Na zdjęciu autorka materiału Karolina Lewicka, dziennikarka TOK FM i politolog.
Na zdjęciu autorka materiału Karolina Lewicka, dziennikarka TOK FM i politolog. Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Jedno jest pewne. Ta decyzja wymagała od Grzegorza Schetyny dużej odwagi i schowania do kieszeni dumy własnej. Bo przecież wiemy, że w polityce kluczową rolę odgrywają personalne ambicje. I trudno je poskromić, nawet jeśli rzeczywistość skrzeczy.

REKLAMA

A przecież Schetyna od wielu lat źle wypadał w sondażach zaufania. Były momenty, że nie ufano mu bardziej niż Jarosławowi Kaczyńskiemu, ostatnio okazało się, że Polacy większą wiarę pokładają w skompromitowanym lotami do Rzeszowa i zdymisjonowanym marszałku Kuchcińskim niż w liderze PO.

Wielokrotnie pytałam polityków Platformy, czy przeprowadzili pogłębione badania jakościowe nad przyczyną takiego stanu rzeczy, zawsze słyszałam, że nie ma takiej potrzeby.

Dziwiłam się, że – w dobie profesjonalizacji polityki - nie chcą się dowiedzieć, co takiego odstręcza Polaków od ich szefa i czy można nad tym popracować. To było szalenie amatorskie.

W końcu coś się jednak zmieniło i PO dostrzegała – podobno we współpracy z izraelskimi specjalistami i podobnie jak przed kilku laty PiS – że szef ugrupowania niekoniecznie musi być pretendentem do najwyższych funkcji w państwie. Że czasem trzeba go schować, usunąć w cień.

Szkoda, że tę operację przeprowadzono na ostatniej prostej, w dniu ostatecznej rejestracji list. To świadczy o tym, że nie ma długofalowej strategii, jest tylko taktyka, bieżące (pytanie, czy także nerwowe) próby reagowania na to, co się wokół dzieje.

Małgorzata Kidawa-Błońska została kandydatką na premiera nie tylko dlatego, że jej elektorat negatywny jest bliski zeru. Nie tylko dlatego, że ma znakomitych przodków i modelowe życie rodzinne. Że jest miejską liderką i na pewno zrobi w Warszawie świetny wynik (co wcale nie było pewne w przypadku Schetyny). Że jest wykształcona, elegancka, świetnie się ubiera.

Jej wybór jest podyktowany także tym, że – jeśli KO wygra, a ona pokieruje rządem – to nie wybije się na polityczną samodzielność. Nie powie Schetynie tak, jak przed trzydziestu laty odparł Mazowiecki Wałęsie: „Panie Lechu, ja już jestem tym premierem!”. Schetyna będzie mógł być przy Kidawie Kaczyńskim przy Szydło czy Morawieckim. Natomiast niezwykle mało czasu zostało Koalicji Obywatelskiej, by nad swoją kandydatką popracować, by jakoś ją wymyślić.

Małgorzata Kidawa-Błońska dziś przemawiała krótko, zaprosiła na piątek. Wtedy zobaczymy, czy potrafi być bardziej wyrazista i jakie dostanie od partii tło i kontekst. Tak czy owak, opozycja w końcu wyszła z uśpienia, które – mimo buńczucznych zapowiedzi na początku wakacji – trwało i trwało, choć do drzwi zapukał już wrzesień. Na razie nie wiemy, czy to manewr ten – na sześć tygodni przed wyborami - się opłaci, ale na pewno zaczął się w politycznym interesie duży ruch.