O ich historii mało kto w Polsce słyszał. Para lesbijek uratowała 40 osób z masakry Breivika na Utoi

Chociaż od masakry na wyspie Utoia minęło równo 8 lat, to historia dwóch bohaterskich lesbijek nie jest znana np. w Polsce.
Chociaż od masakry na wyspie Utoia minęło równo 8 lat, to historia dwóch bohaterskich lesbijek nie jest znana np. w Polsce. Fot. nrkbeta / flickr.com/ CC BY SA 2.0
Trudno sobie wyobrazić, co tego dnia musiała czuć para Norweżek, lesbijek, które odpoczywały na wyspie Utoya i usłyszały strzały po drugiej stronie jeziora. To Anders Breivik w swoim maniakalnym szale masakrował młodzież z obozu letniego norweskiej Partii Pracy. Gdy zobaczyły w wodzie głowy uciekających przed kulami młodych ludzi, nie pytały ich o poglądy polityczne czy stosunek do LGBT, tylko rzuciły się im na pomoc. W Polsce mało kto zna ich historię.


To, co 22 lipca 2011 roku zrobiły Hege Dalen i Toril Hansen, to po prostu przykład niezwykłego heroizmu i człowieczeństwa ponad wszelką miarę.

Kiedy Hege i Toril po raz kolejny jechały na camping Utvika nad jeziorem Tyrifjorden z widokiem na wyspę Utoya, nie wiedziały, że przyjdzie im zmierzyć się z mordercą, Andersem Breivikiem. Tego dnia chciały przygotować przyjęcie urodzinowe dla córki Toril.


Dalen miała wtedy 43 lata i prowadziła firmę sprzątającą w mieście dwie godziny jazdy na północ od wyspy Utoya. Z kolei 35-letnia Toril pracowała w fabryce. Obie od kilku lat były małżeństwem. Kiedy usłyszały odgłosy niosące się po jeziorze od strony wyspy, myślały na początku, że to fajerwerki. Z błędu wyprowadził je ojciec Toril, który pracował w fabryce amunicji. On dobrze wiedział, że to odgłosy strzałów.
"Udaliśmy się na skraj wody, aby zobaczyć, co się dzieje. Poczuliśmy zapach prochu ze strzałów. Widzieliśmy coraz więcej osób, które w panice rzucały się do jeziora. Między wyspą a nami było około 700 metrów. Pięcioro z nas wsiadło do naszych łodzi i zaczęło wyciągać ludzi z wody" – opowiadała "The Telegraph" Hege Dalen.

"Zobaczyłam go"
Toril wsiadła do łodzi. Podobnie zrobiła czwórka innych obozowiczów. Hege czekała na brzegu i zajęła się pierwszymi rozbitkami, których wyciągnięto z wody. Niebezpieczeństwo przekraczało wszelkie normy. Mężczyzna, który jako pierwszy rzucił się do łodzi na ratunek młodym ludziom, został postrzelony przez Breivika, który zaczął strzelać do osób w wodzie. Jedna z kul trafiła też łódź Toril i Hege.
Wyłowieni rozbitkowie byli przemarznięci i poobijani, niektórzy znajdowali się na skraju hipotermii i mieli rany postrzałowe. Ratownicy musieli wybierać, kogo uratować najpierw, bo ich łodzie nie mogły pomieścić wszystkich. Kiedy wyłowili parę osób zawozili ich na brzeg i wracali, a w oddali cały czas słychać było strzały. Na lądzie przejmowali uciekinierów pozostali członkowie obozu, dawali im ciepłe napoje, koce i opatrywali rany.


Łódź Toril mogła pomieścić 10 osób. Przy drugim kursie dołączyła do niej Hege, która pomagała wyławiać rozbitków, kiedy Toril sterowała łódką. W międzyczasie nad jeziorem zjawiła się policja. Służby popłynęły na drugą stronę wyspy, żeby pomóc ukrywającym się tam młodym ludziom.
Para zbliżyła się łodzią do wyspy, bo Toril zobaczyła ukrywającą się wśród skał grupę ludzi. W pewnym momencie zaczęli oni krzyczeć w kierunku ratowniczek, żeby uciekały, bo "on tam jest". Toril stwierdziła w rozmowie z "The Telegraph", że nawet wydawało jej się, że zobaczyła Breivika, ale nie była tego na 100 proc. pewna.

