCB, gdy będziemy poza terenem zagrożonym. Dzieje się tak, gdy się przemieszczamy i w chwili tworzenia wspomnianej wcześniej bazy przez operatorów byliśmy w obszarze, na który miał zostać wysłany Alert RCB.
Takie wytłumaczenie oczywiście ciężko zrozumieć, kiedy smsów nie dostaje tak wiele osób. A takich "haczyków" jest więcej.
– Wiadomości są rozsyłane do osób, które przebywają na terenie zagrożonym. To, gdzie mieszkamy w rzeczywistości lub gdzie jesteśmy zameldowani, nie ma znaczenia. Czyli dla przykładu: jeśli mieszkaniec Krakowa przyjedzie do Warszawy w czasie uruchomienia Alertu RCB i będzie podłączony do sieci komórkowej, otrzyma taką wiadomość – kontynuuje.
Inaczej mówiąc ostrzeżenia trafiają do nas nie dlatego, że np. jesteśmy zameldowani w Warszawie (a tam akurat idzie fala wezbraniowa), a dlatego, że jesteśmy w tym mieście i łączymy się z masztem telekomunikacyjnym obsługującym ten teren. Najmniejszy obszar, którego dotyczą ostrzeżenia, to powiat.
Warto też zauważyć, że ostrzeżenia dotyczą wszystkich numerów w sieci i każdy powinien je dostać. Nie da się z nich zrezygnować i są one całkowicie darmowe.
– RCB ostrzega też w inne sposoby: w mediach, poprzez swoją stronę internetową, wreszcie przez social media. Zawsze apelujemy też, aby przekazywać nasze ostrzeżenia – podsumowuje Wysocka.
