"Czas się otrząsnąć". Posłanka PO pojechała w Polskę – teraz opowiada, jak wygląda kampania

Posłanka Kinga Gajewska (PO) na spotkaniu z wyborczyniami.
Posłanka Kinga Gajewska (PO) na spotkaniu z wyborczyniami. fot. Kinga Gajewska / Twitter
– Myślę, że posądzanie polityków Platformy o bezczynność jest niesprawiedliwe – mówi posłanka tej formacji Kinga Gajewska. W rozmowie z naTemat opowiada o swoich spotkaniach z ludźmi i o tym, co PO zrobi inaczej w kampanii wyborczej do parlamentu.


Anna Dryjańska: Na Twitterze napisała pani kilka dni temu, że Platforma idzie śladami Bartosza Arłukowicza – jest wśród ludzi, dla ludzi i rozmawia z mieszkańcami mniejszych miejscowości. Dlaczego to odkrycie przyszło tak późno? Przecież to polityczne ABC.


Kinga Gajewska: Nie nazwałabym tego odkryciem. Sama już od kilku lat prowadzę kampanię permanentną, podobnie robi wielu moich kolegów z ław poselskich.

Co to jest kampania permanentna?

Nieustający kontakt z ludźmi, który trwa od wyborów do wyborów. Spotkania, rozmowy na ulicy, rozdawanie ulotek, obecność na wydarzeniach i uroczystościach… To nie jest coś, co powinno się robić dopiero na kilka miesięcy przed głosowaniem, ale przez cały czas.


Dlatego nazwałam to kampanią permanentną, choć oczywiście nie jest to kampania z formalnego punktu widzenia. Ta oficjalnie zaczyna się dopiero po ogłoszeniu daty wyborów.Cały czas widać na Twitterze, że gdzieś pani jedzie, w czymś uczestnicy, z kimś rozmawia. Na tle kolegów z partii wydaje się pani wyjątkiem, a nie regułą. Nie niepokoi to pani?


Są różne typy polityków: jedni lubią bezpośrednie akcje, tak jak ja, inni spełniają swoje obowiązki spotykając się z wyborcami w swoich biurach poselskich. Tych drugich oczywiście nie widać jak tych pierwszych, ale to nie znaczy, że nie pracują.

Poza tym nie wszyscy posłowie dokumentują swoją aktywność na Facebooku czy Twitterze. To jednak nie znaczy, że się nie starają.

Potem jednak przychodzą wybory i okazuje się, że są miejsca, gdzie nie widziano ani kandydatów Platformy, ani nawet ich plakatów.

Posłowie PO odwiedzili każdy powiat w Polsce. Myślę, że posądzanie ich o bezczynność jest niesprawiedliwe.

Ostatnio nawet zrobiliśmy bilans: zorganizowaliśmy ponad 800 Klubów Obywatelskich, 100 spotkań Sprawa Polek, 80 spotkań Polska Seniora i 400 spotkań POrozmawiajmy. A przecież do tego nie wliczają się indywidualne spotkania posłów i senatorów.To skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle?

Musimy bardziej skupić się na mniejszych miejscowościach i właśnie to teraz robimy. Nie ma odpoczynku! Nie ma wakacji! Wybory parlamentarne już jesienią.

Może po prostu nie wszyscy członkowie PO są gotowi chodzić na targi i tańczyć, jak pani?

Jesteśmy bardzo zdeterminowani, będziemy walczyć o każdy głos. Politycy mają różne temperamenty, ale wszyscy będziemy blisko wyborców. I będziemy bardziej pokazywać to w internecie.

Czy coś panią zaskoczyło podczas tej "permanentnej kampanii"?

Zdziwiło mnie, że nie ma hejtu, który przelewa się w internecie. Twarzą w twarz ludzie zachowują się zupełnie inaczej. Nawet jeśli nas nie popierają, to po prostu odkładają ulotkę, nie ma nienawiści.

Żadnych incydentów? Ścięć? Trudno w to uwierzyć.

Raz na jakiś czas się zdarzają, ale ich temperatura jest nieporównanie niższa niż to, co się dzieje w sieci, gdzie funkcjonują już niemal zawodowi hejterzy.

Częściej się jednak zdarza, że ludzie prezentują bardzo pozytywne emocje. Już kilka razy ktoś mnie przytulił, podziękował. Wiele osób się uśmiecha, cieszy z tego, że jesteśmy z nimi. To niesamowita energia.

O co pytają panią wyborcy?

Pytają, czy Platforma ma program…

Skoro o to pytają, to znaczy, że dobrze nie jest.

…i ja wtedy odpowiadam, że owszem i pokrótce przedstawiam jego najważniejsze punkty: pensje na europejskim poziomie, obniżenie podatków, podwyżki dla nauczycieli, edukacja seksualna, znieczulenie porodowe na życzenie każdej kobiety, która rodzi i inne prawa kobiet, takie jak przywrócenie dostępu do antykoncepcji awaryjnej bez recepty, pakiety onkologiczne dla chorych…

Przywrócenie gimnazjów?

O to ludzie pytają bardzo często. Odpowiadam, że nie, bo nie chcemy dokładać się do chaosu w szkołach, który zrobił PiS. Ale z pewnością, oprócz podwyżek dla nauczycieli, chcemy ulżyć uczniom, by ich plecaki nie były tak ciężkie.

Ale ludzie często też podchodzą by życzyć powodzenia, albo po prostu się przywitać. To bardzo miłe.Które spotkanie z wyborcami w ostatnim czasie sprawiło pani najwięcej radości?

Chyba taniec ze studentkami Uniwersytetu Trzeciego Wieku w moim rodzinnym Błoniu. To jest mój żywioł.