
Zakaz używania czajników, grzałek, a nawet ładowarek do telefonów i laptopów – tak szpitale szukają oszczędności.
Zakaz używania urządzeń elektrycznych to coraz częściej szpitalna rzeczywistość. Na przykład na oddziałach Szpitala Wojewódzkiego w Suwałkach pojawiły się ostatnio informacje, że pacjenci nie mogą ładować sobie telefonu ani też gotować wody na herbatę.
– Są pielęgniarki, które przymykają oko, jeśli ktoś złamie zakaz, ale są też takie, które zabierają sprzęt do depozytu – relacjonują w rozmowie z "Rzeczpospolitą" pacjenci szpitala. Czytaj również: Luksus nieposiadania - kto może sobie pozwolić na brak komórki
Adam Szałanda, dyrektor szpitala, tłumaczy, że chce zlikwidować "modę na przyjęcia w szpitalu". Bo, jego zdaniem, coraz częściej do chorych na całe dni przychodzą krewni i znajomi. – Parzą kawkę, robią chińskie zupki i biesiadują – mówi dyrektor. Nie ukrywa też, że zakaz ma poprawić sytuację ekonomiczną lecznicy. Zobacz także: Zaginiony pacjent znaleziony martwy po dwóch miesiącach. W podziemiach szpitala Bródnowskiego
Podobne zarządzenia jak te w Suwałkach wydał dyrektor Szpitala Psychiatrycznego w Radecznicy na Lubelszczyźnie. – Ograniczony dostęp do elektryczności zmniejszy opłaty – tłumaczy.
Agnieszka Gołąbek
rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia
Źródło: "Rzeczpospolita"
