
Tym razem Jarosław Kret nie ma ani dobrej, ani złej prognozy pogodowej. Jest fatalna. Popularny prezenter telewizyjny uważa, że anomalie pogodowe są zwiastunem nadciągającej katastrofy klimatycznej.
– Gdy byłem dzieckiem, temperatura 31 stopni w Polsce to był już szok. W ostatnich latach mamy często 35 i wcale nas to nie dziwi. Nikt nie chce zrozumieć, że jesteśmy świadkami strasznych zmian w klimacie – stwierdził w "Fakcie" Jarosław Kret.
W środę, 26 lipca, padł rekord ciepła. W Lubuskiem odnotowano temperaturę wynoszącą... 38,2 st. C. Co nie znaczy, że w innych miejscach Polski było o wiele chłodniej. Klimat nam się zmienia, niestety na minus. A będzie jeszcze gorzej.
Rzecz jasna, zagrożenie dotyczy nie tylko Polski. – W lutym w Ameryce miały miejsce gigantyczne spadki temperatury. Donald Trump dziwił się wtedy: jak to jest, że niby klimat się nam ociepla, a tu nagle mamy minus 30. Mógł do mnie zadzwonić, to bym mu wszystko wyjaśnił – przyznał pół żartem, pół serio.
– 15 lat temu mieszkałem w Indiach i wówczas szokiem było 46 stopni w cieniu. W tym roku w Indiach temperatura na początku czerwca sięgała 53 stopni – przyznał.
Kret nie jest odosobniony w swoich przewidywaniach. Zdaniem naukowców kolejne lata w Polsce (i nie tylko) będą jeszcze trudniejsze do zniesienia, grożą nam też okrutne susze. Niedawno całym światem wstrząsnął raport z Australii, który zwiastuje ekologiczny armagedon w 2050 roku.
Źródło: fakt.pl
