Dlaczego słońce chce w tym roku usmażyć Polakom mózgi?! Ekspert wyjaśnia jak dziecku, co się wyprawia z pogodą

Niemal w całym kraju upały. Dlaczego słońce tak grzeje? Fot. NASA
Żar leje się z nieba już kolejny tydzień, w ciągu dnia nie da się wytrzymać na słońcu, wieczorem temperatury też sięgają 30 stopni C. Taką niespodziankę zrobiło nam ciepłe powietrze z Afryki. Skąd tyle słońca? Co to za zmiany? I czego się po nich spodziewać? Prof. dr hab. Rajmund Przybylak z Katedry Meteorologii i Klimatologii na UMK w Toruniu, który zajmuje się zmianami klimatu, wyjaśnia – o co właściwie chodzi.


Dlaczego to słońce tak grzeje? Żyć się nie da w ostatnich dniach.

Prof. Rajmund Przybylak: Naświeciło go faktycznie i świeci coraz więcej w ostatnich latach. To efekt tego, co już w zasadzie jest widoczne gołym okiem. Nie zrobiłem jeszcze badań na ten temat, ale to widać i nie tylko ja to zauważam. Na jednej z konferencji też o tym mówiono. Zmieniła się cyrkulacja atmosferyczna. Kiedyś w lecie przeważała cyrkulacja zachodnia. Ona wciąż przeważa, ale dużo mniej. I to jest ta sytuacja, którą mamy teraz – że jest coraz częściej napływ gorącego powietrza z południa.

Na czym polega różnica? Wyjaśnijmy, jak dziecku.

Przy strefowej cyrkulacji (zachód-wschód) latem napływały do nas masy powietrza znad chłodnego Atlantyku. Co oznaczało, że lato było deszczowe, było chłodniej i mniej słońca. Natomiast gdy cyrkulacja zmieniła się teraz na południkową i jeszcze na dodatek częściej napływa z południa niż z północy, to mamy mniejsze zachmurzenie (w tym inny rodzaj chmur), w konsekwencji jest cieplej i bardziej słonecznie. 

Skąd dokładnie napływa to powietrze?

Konkretnie z północnej Afryki. Co powoduje, że w Polsce jest cieplej niż w Hiszpanii i innych krajach Europy Zachodniej, bo tam jest wręcz chłód. Do nas cyrkulacja leci z południa, znad Sahary, gdzie jest 40 stopni, więc jest gorąco. A do nich z północy, znad Arktyki, gdzie jest 0 stopni, więc jest chłodno. Tak jest akurat teraz. Ale za jakiś czas może do nas napłynąć powietrze także z północy i wtedy poczujemy kilka dni ulgi.
To upały. A samo słońce, które jest tak ostre?


Usłonecznienie, czyli czas dopływu promieniowania słonecznego bezpośrednio do powierzchni ziemi, też się zwiększyło. To również jest związanie z cyrkulacją. Zachodnia cyrkulacja niesie z reguły niskie chmury, typu stratocumulus i nimbostratus. To takie ciemne chmury, które absolutnie nie przepuszczają promieniowania słonecznego i często dają opady. Natomiast południkowa cyrkulacja niesie piękne chmury, cumulusy, które mamy teraz. Jak się rozbudują do większych rozmiarów (najczęściej po południu) to nazywają się cumulonimbusami, czyli chmurami burzowymi. To są pojedyncze chmury, które także ze względu na swoją budowę zawierają z reguły przestrzenie otwarte, szczególnie dużo błękitnego nieba jest na początku dnia.

To zupełnie inny rodzaj zachmurzenia i dlatego mamy tyle słońca. Od jakiegoś czasu obserwujemy większe usłonecznienie i ewidentnie ma to związek ze zmianą cyrkulacji, która powoduje z kolei zmianę rodzaju zachmurzenia. Nikt tych zmian jeszcze nie badał, choć dane są.
Co jeszcze ma wpływ na tę większą ilość słońca w Polsce?

O samej intensywności promieniowania słonecznego decyduje zanieczyszczenie powietrza, które u nas polepszyło się po 1990 roku. Przemysł upadł i z tego powodu atmosfera się znacząco oczyściła. Ale tu chodzi tylko o jej wpływ na intensywność, nie ma ono wpływu natomiast na czas dopływu promieniowania słonecznego. W tym względzie najważniejsza jest cyrkulacja i zachmurzenie. 

