Była żona chce od Boruca 20 tys. zł miesięcznie na dziecko. Wyjaśniamy, skąd się biorą stawki alimentów

Artur Boruc i jego żona spierają się publicznie o kwotę alimentów, jaką ma dostawać ich dziecko.
Artur Boruc i jego żona spierają się publicznie o kwotę alimentów, jaką ma dostawać ich dziecko. fot. @arturboruc / instagram
Artur Boruc poskarżył się, że jego była żona Katarzyna Modrzewska chce, by sąd zwiększył alimenty, które płaci na 11-letniego syna z 15 na 20 tys. zł miesięcznie. Sam piłkarz chce obniżenia tej kwoty do 5 tys. zł. – Rozwiązaniem tego problemu byłoby wprowadzenie tabel alimentacyjnych – mówi naTemat Robert Damski, komornik sądowy i członek zespołu ds. alimentów przy Rzeczniku Praw Obywatelskich.


Anna Dryjańska: Artur Boruc chce płacić znacznie mniejsze alimenty na syna, zaś jego była żona dąży do wyraźnego zwiększenia tej kwoty. Często spotyka się pan z takimi sytuacjami?

Robert Damski: Cały czas. Sądy rodzinne są nimi zawalone. W tym przypadku nietypowa jest tylko kwota.

Jaki jest przebieg wojen o alimenty na dziecko?

Nie chcę oceniać tej konkretnej sytuacji, odniosę się do ogółu spraw, z jakimi mam do czynienia. Zazwyczaj obie strony, mówiąc kolokwialnie, nieco "cwaniakują".

Strona pozwana o alimenty na dziecko, zwykle mężczyzna, kombinuje, by wykazać się jak najmniejszymi dochodami, by uniknąć uderzenia po kieszeni, a strona pozywająca, z reguły kobieta, żąda więcej, niż wynosi utrzymanie dziecka na poziomie sprzed rozstania z partnerem, bo obawia się tego, że sąd tę kwotę zmniejszy.


W efekcie, zasądzane alimenty mogą być zaniżone lub nie przystawać do możliwości finansowych osoby, która ma je płacić. Zdarza się, że sytuacja strony zobowiązanej do płacenia alimentów się pogarsza – ojciec nie może płacić, bo zachorował, miał wypadek…


Czasami matka potrafi wnieść sprawę do sądu o zwiększenie kwoty alimentów, bo zobaczy na Facebooku zdjęcia byłego partnera z wakacji i stwierdza, że skoro ma pieniądze na urlop, to alimenty powinny być większe.

15 tys. zł miesięcznie, które Artur Boruc płaci jako alimenty na syna, pewnie przyprawia większość Polaków o zawrót głowy. Czym kieruje się sąd wyznaczając kwotę alimentów?

Sąd ma kierować się sumieniem, potrzebami dziecka i zdolnościami zarobkowymi rodzica pozwanego o alimenty.Z jaką kwotą alimentów najczęściej pan się spotyka?

500 zł.

Przecież za te pieniądze nie da się utrzymać dziecka.

Zgadza się, a co gorsza znam sprawy, w których alimenty są znacznie niższe.

O jakiej kwocie pan mówi?

50 zł miesięcznie.

Ile?!

Wie pani, to były alimenty zasądzone już kilka lat temu, możliwości zarobkowe ojca były niskie, kwota nie była waloryzowana, choć jest inflacja, a płaca minimalna rośnie...

Dlaczego nie była waloryzowana?

O to proszę zapytać rządzących, bo to ich decyzją alimenty nie są corocznie waloryzowane. Jeśli rodzic chce, by kwota została urealniona, musi iść do sądu... To kolejna grupa spraw, która niepotrzebnie zawala sądy rodzinne.

Wystarczyłaby drobna zmiana prawa, by waloryzacja odbywała się automatycznie i dotyczyła wszystkich, a nie tylko tych, którzy mają siłę, czas i pieniądze na to, by się procesować. Ta pani, której dziecko ma zasądzone 50 zł alimentów, tego wszystkiego nie ma, więc nawet nie próbuje.A najwyższa kwota alimentów na dziecko, z którą zetknął się pan w swojej praktyce?


