"Jak rozkapryszone dzieci". Danuta Hübner krytykuje polityków PiS po serii porażek w PE

Mateusz Morawiecki oraz byli ministrowie PiS, którzy obecnie zasiadają w ławach PE zabłysnęli ostatnio w UE.
Mateusz Morawiecki oraz byli ministrowie PiS, którzy obecnie zasiadają w ławach PE zabłysnęli ostatnio w UE. Fot. Grzegorz Bukała / Agencja Gazeta / Oprac. naTemat.pl
O klęsce Zdzisława Krasnodębskiego w wyborach na wiceszefa PE oraz o zachowaniu Witolda Waszczykowskiego, Anny Zalewskiej i Beaty Szydło pierwszego dnia w europarlamencie mówi się w Polsce sporo. Ale czy tak samo jest w Brukseli czy Strasburgu? naTemat zapytał o to Danutę Hübner, pierwszą polską komisarz w UE i europosłankę EPL, która w maju zostałą wybrana na kolejną kadencję.


Adam Nowiński: "To głosowanie to małostkowy odwet za wyniki szczytu UE", " To zemsta na Polsce za pomieszanie szyków najważniejszym państwom" – tak przegrane przez PiS głosowanie na wiceprzewodniczących PE komentowali Beata Mazurek i Ryszard Czarnecki. A co mówi się w unijnych kuluarach na temat tego głosowania i zachowania posłów PiS?


Danuta Hübner: My Polacy ogólnie mamy zawsze takie przekonanie, że wszyscy zawsze mówią o Polsce i generalnie przeceniamy też rolę wiceprzewodniczących PE. To jest duże grono, ale nie wszyscy (wiceprzewodniczący – red.) odgrywają znaczącą rolę. Owszem są delegacje narodowe, które stawiają takie stanowisko ponad przewodniczenie poszczególnej komisji. Ale faktem jest, że przedstawiciel polskiej partii rządzącej nie dostał się do tej czternastki wiceprzewodniczących.


To pokłosie negocjacji w Radzie Europejskiej dotyczących kandydatów na szefa Komisji Europejskiej i sprzeciwu posłów PiS wobec kandydatury Timmermansa?

Nie można założyć, że dla niektórych osób w europarlamencie było bez znaczenia to, jaką twarz pokazały państwa wyszehradzkie, a w szczególności Polska.

O jakim wizerunku tu mówimy?

Pieniacza, niewiarygodnego partnera, który jest dobry w odrzucaniu pomysłów, a nie ma w sobie genu konstruktywności i szukania pozytywów. W związku z tym wynik głosowania na wiceprzewodniczących był taki, jaki wszyscy widzieliśmy. Nie pomogło nawet to, że szefostwo EPL ma swoje sympatie do części ugrupowania, w którego skład wchodzi PiS, a Manfred Weber namawiał do wspierania kandydatur EKR.


Nie da się jednak ukryć, że zachowanie przedstawicieli naszej części Europy, w tym polskiej delegacji w Radzie Europejskiej miało tu wpływ. Chodzi zwłaszcza o takie brutalne ataki skierowane przeciwko Fransowi Timmermansowi, który tutaj w Unii jest postrzegany jako obrońca podstawowych wartości EU oraz zwolennik silnej Unii i paradoksalnie także obrońca Polaków, ich demokracji i sądów.

Można byłoby zrozumieć, gdyby chodziło tylko o fakt, że kraj członkowski ma wewnętrzny problem z danym kandydatem. Ale atakowanie polityka tak proeuropejskiego i to w taki sposób, było niewytłumaczalne i niezrozumiałe dla europarlamentarzystów. Polski rząd nie trafił ze strategią podczas negocjacji. Taka strategia nie cieszy się popularnością w Unii.

Nie trafił czy właśnie pokazał, że nie rozumie Unii Europejskiej, jej mechanizmów i zasad, którymi się kieruje?

Wystąpiliśmy trochę jak takie rozkapryszone dzieci, które nie chcą tego, co im dają, ale nie mają innego pomysłu. Te alternatywne kandydatury, nazwiska, które podawano (zamiast Timmermansa – red.), nie były propozycjami składanymi na poważnie. Szkoda, bo wyszliśmy na tych przegranych – nie tylko my, ale ogólnie nasza część Europy.

Przegranych? Ale przecież PiS ogłosił, że wybór na Ursuli von der Leyen na kandydatkę RE na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej to jego zwycięstwo?

Nie jest przesądzone, że ona zostanie przewodniczącą KE. Po pierwsze ze względu na to, że zależy to od Parlamentu Europejskiego. Patrząc jak Rada potratowała Parlament przy tym wyborze – po macoszemu – może skutkować inną decyzją europosłów, którzy odebrali takie postawienie sprawy jako policzek.

Kolejnym może być zachowanie samej Ursuli von der Leyen, która po ogłoszeniu nominacji powiedziała, że dowiedziała się o niej dzień wcześniej i nie jest przygotowana, żeby dać jej czas. To co mają powiedzieć kandydaci frakcji UE, którzy przygotowywali się miesiącami na walkę o to stanowisko? Jeszcze nie wszystko jest przesądzone w tej sprawie.
Czy w kuluarach europarlamentu mówi się o tym, że posłowie PiS demonstracyjnie siedzieli podczas hymnu Unii?

Trzeba przypomnieć, że siedzenie podczas odgrywania "Ody do radości", nie jest pierwszym takim przypadkiem. Eurosceptycy w PE i ich następcy regularnie to robią. Ale zauważmy, że to nie było zwykłe posiedzenie izby – ono otwierało nową kadencję Parlamentu. To był szczególny moment dla wszystkich europosłów.

Nie okazując szacunku jednemu z niewielu symboli Unii, politycy PiS pokazali brak szacunku całej izbie w imieniu tych, którzy na nich głosowali.