Zaskakuje pana to, co teraz mamy w pogodzie? Mamy czerwiec, a wieczorem temperatura sięga 30 stopni.

To nic nadzwyczajnego, jeśli chodzi o wysokość temperatury. Ale chodzi o to, że takie dni występują coraz częściej. Niezwykła jest także ich długotrwałość. Fale upałów są zatem coraz częstsze i dłuższe.

Od kiedy obserwuje pan zmiany w cyrkulacji i klimatu w Polsce?

W ostatnich latach. Szczególnie widać to w XXI wieku. Wyraźnie zauważa się np. większą liczbę dni gorących, z temperaturą maksymalną powyżej 25 stopni i upalnych, tak jak mamy teraz – z temperaturą powyżej 30 stopni. Na wykresach, które robimy, to czerwone kolory, które ilustrują ciepło pojawiają się szczególnie w ostatnich 20 latach. To należy wiązać ze zmianą cyrkulacji. Nie ma już tak jak kiedyś, że deszcz mógł padać przez tydzień. Choć były lata, że było nawet goręcej niż teraz. Ale teraz zdarza się to bardzo często.

Cyrkulacja zwariowała?

Staje się bardziej dynamiczna, bo jest więcej energii, pary wody, ciepła w atmosferze. Stąd groźne zjawiska. Przewidujemy, że w przyszłości będzie więcej trąb powietrznych czy cyklonów tropikalnych, burze będą intensywniejsze. W Polsce również. Stąd noce tropikalne, które też ostatnio mieliśmy.

Skąd te zmiany cyrkulacji?

Nie można wykluczyć, że ma to związek z globalnym ociepleniem. Cyrkulacja atmosferyczna kiedyś była zaliczana jako czysto naturalny czynnik. Ale teraz z pewnością nie można jej już tak traktować. Efekt cieplarniany zmienia bilans radiacyjny atmosfery, a to ma wpływ na zmianę temperatury i ciśnienia.

Być może ocieplenie Arktyki też znacząco na to wpływa. Właśnie to badamy, bo tam też następuje zmiana cyrkulacji, wir polarny się rozpada i to ma perturbacje na cyrkulacje w naszej strefie. To wszystko jest skomplikowane. Polska ociepla się podobnie jak cała kula ziemska. Jeśli tak się ocieplamy, to czy już dziś w ciemno można założyć, jaka będzie pogoda np. latem 2020?

W 2018 roku kwiecień i maj był bardzo gorący, w tym roku maj był chłodny. Trudno to przewidzieć, natomiast przy takim ociepleniu jest duże prawdopodobieństwo, że lata w Polsce będą cieplejsze. Mamy też wyliczenia, że lato w Polsce się wydłuża. Zaczynało się 1 czerwca i trwało do końca sierpnia. A teraz zaczyna się wcześniej i kończy we wrześniu.

Przy tym, co obserwujemy, te zmiany będą korzystne dla ruchu turystycznego w Polsce.
Dziś żar leje się z nieba, ale ci co planują urlop w lipcu mogą jednak obawiać się, że jak wyjadą nad morze, zaraz spadnie deszcz.

Mniejsze jest takie prawdopodobieństwo w porównaniu do poprzednich lat. Kiedyś lipiec, który jest najbardziej deszczowym miesiąc w Polsce, nie był często najlepszy dla wypoczynku, szczególnie nad morzem. Ale jeśli taka cyrkulacja, jaką mamy teraz, będzie się utrzymywała, to częściej polskie lato będzie ciepłe niż chłodne.

Niewykluczone, że kiedyś będą u nas tylko ciepłe lata. Mówi się, że z powodu ocieplenia Riwiera Francuska przeniesie się nad Bałtyk – do Polski, ale też do Szwecji, Finlandii. Bo nad Morzem Śródziemnym (np. południowa Francja, Włochy, Hiszpania) będzie za gorąco i nikt nie będzie chciał tam jechać. I może wtedy u nas nad morzem też wyrosną kiedyś takie wielkie hotele, jak tam.

Myśli pan, że to możliwe?

Strefy klimatyczne przesuwają się na północ. Kto wie? Może w drugiej połowie tego wieku tak będzie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...