Bezinteresowna pomoc
"Potem zrozumieliśmy, w jakim niebezpieczeństwie byliśmy. W tym czasie jednak widzieliśmy ludzi, którzy mieli kłopoty, a my po prostu zaczęliśmy im pomagać. (...) Gdyby nas tam nie było, na pewno zginęłoby ich więcej. Wody były zimne, a niektórzy mieli długą drogę do przepłynięcia" – opowiadała potem gazecie Hege Dalen.
I faktycznie tak było. One przewiozły na brzeg 40 osób, a razem obozowicze wyłowili z wody i uratowali 250 uczestników obozu na wyspie Utoya. Niestety kule Breivika dosięgły 179 osób, z czego 69 zginęło na miejscu, a 55 zostało poważnie rannych. Dopiero po wszystkim służby i samozwańczy ratownicy ogarnęli ogrom wydarzenia, w którym uczestniczyli. Przezyli przecież narodową tragedię, w której brali czynny udział po stronie dobra. W obozie Utvika pojawił się nawet minister sprawiedliwości Norwegii i osobiście pogratulował małżeństwu i pozostałym ratownikom olbrzymiej odwagi oraz podziękował za ich heroiczną pomoc.
Nikt z mainstreamu
Przeglądając polski internet nie natrafiłem na żadną wzmiankę o tym bohaterskim czynie dwóch norweskich lesbijek. Pisały o nich "The Thelegraph", "The Guardian" czy "The Independent".

Opowieść o małżeństwie dwóch kobiet, które ocaliło od kul Breivika 40 osób, była też pomijana w wielu światowych mediach. Dziennikarz "The Guardian" Roz Kaveney podjął się nawet analizy, dlaczego tak się stało.

Przede wszystkim Kavaney zwraca uwagę, że bohaterkami tej opowieści były kobiety, co totalnie mija się ze zmaskulinizowaną narracją, w której to mężczyzna ratuje kobietę w opałach. Tak jest w filmach akcji i przeważnie w mediach. W tym przypadku jednak było inaczej, dlatego temat nie trafił na pierwsze strony gazet, czy nawet na nagłówki portali internetowych.

Kiedy już jednak kobieta pojawia się w mediach jako bohaterka, to jest ona bohaterką heteroseksualną i tutaj dochodzimy do drugiego argumentu, który porusza Kaveney: Dalen i Hansen są lesbijkami."Kultura głównego nurtu nie lubi, by lesbijki były ludźmi, którzy narażaliby się na niebezpieczeństwo, by uratować nastolatki, prawdopodobnie heteroseksualne nastolatki, których nigdy nie spotkały" – tłumaczył w swoim tekście dziennikarz.

Trzecim powodem, przez który bohaterstwo pary lesbijek nie było zauważone przez media, jest fakt, że są one małżeństwem. Zdaniem dziennikarza taka informacja nie przeszłaby przez gardło żadnego z prawicowych i centrowych prezenterów telewizyjnych w USA. Ponadto media silnie broniły się przed łatką tych, którzy wspierają "agendę LGBT".

Po prostu są bohaterkami
Zdaniem Cecylii Jakubczak z Kampanii Przeciwko Homofobii nie potrzeba jednak medialnej atencji, aby stwierdzić, że Hege i Toril to dwie superbohaterki zasługujące na odznaczenia najwyższego stopnia za swój czyn.

– Ich orientacja jest tu bez znaczenia – tak samo, jak w przypadku osób heteroseksualnych, które wówczas ratowały młodzież przed kulami zamachowca. Ważne jest, że dzięki nim kilkadziesiąt osób może dalej cieszyć się życiem – mówi w rozmowie z naTemat aktywistka.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Zrobił aplikację, bo chciał pomóc mamie. Taki hit, że rzucił pracę i założył firmę
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"