3 tys. zł miesięcznie. Akurat w tym przypadku strony zawarły ugodę, sąd tylko ją "zatwierdził".

Alimenty w kwocie kilku lub kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie budzą sensację.

Powtórzę, nie wypowiadam się o konkretnym przypadku, ale w sytuacji, gdy rodzic zobowiązany do alimentacji zarabia bardzo dobrze, jego dzieci mają zasądzane wyższe alimenty. W alimentach nie chodzi bowiem wyłącznie o zaspokojenie podstawowych potrzeb biologicznych. Rzecz w tym, by dzieci jak najmniej odczuły zmianę poziomu materialnego po rozstaniu rodziców.

Artur Boruc zamieścił w sieci listę wydatków na syna, którą miała sporządzić Katarzyna Modrzewska. Jedną z pozycji o wartości 900 zł miesięcznie są mango. To wywołało zdumienie, a nawet drwiny internautów.

Myślę, że dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie tzw. tabel alimentacyjnych, które służyłyby sądowi pomocą w wyznaczaniu kwoty alimentów na dziecko w zależności od tego, jakie są możliwości zarobkowe rodzica, w jakim dziecko jest wieku i w jak dużej miejscowości mieszka. Ta sama kwota w wiosce i wielkim mieście przekłada się na zupełnie inny standard.

Sąd sam nie wie, jakie alimenty zasądzić?

Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, gdy strona pozywająca o alimenty, zwykle kobieta, ma udowodnić sądowi, że utrzymanie dziecka kosztuje i jakie to są koszty. Uśredniona tabela, która byłaby waloryzowana co roku, byłaby dla sądu wskazówką, a dla pozwanego informacją, czego może się spodziewać po wyroku.

Teraz wielu mężczyzn wchodzących na salę sądową nie ma zielonego pojęcia zasądzenia jakich alimentów może się spodziewać. Jeśli sędzia jest kobietą, wychodzą z sądu z poczuciem, że zostali załatwieni przed kobiety.

Kierowca popełniający wykroczenie dostaje od policjanta informację o widełkach kary pieniężnej. Pozwany o alimenty też powinien mieć taką informację, przy czym zastrzegam, że alimenty na dziecko to nie kara, tylko utrzymywanie swojego potomstwa.Ale wielu mężczyzn i niektóre kobiety właśnie tak alimenty traktują. Dlatego mamy jedną z najniższych w Europie ściągalności tego świadczenia. Jak pan myśli, dlaczego tak się dzieje?

W Polsce kochamy dzieci, ale nie zawsze chcemy na nie płacić. Dłużnicy alimentacyjni często nie rozumieją, że alimenty to nie są pieniądze na kaprysy eks, tylko środki na jedzenie, ubranie, naukę, rozrywkę, zdrowie i innej potrzeby pociechy. Żeby zmienić ten stan rzeczy potrzebna jest duża kampania społeczna, a może nawet kilka, podobne do tych, które prowadzono przeciw jeździe po pijanemu.

Trzeba rozbić tę grupę wsparcia, która otacza rodzica okradającego własne dziecko. Należą do niej zazwyczaj rodzice dłużnika i jego nowa partnerka, często także pracodawca, który płaci dłużnikowi pod stołem, by komornik nie mógł zabezpieczyć środków dla dziecka.

Naprawdę jest pan przekonany, że ojcowie i matki, którzy nie płacą alimentów, nie potrafią połączyć kropek i zrozumieć, że nie płacąc alimentów robią krzywdę własnym dzieciom?

Część z nich tego nie rozumie, ale są też inni. Kiedyś usłyszałem od ojca, że nie będzie płacił na byłe dzieci. Tak powiedział: byłe dzieci. Od tamtego czasu usłyszałem ten zwrot jeszcze kilka razy. Za każdym razem mnie szokuje.