Poszukiwania chłopca trwają już ponad tydzień.
Poszukiwania chłopca trwają już ponad tydzień. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Poszukiwania 5-letniego Dawida Żukowskiego trwają już ósmą dobę. Śledczy skupiają się obecnie na okolicach węzła Konotopa, bo to właśnie tam nastąpiły logowania telefonu ojca Dawida. Według najnowszych przypuszczeń, telefon należący Pawła Ż. mógł być jednak przewożony w zupełnie innym samochodzie. – Mogła to być zmyłka dla śledczych – podaje TVN24.

REKLAMA
Jak powiedział kryminalistyk z Uniwersytetu Warszawskiego Piotr Girdwoyń, Dawid mógł zostać przekazany przez ojca innej osobie. – Taka możliwość zawsze istnieje, ale bardzo trudno powiedzieć czy jest prawdopodobna – przyznał, dodając, że zachowanie mężczyzny mogło być zmyłką.
– Teoretycznie telefon mógł jechać w innym samochodzie. Możemy sobie wyobrazić taką sytuację, że ktoś planując taki czyn, umawia się ze znajomym, który weźmie telefon i pojedzie konkretną trasą, gdzie ten telefon będzie się logował. Jeśli tam nie będzie monitoringu, jeśli te informacje z logowania się nie potwierdzają, to trzeba szukać innego potwierdzenia – tłumaczył.
Ojciec zabrał chłopca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17 w środę, a przed godz. 21 odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg. Ślad po dziecku zaginął
O godz. 17:28 32-latek ruszył w stronę Warszawy – tak wynika z nagrań monitoringu, którymi dysponuje policja. Po drodze mógł zatrzymać się niedaleko lotniska Okęcie, gdzie prawdopodobnie oglądał z synem samoloty. Tam po raz pierwszy miał wyłączyć telefon.
Następnie zawrócił do Grodziska, gdzie dotarł dwie godziny później. Wszystko wskazuje na to, że Dawida już nie było z nim w samochodzie. O godz. 19 Paweł Ż. wysłał do żony SMS-a z informacją, że nie zobaczy już syna.
źródło: TVN24