Badania DNA pozwoliły zidentyfikować szczątki nurka odnalezione przy wraku Wilhelma Gustloffa. To zaginiony 7 lat temu Robert Szlecht.
Badania DNA pozwoliły zidentyfikować szczątki nurka odnalezione przy wraku Wilhelma Gustloffa. To zaginiony 7 lat temu Robert Szlecht. Fot. Michał Ryniak / Agencja Gazeta

Szkielet odnaleziony niedawno przy wraku "Wilhelma Gustloffa", niemieckiego statku wycieczkowego z czasów II wojny światowej, należy do Roberta Szlechty. Nurek wraz z kolegami eksplorował wrak, do którego nie wolno podpływać. Teraz towarzyszom Szlechty grożą poważne konsekwencje.

REKLAMA
Wrak "Wilhelma Gustloffa" od 1994 roku jest uznany za mogiłę wojenną. To flagowy statek wycieczkowy floty organizacji nazistowskiej Kraft durch Freude. Wraz z zatopioną przez radziecką łódź podwodną jednostką na dno poszło około 6600 ludzi. Nurkowanie i zakłócanie spokoju zmarłych jest surowo zakazane – bez specjalnego zezwolenia nie można się zbliżać na mniej niż 500 metrów do wraku.
Wygląda na to, że Robert Szlecht wraz ze znajomymi zdecydowali się zignorować ten zakaz. Biznesmen z Poznania chwalił się nawet wśród znajomych, że zamierzają popłynąć na "Wihelma Gustloffa" z przyjaciółmi. Podczas nurkowania doszło do wypadku. Robert Szlecht zaginął.
Jego przyjaciele twierdzili, że eksplorowali inny wrak – tankowiec Terra. To tam miał 7 lat temu zaginąć Szlecht. Dopiero 6 czerwca tego roku doszło do wydarzenia, które rzuca nowe światło na całą tę historię. Podczas oficjalnych badań wraku "Wilhelma Gustloffa" odnaleziono szkielet nurka. Na szyi wciąż miał charakterystyczny złoty łańcuszek – taki sam, jaki za życia nosił Szlecht.

Badania DNA potwierdziły, że to rzeczywiście szczątki biznesmena z Poznania. Teraz jego kolegom grożą poważne kłopoty. W grę mogą wchodzić zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci, nieudzielenia pomocy, a przede wszystkim składania fałszywych zeznań – wszyscy nurkujący tego dnia przekonywali, że zeszli pod wodę oglądać wrak innej jednostki.
źródło: Radio Gdańsk