Nowy minister edukacji groził dziennikarce. "Jeszcze raz pani powtórzy 'wyrok skazujący', to panią pozwę"

Minister edukacji był gościem Radia Zet. Prowadząca nadepnęła mu na odcisk
Minister edukacji był gościem Radia Zet. Prowadząca nadepnęła mu na odcisk Screen z twitter.com/Gosc_RadiaZET
Atmosfera w audycji Radia Zet była bardzo napięta - omal nie skończyła się pozwem sądowym. Nowy minister edukacji Dariusz Piontkowski był gościem Beaty Lubeckiej. Dziennikarka wypomniała mu sprawę sprzed lat i użyła słów "wyrok skazujący". To mocno rozgniewało szefa MEN.


Przypomnijmy, że Piontkowski był oskarżony o przywłaszczenie w 2008 r. funkcji publicznej. Chodziło o to, że zdaniem prokuratury podpisywał dokumenty jako marszałek województwa po głosowaniu nad jego odwołaniem i powołaniem następcy.

Dziennikarka zadała na antenie pytanie od jednego ze słuchaczy: "Czy wypada osobie skazanej prawomocnym wyrokiem piastować stanowisko ministra edukacji. Czy to dobry przykład dla młodzieży?".

Minister zaczął tłumaczyć, że zdaniem nieżyjącej już dyrektor generalnej i według prawa można było podpisać te dokumenty, ponieważ funkcję pełni się do końca dnia, w którym nastąpiło odwołanie.

– Zdaniem nieżyjącej już dyrektor generalnej można było je podpisać. Interpretacja sądu w tej sprawie była inna. Sąd umorzył postępowanie stwierdzając, że podpisanie dokumentów dotyczących tych dwóch osób ani nie naraziło Skarbu Państwa na jakąkolwiek stratę, ani ja nie przywłaszczyłem żadnych środków, bo niektórzy mogliby sugerować, że zrobiłem to z jakichś innych pobudek. Nie było więc żadnego wyroku skazującego tylko umorzenie postępowania – mówił minister.


– Nie no, wyrok skazujący był... – poprawiła Lubecka. I wtedy się zaczęło.

– Jeśli jeszcze raz powtórzy pani "wyrok skazujący" to panią pozwę do sądu – zapowiedział Piontkowski. Zapewniał, że "było umorzenie postępowania, ponieważ nie było stwierdzone, abym naraził na szkodę finanse publiczne ani przywłaszczył sobie pieniądze, natomiast interpretacja sądu była inna".

Szef MEN przyznał, że zdania prawników były podzielone. – To była sprawa precedensowa. Dziś nie ma wątpliwości, że wraz z odwołaniem nie można podpisywać dokumentów – podsumował. Jednak dziennikarka nie ustąpiła.

– Czemu się pan nie odwoływał od tego wyroku, skoro się pan z nim nie zgadzał? – zapytała.

– Uznałem, że dalsze postępowanie niewiele tutaj zmieni, dlatego nie odwoływałem się. Orzeczenia, nie wyroku. Gdyby był wyrok skazujący, nie mógłbym pełnić funkcji publicznych i straciłbym wtedy mandat poselski – zapewnił minister Piontkowski.

W tym przypadku skończyło się na groźbie. Jednak ministerstwo sprawiedliwości jest bardziej nieugięte - pozwie profesorów z UJ za to, że skrytykowali nowelizację Kodeksu karnego.

Źródło: Radio ZET

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nobel z ekonomii trafił w dobre ręce. Ci ludzie pomogli 5 milionom dzieci
0 0Koniec papierowych legitymacji! Szkoły wprowadzają w życie nowe przepisy MEN

NIE TYLKO POLITYKA

Sephora 0 0Udział w tym projekcie dużo nam dał". Współzałożycieli TOBO + MALA o programie dla kobiet
Rankomat 0 0Wyprawka dla niemowlaka. Co trzeba kupić i z jakim wydatkiem należy się liczyć?
OPINIA 0 0Koalicja wpadła w identyczną pułapkę, z jaką przez lata walczył PiS
CYTATY 0 0Pięć ważnych cytatów, które doskonale oddają nową sytuację w Polsce